- Składam Ci serdeczne kondolencje – tymi słowy powitał mnie kolega na pierwszej po wyborach próbie jednego z dwóch chórów, w których od lat się udzielam. Rzadko bywam w tym towarzystwie, a to z dwóch powodów: po pierwsze, obowiązuje tam anty-kaczyzm jako – rzec można - wyznanie organizacyjne, a po drugie, poziom artystyczny zespołu nie odpowiada moim aspiracjom. Nie mniej z uwagi na atrakcyjne towarzystwo pod względem turystycznym, kulturalnym i rozrywkowym, raz w miesiącu pojawiamy się z żoną na próbach chóru, niezależnie od tego, że aspiracje artystyczne wiążemy z innym zespołem, który zajmuje nam 2 – 3 wieczory tygodniowo, a o którym przy innej okazji.
Wracając do powitania przytoczonego na wstępie, słów kilka o szanownym moim koledze, z którym znamy się od czasów wspólnego studenckiego muzykowania. Obecnie jest członkiem zarządu prestiżowej instytucji finansowej i zapewne z tej racji jest wyznania anty-pisowskiego. Zdziwił się nieco, kiedy mu odpowiedziałem, że nie płaczę i nie zamierzam płakać po PiS-ie. Wszak przegrał na własne życzenie, bo nie chciał się ścigać z Platformą w konkurencji demagogia i populizm. Aczkolwiek gwoli sprawiedliwości, należałoby zauważyć, że w tych zawodach jako partia rządząca miałby z definicji mniejsze szanse niż pretendent do władzy. Nie jest to jednak poważny problem PiS-u, bo władzę zawsze można odzyskać. Znacznie gorzej jest natomiast z zawiedzionym z powodu niespełnionych obietnic elektoratem, co wkrótce stanie się najpoważniejszym problemem partii przejmującej władzę.
W tym miejscu mój adwersarz zdecydowanie zaprotestował:
- Sądzisz, że ludzie głosowali na PO, bo są tak naiwni, ze uwierzyli w jej obietnice? – zapytał i sam sobie odpowiedział:
- Otóż nie, głosowali przeciw PiS, bo mieli dość tego stylu sprawowania władzy, ustawicznego konfliktu, dzielenia ludzi, podejrzeń, szukania przestępców na każdym kroku.
Zapytałem, co jest złego w ściganiu przestępców, ale nie doczekałem się odpowiedzi, bo przerwała nam pani dyrygent, rozpoczynając próbę.
Do rozmowy już nie wróciliśmy, nie licząc drobnego incydentu, kiedy w trakcie krótkiej przerwy kolego pokazał mi „Politykę” z wypowiedziami Jarosława Kaczyńskiego i Marka Jurka, które miałyby dowodzić jego tezy. Pozwoliłem sobie jedynie przyznać rację Kaczyńskiemu i nie zgodzić się z Jurkiem, czym zakończyłem dyskusję, której kontynuacja nie miała żadnego sensu.
Później zacząłem zastanawiać się, czy kolego, stawiając powyższą diagnozę porażki PiS, ma rację, czy się myli i doszedłem do wniosku, że jednak się myli. Tytułem uzasadnienia mojego werdyktu, chciałbym zwrócić uwagę na dynamikę sondażowego poparcia dla liderów wyborczego wyścigu, a szczególnie na moment, w którym nastąpiła nieoczekiwana zmiana miejsc i PO wyprzedziła swojego konkurenta. Było to na tydzień przed głosowaniem, bezpośrednio po debacie Kaczyński – Tusk. Czy wtedy właśnie ówczesny premier zaprezentował swój styl sprawowania władzy, co zmobilizowało jego negatywny elektorat? Otóż nie, nic takiego nie nastąpiło: premier w czasie debaty nie okazał żadnych przejawów stylu sprawowania władzy, przypisywanego mu przez mojego kolegę i jego współwyznawców. Miało natomiast miejsce coś innego: totalna erupcja populizmu ze strony Tuska, którego mogły pozazdrościć sam Andrzej Lepper – Druga Irlandia, niskie podatki, świetnie opłacona sfera budżetowa, niska inflacja, autostrady, EURO 2012 i takie tam.
Istotne jest również, jakiego typu elektorat został zmobilizowany w wyniku debaty. Czy byli to starsi, zapracowani, zmęczeni życiem i niewierzący w cuda, lecz w ciężką pracę wyborcy, którzy mieli dość niespokojnych rządów PiS? Wręcz przeciwnie – debata zachęciła do uczestnictwa w wyborach i głosowania na Platformę młodych, niespokojnych, walecznych i wierzących w łatwy sukces życiowy. Co mogło porwać tę młodzież: sprzeciw wobec konfliktowego Kaczyńskiego, czy gruszki na wierzbie w wykonaniu Tuska? Jaka mogłaby być motywacja tych wyborców: niechęć do ówczesnego premiera, człowieka walki, czy wizja raju na ziemi, krainy wiecznej miłości i szczęśliwości, zakreślona przez Tuska?
Można się zgodzić z tym, ze wiara czyni cuda, aczkolwiek faktem jest, że sprawia, iż ludzie, z zasady twardo stąpający po ziem, czasem tracą kontakt z rzeczywistością.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)