Bardzo ciekawą tezę stawia na swoim blogu Bez Dekretu Aleksander Ścios, opisując sytuację międzynarodową i sytuując w niej największy pod względem powierzchni terytorium kraj na świecie. Mianowicie, ów bloger stwierdza, że największą siłą Rosji nie jest armia, głowice jądrowe czy szantaż zakręceniem kurka z gazem. Najmocniejszymi z atutów Kremla mają być wieloletnie urabianie zachodnich elit i opinii publicznej o swojej potędze oraz ogromnie rozrośnięta agentura umieszczona szczególnie w mediach oraz gronach decyzyjnych czy rządowych, która uniemożliwia trzeźwą ocenę możliwości i stanu faktycznego Rosji.
Sam wielokrotnie pisałem o fakcie, że Moskwa od lat wspiera terroryzm i sama posługuje się terrorem i zamachami dla osiągnięcia swoich celów. Robi to jednak tak finezyjnie, że na przykład w ostatnią sobotę została uznana przez Stany Zjednoczone za partnera w zwalczaniu tzw. Państwa Islamskiego, mimo że tajemnicą poliszynela jest wspieranie arabskich ekstremistów i pobudzanie rzeszy tak zwanych uchodźców wędrujących masowo do Europy. Mimo to, wedle amerykańskiej administracji prezydenta Baracka Obamy może być partnerem w zwalczaniu terrorystów. Jak można wytłumaczyć taką postawę Zachodu?
Po pierwsze, wedle Ściosa należy sięgnąć do czasów II wojny światowej i tak zwanej koalicji antyhitlerowskiej, w której Stany Zjednoczone i Wielka Brytania wspierały zbrodniczy Związek Sowiecki, aby pokonać Trzecią Rzeszę. Koalicyjne zobowiązania miały związać możliwości działania wobec ZSRR co miało swój efekt w Jałcie i w podziale Europy żelazną kurtyną. Jeśli dodamy do tego późniejsze pacyfistyczno-lewicowe ruchy i partie w Stanach i Europie Zachodniej, dogłębnie zinfiltrowane i naszpikowane agenturą przez sowieckie służby nie to należy się dziwić takiemu asekuranckiemu traktowaniu obecnej Rosji Putina.
Rosja poprzez swoje działania na dąży do odbudowania strefy wpływów w obrębie dawnego Związku Radzieckiego. Robi to różnymi sposobami. Może to być agresja militarna jak w Gruzji w 2008 roku czy od 2014 roku na Ukrainie. Na obie te agresje reakcją Zachodu były jedynie ostre potępienia chociaż Ukraina miała gwarancje nienaruszalności terytorium zapisane w traktatach międzynarodowych. Kreml zrobił swoje i zostało to zaakceptowane przez Zachód na przykład w „porozumieniu z Mińska”. Podobne zachowanie można było zaobserwować po katastrofie w Smoleńsku, w której zginął prezydent państwa członkowskiego NATO i najwyżsi oficerowie wojskowi. Skoro za katastrofą mogła stać Moskwa, to nie można nic zrobić. Takie jest podejście Zachodu wobec spadkobiercy „dziedzictwa” ZSRR.
Oczywiście działania militarne są relatywnie rzadkie, dużo bardziej powszechną aktywnością Rosji jest aktywna agentura. Media, polityka, stosunki gospodarcze, wszelkie inwestycje i tak zwani rosyjscy biznesmeni; wszyscy działają w jednym kierunku. Wystarczy włączyć telewizor i przysłuchać się dyskusjom, wiadomościom, a szczególnie komentarzom. Sporą rolę spełniają również tak zwani „użyteczni idioci”, którzy uwielbiają kraj ze stolicą w Moskwie i ustrój który tam panuje panował. W Polsce jest to szczególnie widocznie, gdyż jako kraj postkomunistyczny, w którym nie było żadnych rozliczeń z poprzednim ustrojem ludzie dawniej wierni Moskwie, dzierżyli najważniejsze stanowiska w państwie i prowadzili politykę przez całe lata III RP.
Jak pisze Aleksander Ścios, nie spodziewa się on ataku Rosji na państwa NATO takie jak Polska czy Estonia. Władzom na Kremlu wojna nie jest potrzebna skoro Zachód i tak tańczy tak jak mu zagra Moskwa. Widać to po ostatnich porozumieniach „antyterrorystycznych” w Syrii, poprawieniu stosunków z coraz potężniejszą i powoli wyemancypowującą się z Sojuszu Turcją czy akceptacji w porozumieniach z Mińska aneksji Krymu. Poza tym, Rosja ze swoją gnijącą gospodarką i przestarzałą armią nie byłaby w stanie realnie walczyć z państwami Zachodu, a wojna ostatecznie pogrążyłaby mniemania o potędze Moskwy, które ustawicznie są wtłaczane w umysły elit zachodnich.
Podsumowując, Rosja prowadzi mistrzowską grę na arenie międzynarodowej posługując się oficjalną dyplomacją, agenturą wpływu, a także innymi instrumentami, takimi jak na przykład wspieranie terrorystów i likwidowanie ich ku uciesze Zachodu. Jako spadkobierczyni komunistycznego Związku Radzieckiego nie ma szans na gospodarcze konkurowanie z krajami Zachodu dlatego długotrwała wojna czy izolacja doprowadziłaby prawdopodobnie ten kraj do upadku. Jako, że ostatnio obserwujemy coraz większy wpływ tego państwa na światową politykę, przy coraz słabszym Zachodzie należy spodziewać się dalszego zwiększania roli Moskwy w Europie i na Bliskim Wschodzie. Dojdzie do tego raczej spokojnie, ciężką pracą agentury i zabiegami dyplomatycznymi niż agresją militarną. Konfrontacja mogłaby obnażyć wszelkie słabości Moskwy i doprowadzić do upadku mitów jakimi karmi od lat zachodnie elity polityczne.
Źródła:
http://bezdekretu.blogspot.de/2016/09/o-walce-diaba-z-szatanem.html



Komentarze
Pokaż komentarze (4)