Główny bohater filmu - agent Maxwell Smart (Steve Carell) musi stawić czoło supertajnej międzynarodowej organizacji przestępczej KAOS, która w wielu momentach przypomina dobrze znaną z filmów o Jamesie Bondzie organizację Widmo. Smart nie pracuje jednak dla Jej Królewskiej Mości, lecz dla równie tajnej co KAOS agencji amerykańskiego wywiadu – CONRTOL. Jest tam analitykiem, ale po tym jak wszyscy agenci operacyjni zostają zdekonspirowani Szef (Alan Arkin) nie ma innego wyjścia i musi awansować Smarta, który zawsze marzył o pracy w terenie u boku legendarnego Agenta 23 (Dwayne „The Rock” Johnson). Jednak w swojej filmowej misji Smart musi współpracować z kimś innym. Jego partnerką zostaje agentka 99 (Anne Hathaway) – jedyna pracownica CONTROL, która nie została zdekonspirowana. Jak można przewidzieć 99 i Smart po ciężkich początkach współpracy znajdują wspólny język i są coraz bliżej rozwiązania zagadki KAOSu. Są też coraz bliżej siebie w stosunkach nie mających zbyt wiele wspólnego ze służbowymi. Oczywiście pojawią się pewne zakręty na drodze do pokonania KAOSu, ale są one jedynie drobnymi wybojami dla dzielnego agenta Smarta i jego uroczej partnerki.
Po nieśmiałym zapoznaniu się z fabułą filmu można więc w miarę z przekonaniem stwierdzić, że „Dorwać Smarta” nie ma wielkich szans by stać się filmem, do którego za kilka lat będzie się wracać z uśmiechem. Możnaby go wrzucić do jednego worka z wszelkiego rodzaju sequelami „Strasznego filmu”, „Wielkiego kina”, „Nagiej broni” i innych parodii filmów sensacyjnych, których mamy w kinach od groma. Jeśli szukalibyśmy filmu podobnego do „Dorwać Smarta” to z pewnością w naszych poszukiwaniach natrafimy na „Johnny’ego Englisha”, czyli parodię Jamesa Bonda z Rowanem Atkinsonem w roli tytułowej. Ten brytyjski film z 2003 roku to według mnie jedna z najbardziej udanych tego typu produkcji kinowych. Bawi inteligentnie, grają w niej dobrzy aktorzy. Z „Dorwać Smarta” jest podobnie – mamy tutaj znane i dobrze radzące sobie na ekranie twarze, a także sporo humoru. Nie jest on wprawdzie z najwyżej półki, ale ostatecznie to nie jest film, który ma być poważny i intelektualny. Dlatego też nawet głupkowate dowcipy są w nim na miejscu. Momentami naturalnie film nie grzeszy inteligencją i błyskotliwością. Bywa przewidywalny i sztampowy do bólu, a dowcipy są ograne. Jednak momentami ma przebłyski, w których widz może się pośmiać. Kino to przecież rozrywka, która powstała dla analfabetów, a dzisiaj według wielu ma być ono nie rozrywką, lecz świątynią dumania, w której jeden ambitny film rodem z dziwnego kraju goni drugi ambitny film z jeszcze dziwniejszego państwa. W filmowej układance jednak wciąż rządzą pieniądze, ale nie tylko. Rządzą przede wszystkim widzowie, którzy chodzą na komercyjne filmy. Na takie kino jest więc zapotrzebowanie. Nie ma co mieć z tego powodu do nikogo pretensji, bo po pierwsze nie każda produkcja komercyjna to zło, a po drugie widzowie doceniają też często te mniej komercyjne produkty. „Dorwać Smarta” to z pewnością typowa produkcja nastawiona na sprzedaż, ale proszę mi wskazać twórcę filmowego, który nie chciałby zarobić na swojej produkcji.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)