Rzecz objawiła się w czasie debaty przedwyborczej z Aleksandrem Kwaśniewskim, w części dotyczącej polityki zagranicznej. Prowadzący, red. Krzysztof Skowroński zapytał Donalda Tuska o jego ocenę polskiej dyplomacji, kierowanej przez panią minister Fotygę. Wcześniej kandydat na premiera generalnie tę politykę potępiał, wielokrotnie wyrażając z tego powodu wstyd i zażenowanie, zarówno w imieniu własnym jak i swoich wyznawców.
Tym razem jednak red. Skowroński zapytał naszego premiera in spe o konkretne projekty naszej dyplomacji pod kierunkiem minister Fotygi. Nie bardzo rozumiałem sens tego pytania. Skoro bowiem wiadomo jest, że polityk ogólnie potępia działalność drugiego polityka, to po co pytać o szczegóły? Tak zapewne pomyślą niewierni, którzy racjonalnie postrzegają otaczająca ich rzeczywistość. Odpowiedź jest wszak oczywista: poszczególne projekty, tak jak cała polityka zagraniczna, są nie do przyjęcia. Takiej też odpowiedzi spodziewali się racjonalnie postępujący widzowie debaty.
Wyobrażacie sobie Państwo moje zaskoczenie, kiedy w odpowiedzi usłyszałem, że wszystkie projekty są dobre? Z jednym jedynym zastrzeżeniem, które omówię w dalszej części odcinka. W odbiorze Donalda Tuska działalność minister Fotygi okazała się w ogóle zła, zaś w szczegółach – dobra. Wydawałoby się – kuriozum! Można sobie ewentualnie wyobrazić kogoś, kto jest ogólnie dobrze oceniany, a zarazem w niektórych aspektach – krytykowany, ale w relację odwrotną trudno jest uwierzyć.
Zdarzało nam się przecież spotkać kogoś, np. dziewczynę, o której mogliśmy powiedzieć, że jest atrakcyjna, ale... I tu następowała wyliczanka kilku przywar jej charakteru, intelektu, czy też niedostatków urody. Natomiast ja osobiście - i mniemam, że też większość czytelników – nie spotkałem się z tym, aby ktoś ocenił pozytywnie niemal wszystkie przymioty urody, charakteru, czy intelektu dziewczyny, uprzednio twierdząc, że jest brzydka, wredna i głupia. W taką sytuację trudno jest uwierzyć.
Właśnie „uwierzyć”, bo to jest kwestia wiary, a nie racjonalnego postrzegania rzeczywistości z zastosowaniem zasad logiki. Wiara też stanowi klucz do - nie powiem "zrozumienia", bo to niestosowne słowo, lecz - przyjęcia bez intelektualnego dyskomfortu stanowiska Donalda Tuska w kwestii polityki zagranicznej rządu premiera Kaczyńskiego. Wiara, której świadectwo dał nam, milionom telewidzów, sam prorok.
Opisany wyżej dylemat - "ogólnie złe – w szczegółach dobre" – nie jest jedynym świadectwem wiary proroka Tuska, jakiego doświadczyliśmy owego wieczora. Kolejne było związane z jednym projektów, do którego nowy premier zgłosił wspomniane wcześniej zastrzeżenie. Chodziło o ideę budowy wespół z państwami bałtyckim alternatywnego gazociągu, zaopatrującego nasze kraje. Na pytanie, czy popiera tę ideę, Donald Tusk odpowiedział, że wolałby gotowy gazociąg niż tylko ideę. Jakie przesłanie miał do przekazania prorok w tych słowach? - zapytają niewierni. Już wyjaśniam: nie ma potrzeby angażowania dyplomacji do uzgadniania idei, skoro wiara czyni cuda i można ten gazociąg po prostu wybudować i to bez żadnych uzgodnień. Skoro ma być gazociąg, to niech tak się stanie.
Wiele jeszcze innych znaków na ziemi poczyni prorok, aby poprowadzić swój lud do Tusklandii.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)