To powinno być główne hasło kampanii Czesława Bieleckiego.
I muszę przyznać, że to brzmi bardziej realnie, na pewno dlatego, że o gwiazdach nic nie wiem, a procesach inwestycyjnych, pozwoleniach…to i owszem Od kilku dni kandydat wprawia w osłupienie nie tylko na szczęście mnie, obiecując wybudowanie obwodnicy śródmiejskiej w dwa lata. Jak usłyszałam to za pierwszym razem, to pomyślałam, że się mu system trochę przegrzał musi bowiem przyswoić codziennie całe mnóstwo informacji o mieście, ale obserwuję, że brnie dalej. Dziwna taktyka. Zburzyła mi nawet pomysł na szybką konferencję, w której miałam ogłosić, że jest kłamcą, obiecującym gruszki na wierzbie, w myśl zasady – nikt ci tyle nie da, ile Czesław ci obieca. Ale sytuacja jest rozwojowa, do absurdalnych danych, co to można w dwa lata wybudować, jak cały naród zacznie budować stolicę, kandydat dołączył wątek społeczny. Ponieważ, żeby zbudować planowaną obwodnicę trzeba wyburzyć kilkanaście zamieszkałych kamienic, i to jest pewien problem, Bielecki odpowiada, ależ nic prostszego, z ludźmi trzeba rozmawiać. Nawet w serialach rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, Panie kandydacie.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)