Jest późne popołudnie 16 sierpnia 1998 roku. Wracamy całą 5-osobową rodziną z nad morza do naszego podwarszawskiego domu. Wita nas sąsiadka, odprowadzając psa, którym opiekowała się w czasie naszej nieobecności.
- Sąsiad, byli wczoraj po pana!
- Kto?
- Koledzy z chóru, chcieli pana zabrać na koncert z do Ossowa z okazji zwycięstwa nad Ruskimi.
- Niestety, była tak piękna pogoda na morzem, że żal było je opuszczać. Trudno, może mi wybaczą, że ich nie wsparłem w Ossowie – tłumaczę się nieporadnie.
- Ma Pan jeszcze szanse, bo oni ciągle tam są – pociesza mnie sąsiadka.
- To jeszcze im mało śpiewania?
- Nie tyle śpiewania, co w ogóle balangowania. Już drugi dzień balangują z borowcami i świtą Buzka.
- Premiera?
- Nie inaczej. Tak się ekipie rządowej spodobał śpiew kolegów, że borowcy nie chcieli ich wypuścić.
- To koncert aż tak bardzo im się udał? – zapytałem z niedowierzaniem
- Koncert niekoniecznie, ale występ po koncercie.
O jaki występ chodzi, dowiedziałem się dopiero z relacji kolegów. Otóż – jak zapewne niektórzy z czytelników pamiętają - po uroczystej polowej Mszy Świętej, której oprawę muzyczną zapewnił nasz chór i po krótkim koncercie pieśni patriotycznej, premier Buzek zainaugurował samorządową kampanię wyborczą AWS, skacząc ze sceny w stronę publiczności. Chór tymczasem udał się w stronę lasku celem ugaszenia pragnienia lampką szampana.
Nagle rozmowę premiera Buzka z uczestnikami uroczystości przerywa doniosły śpiew dobrze wyszkolonych chórzystów, obdarzonych do tego potężnymi głosami - śpiew na melodię „Płynie Wisła, płynie”:
Przyjechali Ruskie po widzą Lenina,
Pod wodzą Lenina.
I dostali wpie..ol, koło Wołomina.
I dostali wpie..ol, koło Wołomina.
Hajda na konie szable w dłoń.
Bolszewika mendę goń.
I tak się zaczęły dwudniowe uroczystości ku czci bohaterów Bitwy Warszawskiej. Jak myślicie, nie było radośnie naszym wspaniałym chłopakom Tam na Górze?



Komentarze
Pokaż komentarze (6)