Ocena państwa polskiego pod rządami PiS, zawarta w przemówieniu Donalda Tuska, niedoszłego prezydenta z zasadami (raczej kwasami), wynika z zeznań jedynego świadka, którym jest Janusz Karczmarek, były szef MSWiA, zdymisjonowany pod zarzutem nielojalności i zdrady tajemnicy państwowej. Pan Tusk przyjął założenie, że były minister mówi prawdę, chociaż w ostatnich latach już dwukrotnie został przyłapany na kłamstwie, a z jego akt osobowych wynika, że zdarzało mu się mijać z prawdą w dalszej przeszłości.
Czy zatem to założenie jest uprawnione? Już w świetle przytoczonych faktów można mieć w tej sprawie poważne wątpliwości, które zgodnie z zasadą domniemania niewinności powinny świadczyć na korzyść oskarżanego przez Karczmarka rządu PiS. Jest jeszcze jedna okoliczność, rozstrzygająca – moim zdaniem – o kłamstwie byłego ministra, a mianowicie fakt jego zdecydowanego i natychmiastowego zdymisjonowania i powołania w trybie pilnym jego następcy.
Nasuwa się zasadnicze pytanie: czy premier postąpiłby w tak drastyczny sposób ze swoim ministrem, gdyby to, co on teraz mówi zawierało choć część prawdy? Dlaczego nie miałby postąpić tak, jak SLD z Józefem Oleksym, świadkiem przekrętów w wykonaniu jego kolegów partyjnych, który po cichu został usunięty w cień. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że pan Oleksy nie pojawił się publicznie, a przynajmniej ja go nie zauważyłem, od dnia pogrzebu śp. Barbary Blidy. Dlaczego premier, powziąwszy informacją o nielojalności Kaczmarka, nie wysłał go na pełnopłatny urlop zdrowotny, czy też na placówkę dyplomatyczną do np. Argentyny, na co wpadł nawet ćwierćinteligent Nikodem Dyzma, pozbywając się niewygodnego świadka - ministra Terkowskiego („wyślij go Pan do Afryki, czy innej cholery)? Wszak miałyby wtedy spokój do samych wyborów, a nawet dłużej.
Dlaczego zatem PiS nie zgadza się na komisje śledczej? Sądzę, ze wynika to z przekonania, że w kampanii wyborczej, zważywszy na druzgocącą przewagę medialnej siły rażenie przeciwników, a zwłaszcza PO i SLD, a także fakt, że dysponują oni parlamentarną większością, partia braci Kaczyńskich ma znikome szanse na przebicie się z prawdą do opinii publicznej. W sytuacji, gdy do planowanych wyborów pozostały niespełna dwa miesiące, komisja dysponowałaby tylko dwoma czy trzema tygodniami na przesłuchania świadków. Zważywszy, że przewagę w niej uzyska koalicja antyrządowa, zachodzi uzasadniona obawa, że do wyborów zostaną przesłuchani wyłącznie Karczmarek i świadkowie przez niego wskazani, co uczyniłoby z kampanii wyborczej farsę.
Wydaje mi się, że świetle przytoczonych faktów, dawanie wiary rewelacjom Karczmarka byłoby poważną nieroztropnością. Ale taki jest właśnie nasz prezydent z zasadami/kwasami* (*niepotrzebne skreślić).



Komentarze
Pokaż komentarze (13)