1. "Widzisz przedstawienie, a nie widzisz rzeczy"
Bohater notki pana Łęskiego zauważa w pewnej chwili, że pierwszowojenni Jankesi walczą z Niemcami "o obraz". Czyli o wizerunek. O Pi jaR. I to jest chyba pierwszy objaw jego galopującej paranoi. Walka o wizerunek nie była dla Amerykanów celem. Była środkiem. Środkiem walki z Niemcami o DOMINACJĘ NAD EUROPĄ. I nad Oceanem Atlantyckim ,który Niemcom prawie udało się zablokować przy pomocy ich prymitywnych, nurkujących czółen, bez ostrzeżenia topiących każdy dostrzeżony statek, nie dając szansy na ratunek ani cywilnym pasażerom, ani obywatelom państw neutralnych.
A walkę o dominację trzeba było koniecznie podjąć, bo Niemcy nie tylko atlantycki handel, ale i Europę zaczęli urządzać metodą łamania praw Boskich i ludzkich. Niemiecka dominacja nad Europą od zawsze oznaczała zbrodnie przeciwko ludzkości. Grabieże, systemowy apartheid, masowe wysiedlenia, zagładę całych ludów i narodów, w tym planowe, masowe mordy na bezbronnych. W 1918 roku Niemcy ofiarowały Staremu Kontynentowi projekt Mitteleuropy, a ci paskudni Jankesi - Czternaście Punktów Wilsona. Kto piśmienny, niech sobie porówna.
Niemiecka kontrola nad Europą to także eugenika i eutanazja. W chwili gdy humanitarni, niemieccy generałowie protestowali przeciw okopowym strzelbom, personel niemieckich szpitali psychiatrycznych celowo i masowo głodził na śmierć swoich pacjentów. Ponieważ "życie niewarte życia" nie ma prawa odbierać bohaterskim żołnierzom Kaisera tych dodatkowych kilkuset kalorii przydziałowej żywności. W przyszłych latach, kiedy udoskonali się nie tylko nurkujące czółna, ale i metody masowego uśmiercania, te dodatkowe kilkaset kalorii dla bohaterskich żołnierzy odbierze się okupowanym Słowianom i Żydom, a "życie niewarte życia", dla zaoszczędzenia stresu i wysiłku personelowi medycznemu, skieruje się wprost do komór gazowych.
Fakt, ostatnio amerykański wizerunek i amerykańskie walki o kontrolę nie kojarzą sie dobrze, za sprawą kilkudziesięciu lat neokolonialnych awantur arabskich. Ale nawet te awantury nie są niczym innym, jak tylko skutkiem niemieckich prób uzyskania kontroli nad Europą: nikt nie myślał poważnie o przesiedleniu wschodnioeuropejskich Żydów do Lewantu, póki Niemcy nie spróbowali wysłać tych Żydów do komór gazowych, w ślad za własnym inwalidami.
Nieważne, czy sierżant York strzelał "w upor", czy w plecy, do prowadzących tyralierę, czy do ostatnich. Strzelał do tych, co trzeba. Ważne tylko że miał czym i z czego. I że następną wojnę przeciw Niemcom miał kto uzbroić.
2. "Znaj proporcją, mocium panie".
Strzelba okopowa nie jest wcale bronią niehumanitarną. Może dlatego że nie powoduje "drobnych i licznych ran": kaczym śrutem tylko Basieńka Hajudczek strzelała do tatarzyna. Strzelba okopowa używa amunicji typu "buckshot": ok. 10 ołowianych kul, każda kalibru ok. 9 milimetrów. Wystrzał ze strzelby okopowej jest de facto długą serią z pistoletu maszynowego: broni którą w tym samym czasie, ci sami humanitarni Niemcy wprowadzili do uzbrojenia swoich oddziałów szturmowych. Tyle, że na odległości do 50 metrów wystrzał ze strzelby okopowej jest celniejszy i bardziej skuteczny od serii z pistoletu maszynowego (podrzut!) i głównie to humanitarnym Niemcom przeszkadzało. A jeśli już jesteśmy przy wywoływaniu niepotrzebnego cierpienia, ci sami humanitarni Niemcy, dwa lata wcześniej, zastosowali podczas walk okopowych przenośne miotacze ognia. Te same, których dwadzieścia lat później tak efektywnie użyją podczas szturmu na Pocztę Polską w Gdańsku.
I strzelba okopowa wcale nie jest "jedyną bronią, która działa". Jest prowizorką wziętą wprost ze sklepowej półki, póki wojsko nie wprowadzi do uzbrojenia własnej wersji pistoletu maszynowego, nazywanej nad Potomakiem "Pedersen device". Jest prowizorką do tego stopnia, ze wojsko musi do niej zamawiać specjalne, wodoszczelne naboje w mosiężnych łuskach, bo kartonowa amunicja cywilna, wydana żołnierzom, we wilgotnych okopach zamaka, puchnie i się paczy. Ale tych mosiężnych naboi nie wystarczy ani podczas pierwszej wojny, ani podczas drugiej, ani podczas wietnamskiej: i pod Argonne, i na Iwo Jima amerykańscy piechurzy będą sie mocować z napuchniętym papierem, dopiero podczas Ofensywy Tet dostaną - też cywilną - amunicję opakowaną w wodoodporny plastik. Bo wbrew rewelacjom pana Łęskiego strzelb okopowych nikt nigdy amerykańskiej piechocie nie odebrał.
Ale jest prowizorką dostępną na tu i na już, w dużych ilościach, ponieważ Amerykanów od Niemców różni przede wszystkim trzeźwe i przytomne myślenie. Może dlatego, że Niemcy dla celów propagandy wykorzystują państwowe urzędy i szkołę, od klas 1-3 po katedry uniwersyteckie, zaś Amerykanie - jarmarczny plakat, wodewilowych komediantów i kino.
3. "Jeśli w pierwszym akcie na ścianie wisi strzelba, w trzecim akcie ta strzelba musi wystrzelić": miłosierdzie dla polskiego, białego Murzyna.
Jak już wspomniałem, z naszego, polskiego punktu widzenia, w roku 1918, wybór między dominacją niemiecką, a amerykańską wyglądał dla nas jak wybór między Mitteleuropą, a Planem Wilsona. I po upadku carskiej Rosji - utopionej we krwi przez bunt tłuszczy, którą podburzyli niemieccy agenci - jedyną siłą, która mogła złamać i złamała władzęe Niemiec były te nieszczęsne okopowe strzelby, w rękach omamionych palcem Wuja Sama amerykańskich proli.
Dlatego właśnie, każdy emigrant z Greenpointu, który taką strzelbę do ręki wziął, przysłużył się swojemu narodowi i państwu znacznie bardziej, niż gdyby poszedł walczyć w Pierwszej Brygadzie. A co dopiero w Legionie Puławskim. Podczas kiedy ta ogromna, anonimowa, zapomniana przez swoich i obcych rzesza Polaków, wyciągniętych przemocą z domów przez niemiecki pobór, ubranych w niemieckie mundury i pognanych na karabiny maszynowe pod Sommą czy Verdun, walczyła i umierała za sukces swojego śmiertelnego wroga.
I trzeba o tym pamiętać, wybierając stronę sporu. Sporu, który toczy się w najlepsze na naszych oczach i z naszym udziałem.
PS. No dobra, skrzywi się znudzony czytelnik, Łęski przedstawił dynamiczny, barwny, poruszający emocje obraz, a ten tu nudny szczególarz cytuje wikipedię czepiając się faktów i technikaliów. I w tym momencie znów przegapi rzecz, zapatrzony w przedstawienie: bo każdy przekaz, który służy tylko wywołaniu określonych uczuć, a nie opisuje rzeczywistości i pomija fakty, jest kuglarską sztuczką. Werbunkowym plakatem. Manipulacją.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)