Dookoła miasto całe właśnie kładło się spać, kiedy zostawiając za sobą zdziadziały, zakebabiony deptak wszedłem na dogorywającą ulicę dawnego, reprezentacyjnego centrum. Zupełnie jak trzydzieści lat temu, ale wiele się zmieniło. Klimaty w dzień jeszcze bardziej turystyczne, w nocy jeszcze bardziej menelskie. Oblatujące tynki, wygaszone okna, czarne podwórza bez iskry światła, jak jaskinie troglodytów. W zakurzonych witrynach dawnych luksusowych sklepów, drogich zakładów usługowych, szyldy radyjka disco-polo i towarzystwa zwolenników kremacji, pstre wrota wymarłego muzeum w budynku dawnej miejskiej drukarni.
Zaschnięta mumia wielkomiejskiej arterii, zupełnie, jakby to ruch kołowy był krwiobiegiem, dostarczającym ulicznej tkance tętniącego życia i zdrowego blichtru. Pomniki świetnej historii co krok albo niedostrzegalne, wygasłe, albo ocepeliowane jarmarcznymi błyskotkami, tablice renowację wykonano ze środków Unii Europejskiej jak mem - nad przestraszoną kurą cień tyranozaura ryczącego Remeber, who you are!
Zupełnie jak trzydzieści lat temu, odruchowo zaglądam w mijane podwórza. Z bramy ponurej jak zły sen wychodzi na mnie, jak trzydzieści lat temu, dwóch dresów. Bejsbolówki, adidaski, tripałoski. Tylko że trzydzieści lat temu tubylcy nie byli czarni. Mijam. Oglądam się za nimi: oglądają się za mną. Stanąłem. Poszli. Dopiero dwieście metrów dalej, schodząc ulicą krętą w dół, zauważam, ze wciąż trzymam rękę w kieszeni. Za zakrętem dom już bezludny; tylko na biednej i zakurzonej - jak zdechła z głodu mysz - suterenie, samotna tabliczka: "Zakład kaletniczy". Odkuje się chłop na kaburach, zanim się wyprowadzi.
https://www.youtube.com/watch?v=h_EWXRYNpKU&list=RDh_EWXRYNpKU&start_radio=1
# budujemy nową, większą Wieżę Babel



Komentarze
Pokaż komentarze (14)