Obejrzałem wczorajszego „Tomasza Lisa na żywo”, chociaż z zasady nie oglądam propagandy partii władzy. Po wczorajszym „M jak miłość” nie sięgnąłem jednak po pilota, a to tylko z tego powodu, iż autor zaanonsował był jeden z tematów, którym miała być sprawa Kataryny. Anons przypominał temat klasówki z polskiego: „Chamstwo w Internecie na podstawie sprawy słynnej blogerki” i brzmiał mniej więcej tak (cytuję z pamięci): „Tomasz Lis na żywo, a nim sprawa Kataryny – jakie są dopuszczalne granice wolności wypowiedzi w Internecie.”
Znowu fałszywa kalka pana redaktora i jego kolegów po piórze z Dziennika: sieciowy „rynsztok” - w kontekście bezprecedensowego chyba w skali światowej ujawnienia popularnej i cenionej blogerki przez znacznie mniej popularnych i zdecydowanie niżej cenionych – przynajmniej przeze mnie – dziennikarzy. Ewidentna sugestia pod adresem niezorientowanego w temacie widza, a także tego mniej inteligentnego, że powodem ujawnienia tożsamości blogerki przez Dziennik było jej niekulturalne zachowanie.
Wprawdzie forma zapowiedzi programu tuż po jego rozpoczęciu była nieco łagodniejsza od wspomnianego wyżej anonsu, bo obydwie kwestie chociaż wypowiedziane na jednym oddechu zostały przedzielone frazą :”a zaraz obok”, ale powyższa insynuacja pozostała jak najbardziej w mocy. „Sprawa Kataryny, a zaraz obok - sieciowy „rynsztok” - tymi słowy zapraszał pan redaktor do swojego programu.
Jeżeli nie jest to insynuacja, to nie będzie nią również coś takiego jak tytuł mojego hipotetycznego wpisu: „Sprawa red. XY, a tuż obok – jakie są granice dziennikarskiej dyspozycyjności”. Z jego treści będzie wynikać wprawdzie, że red. XY ma z dziennikarską dyspozycyjnością tyle wspólnego, co Kataryna z rynsztokiem sieciowym redaktora Lisa, czyli dokładnie nic, ale tytuł poszedł w świat i ci, co niedokładnie bądź wcale notki nie przeczytają, skojarzą red. XY z nierzetelnością zawodową. A taka właśnie byłaby intencja autora. Jeżeli ktoś uważa, że intencją red. Lisa było co innego, to dużo zdrowia życzę.
Na poparcie swojej tezy o powszechnym „rynsztoku w Internecie” red. Lis przytoczył losy forum „CztP”, które zmuszony był zamknąć z powodu rzeczonego chamstwa, tudzież antysemityzmu i innych „izmów”. Ani pan redaktor ani jego goście nie byli uprzejmi zauważyć, iż przypadłości, na które się skarżyli stanowiły i stanowią domenę akurat nie byłego „CztP” czy S24, lecz forum Onet i innych popularnych portali, których nikt z tego ani żadnego innego powodu zamykać nie zamierza.
Zresztą po co zamykać zaśmiecone forum, skoro można je po prostu posprzątać i utrzymywać w czystości, co jest powinnością jego administratorów? Równie dobrze należałoby pozamykać stacje kolejowe czy przejścia podziemne, obfitujące w dzieła graficiarskiej subkultury, jeszcze bardziej prymitywne i obsceniczne niż komentarze z forum Onetu, a jakoś z takimi pomysłami nikt nie występuje.
Reasumując, chciałbym zauważyć, że nasza rzeczywistość jest zdecydowanie bardziej zaśmiecona niż przestrzeń sieciowa, o blogosferze nie wspominając. Życzyłbym sobie, aby wrażliwi na wszelakie patologie dziennikarze poświęcili więcej czasu psiarzom, śmieciarzom, sz..arzom i graficiarzom, którzy rządzą niepodzielnie Trzecią RP, podczas gdy władza zajęta jest coraz bardziej wirtualnymi obietnicami, poza grą w piłeczkę oczywiście.



Komentarze
Pokaż komentarze (19)