Stef 1 Stef 1
472
BLOG

Wspomienie o Antonim Pospieszalskim - Cichociemnym

Stef 1 Stef 1 Polityka Obserwuj notkę 8

Jeden z ostatnich Cichociemnych – Antoni Nikodem Pospieszalski zmarł 12 marca w Londynie w wieku 96 lat. Filozof, dziennikarz BBC, publicysta, żołnierz Armii Poznań Wojska Polskiego w kampanii wrześniowej 1939 roku, szczególnie zapisał się w najnowszej historii Polski jako Cichociemny – jeden z 316 żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, zrzuconych ze spadochronami w 1944 r na terytorium okupowanego kraju celem wsparcia walczącego podziemia.

 

Misja, w której brał udział kapitan Antoni Pospieszalski, miała jednak charakter szczególny. Jego grupa składała się z oficerów brytyjskich oraz polskich o przybranych brytyjskich nazwiskach z odpowiednio spreparowanymi dokumentami i życiorysami, a jej zadaniem było przede wszystkim ułatwienie kontaktów pomiędzy polskim patriotycznym podziemiem a armią sowiecką. Sam Antoni Pospieszalski występował w niej jako Anthony Curry, oficer Armii Jego Królewskiej Mości. Nazwisko nie było przypadkowe, bo tak nazywała się Jego ówczesna szkocka narzeczona, a późniejsza żona - Sheena.

 

Misja niestety nie mogła wykonać swoich zadań, bo już pierwsza próba kontaktu z armią sowiecką zakończyła się aresztowaniem i uwięzieniem na Łubiance. „Byliśmy przekonani, że czeka nas maleńki Katyń” – napisze we wspomnieniach, opublikowanych w londyńskich Wiadomościach Kulturalnych w latach 70-tych. Tak zapewne by się stało, gdyby sowieci odkryli profesjonalnie wykonany kamuflaż, ale na szczęście dla uwięzionych, uchodzili oni za oficerów brytyjskich, na których zgładzenie nawet NKWD nie mogło sobie pozwolić. I tak, przez Teheran i Kair, kapitan Antoni Pospieszalski dzięki Anthony’emu Curry wrócił do Londynu, gdzie przyszło mu spędzić resztę życia.

 

Pozostał do końca polskim patriotą. Urodzony w Berlinie w 1912 roku w rodzinie polsko-niemieckiej, czuł się zawsze Polakiem, chociaż w Polsce spędził tylko niespełna 20 lat ze swojego długiego i bogatego życia. To właśnie ten okres Jego życia od wieku lat 7 do 27 ukształtował Jego polskość. A jakim był Polakiem i chrześcijaninem? Trochę o tym wiem z racji licznych z Nim spotkań i rozmów.

 

Kiedy po odzyskaniu niepodległości Pospieszalscy wrócili z Berlina do rodzinnego Poznania, Antoni i Jego starszy brat Karol Marian, zmarły w ubiegłym roku profesor UAM, udali się do polskiej szkoły. Było to dla nich szczególne wyzwanie, gdyż ich znajomość języka polskiego, jako dzieci wychowanych przez matkę Niemkę w domu, gdzie ojciec - z racji służby oficerskiej w sztabie wojennym frontu bałkańskiego feldmarszałka Augusta von Mackenzena - był bardziej gościem niż głową rodziny, ograniczała się do pacierza, którego w czasie nielicznych urlopów zdążył ich nauczyć. Na pierwszej lekcji nauczyciel zwrócił się do Antoniego z prośbą o przedstawienie się i z zaskoczeniem zauważył, że chłopiec nie rozumie po polsku.

- Jesteś Niemcem? – zapytał po niemiecku.

- Nie, jestem Polakiem – odpowiedział w języku Goethe’ego.

- Polakiem? Przecież ty nie rozumiesz po polsku?

- Jeszcze nie rozumiem, ale umiem „Ojcze Nasz”.

- To powiedz.

Młody Antoni płynnie wyrecytował modlitwę, nie rozumiejąc ani słowa.

 

Byłem dumny, kiedy w połowie lat 80-tych Antoni Pospieszalski znalazł okienko czasowe w swoim napiętym harmonogramie pobytu w Polsce pomiędzy wizytami u osobistości z pierwszych stron gazet, zwłaszcza tych podziemnych, by odwiedzić mnie w naszym podwarszawskim domu. Kiedy powiedział, że prowadzi w swoim londyńskim domu Polski Ośrodek Informacji, zaproponowałem, by zapoznał się z moim zbiorem bibuły, którą od kilku lat kolportowałem, zaopatrując zarazem własną bibliotekę. Niestety zwrotów raczej nie było i z wyjątkiem kilku pozycji dysponowałem tylko po jednym egzemplarzu z poszczególnych edycji gazet czy książek. Mój znakomity gość odpowiedział uprzejmie, że niestety nie ma teraz na to czasu, ale chętnie zabierze cały zbiór do Londynu. Moją obawę, iż może na lotnisku zwrócić uwagę celników, dźwigając ciężką walizkę pełną bibuły, zbył słowami:

- Nie obawiaj się. Na pewno nie powiem, że dostałem to od ciebie, a o mnie się nie martw.

 

Wprawdzie trochę mi było żal podziemnego księgozbioru i kilku roczników gazet, ale z drugiej strony miałem satysfakcję, że mogę tą drogą przysłużyć się sprawie. Po kilku dniach dotarła do mnie wiadomość z Londynu, iż podróż minęła szczęśliwie, a w domu wszyscy zdrowi.

 

W czasie mojej wizyty w Londynie 1985 roku, Antoni Pospieszalski podarował mi autorski egzemplarz swojej najnowszej książki „Wiara szukająca zrozumienia”, której lekturę zaplanowałem na podróż powrotną do kraju. Książka tak mnie pochłonęła, że skończyłem ją, zanim prom zawitał do Ostendy u wybrzeży Belgii. Siedząc z książką na otwartym pokładzie w ciepłą majową noc i paląc KENTY, zakupione w bezcłowym sklepiku, zwróciłem na siebie uwagę pewnego Kanadyjczyka, studenta z Vancouver, który odbywał europejskie tournee w nagrodę za dobre wyniki w nauce. Byłem jedynym czytającym na promie, spośród pasażerów bez miejscówek w kajutach; reszta bądź drzemała w fotelach lub na leżakach, bądź spożywała rozmaite napoje w barze. Student był ciekawy, jakaż to książka może być na tyle interesująca, że jej lektura izoluje pasażera od pokładowych atrakcji i miłego towarzystwa. Zdziwił się, że to żaden kryminał ani powieść sensacyjna, lecz esej społeczno-religijny. Łamaną angielszczyzną streściłem mu jeden z rozdziałów pt. „Święci nie całkiem święci”. Oryginalne podejście Autora do idei świętości, która – w Jego przekonaniu - nie musi przysługiwać tylko duchownym katolikom, lecz wszystkim ludziom dającym wyjątkowe świadectwo swojej wiary w Boga i miłości bliźniego, musiało wywrzeć na moim rozmówcy duże wrażenie, bo jakiś czas rozmyślał, siedząc na sąsiednim leżaku i wpatrując się w morską dal.

 

Chyba nie przesadzę, gdy przyznam, że to Antoni Pospieszalski w znacznym stopniu ukształtował moją polskość i moją wiarę, aczkolwiek w niepodległej III RP nie dokonywaliśmy identycznych wyborów politycznych, zachowując wzajemny szacunek i zrozumienie, a z mojej strony szczerą fascynację.

 

Był przy tym wyjątkowym filantropem, pomagającym nie tylko swoim bliskim w Polsce. Hojnie wspierał zarówno polskie fundacje, jak i przypadkowo spotkanych potrzebujących.

 

Niech spoczywa w Pokoju Wiecznym!

 
Stef 1
O mnie Stef 1

Autor i promotor projektu e-VAT, upraszczającego i w pełni uszczelniającego system VAT

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka