Blog
MONAR
Stowarzyszenie MONAR
Stowarzyszenie MONAR Organizacja pozarządowa niosąca pomoc narkomanom, bezdomnym, chorym, wykluczonym.
0 obserwujących 2 notki 9144 odsłony
Stowarzyszenie MONAR, 25 sierpnia 2011 r.

Woodstock abstynentów, czyli Monarowisko 2011

Prawdopodobnie światowy rekord w liczbie trzeźwych narkomanów zgromadzonych w jednym miejscu został pobity. Pacjenci ośrodków leczenia uzależnień przybyli z całej Polski do Zdbic koło Wałcza, udowodniając, że fenomen Monaru trwa.

W niedzielę 14 sierpnia społeczności terapeutyczne z ponad 30 ośrodków z całej Polski na trzy dni rozbiły swoje obozowiska w lesie nad jeziorem Zdbiczno, by po raz jedenasty wspólnie świętować sukcesy w walce z chorobą. Pacjenci, terapeuci, wolontariusze i sympatycy Stowarzyszenia MONAR – blisko 1000 osób uczestniczyło w Monarowisku, spotkaniu, które po raz pierwszy zostało zorganizowane 27 lat temu.

Imprezę rozpoczął barwny pochód wszystkich społeczności. Grupy liczące od kilkunastu do osiemdziesięciu osób wyruszały kolejno ze swoich obozowisk z transparentami w dłoniach i okrzykami na ustach.

Uczestnicy pochodu skandowali nazwy swoich macierzystych ośrodków przy akompaniamencie bębnów i oklasków, niczym kibice piłkarscy przed finałem mistrzostw świata. Każda ze społeczności czymś się wyróżniała. Nowolipsk ("School of life") wymachiwał dziesiątkami kolorowych wiatraczków, wstążek i latawców, pacjenci z Wyszkowa w zbrojach rycerskich unosili ku niebu miecze, Suchy Jar z Krakowa szedł w koszulkach z hasłem Nigdy się nie poddawaj, jedna z ekip przyjechała na rowerach, na których pokonała 140 km, by dotrzeć na miejsce spotkania. Wszystkie społeczności spotkały się pod sceną, by uczestniczyć w uroczystym otwarciu imprezy.

- Monarowisko ma nas zintegrować, ma wam pomóc uwierzyć, że to, iż jesteśmy razem jest pewną siłą. Życzę Wam, żeby nasze spotkanie było etapem na Waszej drodze do zdrowia. Chciałabym, abyśmy wszyscy poczuli, że razem jest lepiej, niż osobno - tymi słowami rozpoczęła Monarowisko Jolanta Łazuga-Koczurowska, przewodnicząca Zarządu Głównego Stowarzyszenia MONAR.

Spotkanie uświetniały koncerty (jazz, blues, rock, metal, reggae, hip-hop), występy kabaretowe, przedstawienia teatralne i inscenizacje - wszystko przygotowane i wykonane przez pacjentów w wieku od 14 do 50 lat. Wiele zespołów muzycznych składało się z pacjentów z różnych ośrodków. W ciągu dwóch dni rozegrane zostały również turnieje piłki nożnej i siatkówki, odbyły się zawody w biegu na 3 i 6 km oraz konkurencje pływackie.

Bardzo ważnym punktem programu było uroczyste zakończenie leczenia tych, których walka z nałogiem pod skrzydłami ośrodka dobiegła szczęśliwego końca. - Gdy przyjechałem do ośrodka, byłem na dnie. Dziękuję! Dziękuję Monarowi, że pomógł mi się odbić od dna i stanąć na nogi! - mówił ze sceny nie ukrywając wzruszenia jeden ze świeżych neofitów (tak w ośrodkach nazywa się absolwentów terapii - słowo "neofita" znaczy "nowo narodzony").

Pomiędzy oficjalnymi punktami programu uczestnicy odwiedzali się nawzajem w swoich obozowiskach, poznawali się i wymieniali doświadczeniami, integrując się przy przygotowywaniu i spożywaniu posiłków, wspólnie śpiewając przy gitarach i bębnach, nad jeziorem, lub w kawiarence pod małą sceną, na której trwał jam session. - Ta impreza jest jak Przystanek Woodstock, tylko więcej będziemy pamiętać – śmiał się jeden z uczestników.

Fundamentem jest trzeźwość

Na Monarowisku - podobnie jak w ośrodkach, obowiązywała absolutna abstynencja narkotykowa, alkoholowa a nawet seksualna. W ośrodku Matarnia z Gdańska obowiązuje również bezwzględny zakaz palenia tytoniu, dlatego na terenie imprezy wyznaczono i ogrodzono tylko kilka punktów, w których można było zapalić. Zakaz palenia nie obowiązywał na terenie obozowisk, ale niektórzy, jak ekipa z Krakowa, postanowili mimo to nie palić, by nie kusić i nie drażnić obozujących po sąsiedzku kolegów i koleżanek z Matarni. Mimo że wielu uczestników ma nie tylko narkotykową, ale i przestępczą, czy chuligańską przeszłość, nie odnotowano żadnego przypadku agresji.

Trzeźwości i bezpieczeństwa pilnował SOM - Służba Ochrony Monaru, złożona z SOM-ów każdego z ośrodków, przeszkolonych w zakresie badania trzeźwości, wyposażonych w testy i alkomaty.

- Ktoś, kto przez lata brał, wie jak się czuje, jak wygląda i zachowuje się osoba pod wpływem różnych środków. Wie, jakich sztuczek można próbować, by to ukryć podczas kontroli. Dlatego o ile łatwo można oszukać rodziców, żonę czy funkcjonariusza policji, o tyle oszukanie SOM-u jest raczej nieprawdopodobne - twierdzi Michał, jeden z członków Służby.

Abstynencja to nie wszystko

Leczenie nie polega jednak wyłącznie na utrzymywaniu abstynencji. Nawet wielomiesięczne powstrzymywanie się od używania substancji, od której ktoś jest uzależniony, nie ma nic wspólnego z wychodzeniem z choroby. - Uzależnienie to choroba uczuć. Terapia polega na uczeniu się przeżywania uczuć i wyrażania ich na bieżąco, co ma wpływ na samopoczucie. Człowiek, który tego nie potrafi robić, reguluje sobie nastrój środkami psychoaktywnymi. W końcu czuje przymus wzięcia i bierze coraz częściej, a to destrukcyjnie wpływa na jego życie i osoby z jego otoczenia - tłumaczy Andrzej ze Złotoryi, którego leczenie trwające od piętnastu miesięcy powoli dobiega końca.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Każdy zasługuje na szansę, nikt nie jest stracony na zawsze - to filozofia MONARU.

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @kraf101v1-1 Dzięki. Zachowanie tych zasad i wartości rzeczywiście wymaga ciężkiej pracy,...

Tematy w dziale