Mścisław Mścisław
29
BLOG

WOŚP zagra dla Bronka

Mścisław Mścisław Polityka Obserwuj notkę 6

Nietypowo, bo 4 lipca, zagra owsiakowa orkiestra, przez niektórych zwana „orkiestrą świątecznego wyłudzania majątku do komercjalizacji”. Inny i zarazem dodatkowy termin zbiórki zdarza się po raz pierwszy od czasu jej powstania. A przecież nie ma ku temu powodu. Była powódź, ale rząd nie wprowadził stanu klęski żywiołowej, co chyba świadczy, że nie była ona taka straszna. Przecież rząd wie lepiej. „...W zeszłym roku powódź, w tym roku powódź, więc pewnie ludzie są już oswojeni, obyci z żywiołem...”.

Czy zbiórka na powodzian to czasem nie jest oznaka, że tylko w ten sposób można im pomóc i nie ma co liczyć na obecny rząd? A stąd wynika, że nie należy głosować na kandydata partii rządzącej.

Niewykluczone, że częstsze kwesty staną się normą, zamiast raz do roku będą raz na kwartał a może częściej, bo przecież potrzeby są ogromne i zawsze na coś należałoby zbierać.

Mała dygresja – po co ciągle robić kosztowne zbiórki zajmujące czas wielu ludziom, prościej byłoby odebrać tę kasę wszystkim obywatelom czy to bezpośrednio z ich dochodów czy pośrednio poprzez budżet państwa. Tak to przecież działało w czasach PRLu, człowiek zarabiał tyle co kot napłakał, było to za mało by normalnie żyć i za dużo by umrzeć z nędzy. Cała reszta wypracowanego dochodu szła do wspólnej kasy, rzekomo by budować dla wszystkich silną i bogatą socjalistyczną Polskę. Co z tego wyszło – wiadomo.

Wracając do p.o. kandydata, orkiestra zagra dla niego, bo niby dla kogo innego. Wolontariusze zamiast tradycyjnych serduszek będą rozdawać trójwymiarowe zdjęcia Bronisława. To kandydat przystojny, postępowy, zwolennik zgody, która buduje (czy mieszkania również?), lubiący zwierzęta (pieczone, wcześniej własnoręcznie ustrzelone). Jeśli wygra, to nie będą się z nas śmiali na Jamajce. Za to ten drugi kandydat tylko jątrzy i dzieli, nawet kiedy śpi. Dla takich nie ma w Polsce miejsca, to już wiadomo od czasów rzecznika Urbana.

 

(kliknij mnie)

 

Orkiestra wspomaga zbiórkami służbę zdrowia blisko 20 lat i nic się nie zmieniło. Czy jest sens, aby nadal kontynuować tę akcję? A może chodzi o jakieś uboczne cele? Taka wolontariacka zbiórka może być wykorzystana np. jako początkowy etap tworzenia lewicowo-lemingowego społeczeństwa.

Zaczyna się niewinnie. Do akcji garną się aktywni młodzi, czyli ci najcenniejsi. To nastolatki, więc nie mają jeszcze bogatego doświadczenia życiowego - mało wiedzą o prawdziwej polityce, przekrętach i manipulacjach. Robią coś pożytecznego, ale przy okazji ktoś może realizować swoje cele.

Następnego dnia po zbiórce niezawodny 'wiodący tytuł prasowy' dokona podziału społeczeństwa na dobrych dających i resztę – zacofany caritasowy ciemnogród i słuchaczy toruńskiego radia. Młodzi zbieracze łatwo łykną ten uproszczony model rzeczywistości, zwłaszcza że zbierając kasę natykają się na osoby, które nic nie dają i reagują wtedy zdziwieniem, zaskoczeniem, czasem twarze im się dziwnie wykrzywiają, no bo jak to może być, że ktoś nie daje na biedne, chore dzieciaczki. Nie przyjdzie im do głowy, że niektórzy nie dają bo nie mają; większość życia upłynęła im w poprzednim ustroju, zasuwali cały czas na etacie i zamiast czegoś się dorobić to ostatecznie zostali wydymani, zwłaszcza po '89, kiedy pojawiło się kilkumilionowe bezrobocie i hiperinflacja.
Pozostali nie dają bo może pomagają w inny sposób albo nie lubią akurat tej akcji, nieważny powód, nie ma przecież (na razie) przymusu dawania datków.

Potem jest woodstock, na którym pojawiają się "autorytety" a'la Żakowski. Hołdys nazwie kogoś wujem i młode umysły już czują się elitą.

Następnie młodziaki idą na studia, gdzie na jakichś śmiesznych, bezużytecznych kierunkach typu gender studies (czyli marksizm-feminizm) chłoną wiedzę od ludzi pokroju Hartman czy Środa. A że to płatne studia, więc nie ma problemu z ich skończeniem. Nic to, że potem wiedza takiego absolwenta jest niższa od ucznia szkoły średniej sprzed 20 lat.

Dalej podyplomowy ciąg edukacji zapewnia 'gazeta' i 'szkło kontaktowe'. Potrzeby religijne i emocjonalne zaspokajają kapłani kultu Słońca Peru, czyli wrzeszczący staruszkowie: Bartoszewski, Kutz i Niesiołowski. Ich występy to coś jak orwellowskie seanse nienawiści („1984”), ale młodzi wykształceni nie widzą analogii, bo tej książki – jak i wielu innych – nie czytali. A jeśli czytali to nic nie zrozumieli, a jak zrozumieli to potem zapomnieli.

I tak to się kręci już od 20 lat. W ten sposób w efekcie końcowym mamy urobioną znaczną część społeczeństwa, która lada dzień poprze w wyborach kandydata partii, której przez ostatnie trzy lata (1000 spokojnych dni) nie udało się zrobić kompletnie nic, poza kilkoma orlikami i biznesami na cmentarzach.

4 lipca Amerykanie mają dzień niepodległości, a co my będziemy mieć? Po wygranej Drogiego Bronisława II można się spodziewać raczej podległości, np. względem Rosji, a programowa zgoda zbuduje nowe, lepsze WSI oraz udoskonali CBA, żeby społeczeństwo jeszcze bardziej kochało partię miłości.
 

Mścisław
O mnie Mścisław

Fajny blog, mam nadzieję, że zdarzy się tu jeszcze niejedno... ;) (Katrine)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka