Na wstępie krótka scenka rodzajowa. W małej redakcji aktualną sytuację polityczną w naszym kraju omawiają: mgr filologii - Zwolennik Siły Spokoju, w skrócie ZSS oraz doktor filozofii - Zwolennik Siły Twórczego Niepokoju – ZSTN.
- Mnie tam nie zależy na jakiejkolwiek reformie, ustawach czy innych zmianach. Ważne, żeby był spokój – zagaił dyskusję ZSS.
- Czy dotyczy to również przestępców? – pyta sceptyczny wobec siły spokoju ZSTN.
- No nie, ale Kaczyński w każdym widział przestępcę –nie daje za wygraną ZSS.
- A kto z podejrzewanych przez ówczesne organa ścigania o popełnienie przestępstwa okazał się niewinnym?
Cisza. Koniec dyskusji.
Podobna scenka rozegrała się w studio TVP w programie „Tomasz Lis wiecznie żywy” (czy coś w tym stylu) – cytuję z pamięci.
- W TVP wybuchały skandale – stwierdza posłanka PO.
- Jakie skandale? Czy może pani poseł wymienić choć jeden skandal? – dopytuje się dziennikarz – gość programu.
- TVP była nierzetelna – odpowiada pani poseł z taką precyzją, na jaką ją stać!
- A konkretnie?
- A co to, przesłuchanie? – odpiera pani posłanka ku uciesze klaki prowadzącego.
Co łączy opisane scenki? W obydwu zwolennicy siły spokoju są w odwrocie. A co różni? W pierwszej adwersarz, który nie miał nic do powiedznia, po prostu zamilkł, jak każdy kulturalny człowiek. W drugiej niestety przegrywająca ZSS zastosowała chwyt w stylu Samoobrony, wykazując brak wiary w siłę spokoju, która przecież należy do jej partyjno-urzędowych obowiązków.



Komentarze
Pokaż komentarze (14)