Przekonać można ludzi myślących, wierzącym natomiast można wykazać, że warto myśleć, czego niniejszym spróbuję dokonać na przykładzie orzeczenie sądu ws. zatrzymań byłych wysokich urzędników państwowych. Póżniej można podjąć próbę przekonania do swoich racji tych, których udało nam się nawrócić na myślenie.
Otóż załóżmy, że w sprawie Kaczmarka, Kornatowskiego i Netzela prokuratura rezygnuje z zatrzymań i wysyła do podejrzanych wezwania na ten sam termin. Jak wynika z zaprezentowanego materiału dowodowego, podejrzani są w stałym kontakcie i bez trudu mogą natychmiast rozpocząć z najlepszymi prawnikami uzgadnianie wersji B. Domyślają się bowiem, że prokuratura dysponuje nagraniami z ich rozmów, a znakomicie pamiętają, co, kiedy i komu przekazywali i z łatwością mogą te dowody powiązać zupełnie innym wątkiem np. organizowaniem balangi u cioci na imieninach, gdzie "Łysy Debil" okaże się szwagrem Kaczmarka, a najlepszy płatnik - jego teściem, przedsiębiorcą z branży obuwnictwo. Jaki mają sens przesłuchania w takim trybie? Tylko zagmatwa śledztwo.
Sąd niestety nie zagłówkował, co jest u nas rzeczą normalną. Wśród nich nie brakuje bowiem inteligentów, którzy mają trudności ze skojarzeniem trzech faktów, o czym przekonałem się na własnej skórze, przegrywając proces z przedstawicielami nomenklatury, którzy na skutek - delikatnie mówiąc - nieoptymalnych decyzji biznesowych doprowadzili firmę do ruiny. Właśnie nietrafione decyzje Zarządu, kosztujące firmę ok. miliona złotych, stanowiły ten trzeci fakt, którego skojarzenie z pozostałymi dwoma, przekraczało możliwości intelektualne składu orzekającego. Te pierwsze dwa natomiast, to wypowiedzenie umowy przez jednego z klientów oraz wynikająca z stąd trudna sytuacja firmy.
Jak widzimy wierzących a niemyślących u nas dostatek.



Komentarze
Pokaż komentarze (15)