Sondaże przedwyborcze zwykle dość znacznie różnią się od rzeczywistych wyników wyborów. Być może wynika to z metodologii badań. Chyba najbardziej prawdopodobnym powodem jest zbyt mała próbka respondentów. Tysiąc osób to za mało, aby wynik nie był obarczony dużym błędem (zwłaszcza jeśli tę próbkę sondażową wyłoniono spośród osób zatrudnionych w Agorze lub widzów "szkła kontaktowego").
Obecnie dostęp do internetu jest już powszechny (nasza klasa ma 13 mln kont), więc gdyby stworzyć internetową platformę wyborczą, to oprócz uzupełnienia tradycyjnej metody głosowania mogłaby ona przynieść kilka dodatkowych korzyści:
1. Pewien wzrost frekwencji – głosowanie osób przebywających za granicą, urlopowiczów z komórki na grillu i to wszystko bez pobierania świstków z urzędu, czyli duże ułatwienie dla zapracowanych i leniwych.
2. Możliwość prawyborów czyli próbnego głosowania np. na tydzień przed oficjalnymi wyborami. W takim głosowaniu każdy wybiera swojego niszowego kandydata a nie któregoś z czołówki sondaży. Dopiero te wyniki pochodzące od ok. 10 milionów osób pokazałyby realne poparcie kandydatów. Wówczas we właściwych wyborach następuje dodatkowa mobilizacja elektoratu oraz może ruszyliby odwłoki także dotychczas niezdecydowani.
3. Wykonywanie sondaży przedwyborczych na próbie nie tysiąca a np. miliona osób.
4. Przeprowadzanie referendów i innych badań opinii, w tym odpłatnych dla różnych firm (badanie znajomości marek produktów, wpływu reklam, czytelnictwa prasy, oglądalności stacji tv itp.)
Jednym z argumentów jaki jest wysuwany przeciw głosowaniu przez internet jest możliwość fałszerstw i brak kontroli nad głosami. Skoro istnieją telewizje „zaprzyjaźnione” z partiami, to i firma tworząca/obsługująca taki system również może mieć jakieś sympatie i wspomóc swojego kandydata.
Tu jednak mogę uspokoić zwolenników takiego poglądu – obawiam się, że taka platforma nie powstanie. Jej istnienie znacznie ograniczyłoby potrzebę zatrudniania teleankieterów a firmy badania opinii publicznej stałyby się niepotrzebne. Nie robią one badań za darmo i raczej stanowiłyby silne lobby sprzeciwiające się powstaniu projektu, który posłałby je do piachu.
I na koniec mała odezwa, chyba nie łamiąca ciszy wyborczej:
Idź na wybory, zmień kraj! :)


Komentarze
Pokaż komentarze (4)