W uszach brzmi jeszcze radosna salwa ze Święta Wojska Polskiego, ledwie ucichły silniki samolotów i czołgów dumnie paradujących w defiladach, ledwie wybrzmiało „Boże coś Polskę”, a mnie nurtuje jedno pytanie. Skoro w 1920 Polska zatrzymała bolszewicką nawałę jako młodziutkie państwo z niepewnymi granicami to czemu ta sama Polska dała się rozjechać, zniszczyć, zgwałcić i upodlić przez Sowietów w czasie II wojny światowej? Będąc właśnie w trakcie lektury niezwykle ciekawej pracy doktora Lecha Kowalskiego „Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego a Żołnierze Wyklęci” uderzyły mnie niezwykle krytyczne uwagi autora dotyczące ówczesnych władz i dowództwa Armii Krajowej.
Zacznijmy sprawę chronologicznie, jest 17 września 1939 roku, Polacy bohatersko walczą z hitlerowską III Rzeszą kiedy nadchodzi niespodziewane uderzenie ze Wschodu; atak Związku Radzieckiego na nasz kraj. Oczywiście, był to szok i niedowierzanie, ale rozkaz marszałka Rydza-Śmigłego był kompletnie kuriozalny i brzmiał tak „Z Sowietami nie walczyć, tylko w razie natarcia, lub próby rozbrojenia z ich strony”. Dlaczego padło takie polecenie skoro większość społeczeństwa wiedziała czym jest okupacja ze strony Kraju Rad i jakich metod używa najeźdźca ze wschodu. Wystarczy wspomnieć masowe zbrodnie, gwałty, grabieże, pogorzeliska i inne tragedie z czasów wojny polsko-bolszewickiej z lat 1919-1921. Dochodzi do tego tzw. operacja polska czyli rozkaz szefa NKWD Nikołaja Jeżowa numer 00485, w wyniku którego w Związku Radzieckim w latach 30-tych wymordowano ponad 111 tysięcy Polaków. Oczywiście są to tylko dwa jaskrawe przykłady obrazujące sposób działania wroga ze wschodu i poddanie się bez walki nawale Armii Czerwonej do czego wezwał Rydz-Śmigły skończyło się jak można było się spodziewać czyli katastrofą w postaci masowych mordów, wywózek na Sybir, konfiskat majątków, upodlenia kobiet a przede wszystkim eksterminacji inteligencji czego najdobitniejszym przykładem jest ludobójstwo w Katyniu.
Jakże inaczej postąpił dowodzący wojskami fińskimi gen. Carl Gustaw Mannerheim. Jego partyzantka, bardzo skutecznie wybijała sowieckich sołdatów a Finlandia mimo, że częściowo podbita nigdy nie została skutecznie zsowietyzowana. Armia Stalina w starciu z Finami straciła 230 do 280 tysięcy żołnierzy, a Finów poległo jedynie 23 tysiące. Oczywiście, można powiedzieć że Finowie nie byli okupowani przez Niemców, ale kapitulacja Rydza-Śmigłego jak pisze dr Kowalski wyzwoliła nieludzkie instynkty w sowieckich sołdatach i gehenna Polaków była tak straszna, że samo czytanie o tamtejszych sytuacjach wywołuje nieraz zniechęcenie i łzy.
Okupowana Polska dysponowała unikatowym w dziejach świata, doskonale zorganizowanym Państwem Podziemnym, które mimo okaleczeń lat 1939-1941 dalej prężnie działało i nieraz zadawało bolesne straty obydwu okupantow. Tym bardziej cieżko zrozumieć brak zdecydowanych działań Armii Krajowej wobec partyzantki sowieckiej w latach 1943-44. Akcja „Burza” była również czymś kompletnie niezrozumiałym i składała się na kolejny krok odkrywania przed Sowietami i polskojęzycznymi komunistami siatek Państwa Podziemnego. Decyzja o wywołaniu powstania w Warszawie była tak tragiczna w skutkach, że ciężko sobie wyobrazić straty jakie odniósł nasz naród w tym czasie. Powstanie skazane było na klęskę, a nawet gdyby powstańcy opanowali miasto, za Wisłą stała 4. Dywizja Piechoty kierowana przez generała Bolesława Kieniewicza która miała zmiażdżyć polskich patriotów w razie potrzeby. Jak pisze dr Kowalski lepszym wyjściem byłoby skupienie się na wschodniej ścianie i konfrontacja z Sowietami. Przy kilkuset tysiącach polskich żołnierzy zdławienie takiej masy nie byłoby możliwe przez armię Stalina, a gdyby doszło poparcie rządu w Londynie, to kto wie czy historia nie potoczyłaby się inaczej.
Kolejną brzemienną w tragiczne skutki decyzją było rozwiązanie Armii Krajowej przez Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka” na początku 1945 roku. Dr Kowalski wyraża się niechętnie o samej osobie generała, niemniej jego decyzja była katastrofalna w skutkach. Chaos i bałagan organizacyjny, poszarpane struktury, zniszczone systemy łączności tylko ułatwiały Sowietom eksterminację ostatnich bohaterów nazywanych przez nas Żołnierzami Wyklętymi. Tragedia tych najbardziej oddanych Polsce ludzi wydaje się być pokłosiem katastrofalnych decyzji dowództwa a oni trwając na swoich leśnych posterunkach do końca udowodnili, że w pełni zasługują na miano bohaterów.
Podsumowując, wydaje się że większość decyzji podejmowanych przez władze polskie w latach 1939-1945 była nietrafiona, a dosadniej mówiąc fatalna. Polska nie tylko nie powstrzymała Sowietów jak w 1920 roku, ale została przez nich podbita i skolonizowana na długie dziesiątki lat. Rozpoczynając od odezwy marsz. Rydza-Śmigłego o niepodejmowaniu walki z Sowietami w 1939 roku, poprzez niezbyt zdecydowane działania wobec bandyckiej partyzantki sowieckiej w latach 1943-44, akcję „Burza” i wywołanie Powstania Warszawskiego aż do rozwiązania Armii Krajowej w 1945 roku obserwujemy łańcuch katastrofalnych w skutkach decyzji, w wyniku którego II wojna światowa skończyła się dla narodu polskiego absolutnie tragicznie. Czy gdyby owe powyższe decyzje były inne to bilans byłby podobny? Można z tym dyskutować, mając na uwadze gigantyczne straty Sowietów w Finlandii, wojnę w Wietnamie czy klęske Sowietów w Afganistanie. Wydaje się, że wśród polskiego dowództwa brakło lidera na miarę Józefa Piłsudskiego, który górował nad wszystkimi przedstawicielami elit w II RP. W każdym razie gorzej niż było chyba być nie mogło dlatego nie należy łatwo odsądzać od czci i wiary ludzi poddających w wątpliwość sens Powstania Warszawskiego jak Piotr Zychowicz czy Sławomi Cenckiewicz.
Źródła:
Kowalski, Lech. „Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego a Żołnierze Wyklęci.” Wydawnictwo Zysk i S-ka. Warszawa 2016. s.52-53, 124, 137-138
http://www.slawomircenckiewicz.pl/aktualnosci/nieuzasadniony-odruch-44
http://www.polskieradio.pl/8/402/Artykul/905650,Piotr-Zychowicz-powstanie-nie-powinno-wybuchnac



Komentarze
Pokaż komentarze (16)