Zyskał tym poparcie wielu osób. Trudno jednak jego postawę określić mianem rozsądnej . Po raz kolejny w naszej polityce sentymentalizm góruje nad interesem. Niestety widać na tym właśnie przykładzie, jak daleka drga czeka polskie elity polityczne nim zaczną rozumować w kategoriach interesu narodowego.
Robiąc na złość Chinom w żaden sposób nie przyczyniamy się do poprawy losów Tybetańczyków. Tracimy jednak za to możliwość nawiązania korzystnych dla obu stron relacji z państwem posiadającym trzecią co do wielkości i najszybciej rozwijającą się gospodarkę. O względy Chin nie do dziś zabiega Waszyngton. Amerykańskie elity polityczne są świadome zagrożenia jakie niesie ze sobą załamanie wymiany gospodarczej z Chinami. Polskie elity polityczne zdaje się, że wciąż żyją w romantycznym śnie o potędze, mesjanizmie i o tym, że samymi dobrymi chęciami oraz racją moralną można zmienić świat. Romantyzm przeminął już dawno, skazy romantycznego myślenia są jednak wciąż powszechne.
Paradoksalnie swoim zachowaniem wychodzimy przed szereg bardziej niż oczekują tego nawet sami Tybetańczycy. Nawet Dalajlama jest przeciwny bojkotowi. Przekonani o własnej sile musimy walczyć nawet tam, gdzie nikt nas nie potrzebuje, a wszelkie nasze działania będą daremne. To wręcz niepojęte, iż naród, który tyle razy w swojej historii przekonał się o bezsensie odgrywania mocarstwa, kiedy jest przecież nim nie jest, wciąż powtarza te same błędy. Mocarstwem się jednak z tego powodu nie staje, nikt je tez za takie nie uważa, jedynie na skutek takich działań pozostaje coraz bardziej z tyłu w pochodzie narodów.
Niewielu pamięta w omawianej sprawie o tym czym tak naprawdę są Chiny. O ich specyfice i całkowicie innych uwarunkowaniach społeczno-politycznych niż kraje europejskie. Stawianie wobec nich takich samych wymagań jak wobec krajów europejskich jest zwykła utopią. Każdy kto tak czyni jest marzycielem i jednocześnie kompletnym ignorantem. Wykazuje przy tym całkowite niezrozumienie chińskiej historii. Chiny nigdy nie zaznały dobrodziejstw demokracji i praw człowieka. Demokracja w Chinach funkcjonowała jedynie dwukrotnie w krótkich odcinkach czasu. Raz w XIX wieku i drugi raz na początku XX wieku. Nie były to jednak szczęśliwe lata dla Chin. Ciężko dopatrzeć się jakichkolwiek zalet tamtych czasów. Okresy zamętu, kryzysu i spadku liczby ludności na rzadko spotykaną skalę.
We wszelkich wypowiedziach domagających się szybkiej demokratyzacji Chin i wyzwolenia Tybetu nie zauważam rozróżnienia pomiędzy tym, co postulowane, a tym co realne. Nie dostrzega się różnic kulturowych, które może rzeczywiście nie są usprawiedliwieniem dla działań podejmowanych w Chinach, ale niewątpliwie są realną przeszkodą do zaprowadzenia tam zasad cywilizacji Zachodu.
Bo niby jak miałoby to wyglądać? USA próbowały już tego dokonać w Iraku. Skutki jakie są każdy widzi. Interwencja USA przyniosła więcej ofiar niż lata rządów Husajna, a Irak wciąż nie wygląda tak jakby to sobie życzyli niektórzy zwolennicy szerzenia demokracji na całym świecie. A przecież to był maleńki Irak, cóż dopiero mocarstwo takie jak Chiny.
Jeśli zaś już tak dba o prawa człowieka w Chinach, to im szybciej zrozumie znaczenie różnic kulturowych, tym lepiej dla jego sprawy. Tylko na drodze przenikania kultur, a więc współpracy a nie izolacji. Olimpiada zaś oznacza dla Chin zbliżenie do Zachodu, izolacja zasklepienie się w własnej skorupie, czyli kontynuacje tego co obecnie, a nawet powrót do czasów wcześniejszych.
Patrząc jednak na sprawy realnie należy dostrzec olbrzymi postęp jaki Państwo Środka uczyniło w ostatnich latach. Chiny choć obecnie są państwem dalekim od wypełniania narzucanych standardów, to są jeszcze dalsze od wzorców totalitarnych. W półtoramilirardowej społeczności Chin jest tylko i aż 400 więźniów politycznych. Nie są już dokonywane zbiorowe ludobójstwa, zaczyna się nawet słyszeć o prawach człowieka. Gospodarka przeszła ewolucję z gospodarki planowanej na względnie liberalną gospodarkę kapitalistyczną. Taki wynalazek jak państwo prawa zaczyna już funkcjonować w Chinach, podobnie zaprowadzana jest również kodyfikacja prawa. Te fakty obrazują jednocześnie zacofanie Chin, ale i wielki krok naprzód. Względem tego co było wcześniej.
Boje się jednak, że ignorantów w polityce nigdy nie zabraknie. A szkoda, bo już najwyższa pora abyśmy zrozumieli, że polityce liczą się interesy, nie sentymenty. Abyśmy zrozumieli, że każdy naród sam dba o własne interesy i sam jest odpowiedzialny za swoje losy.
Adam Łącki


Komentarze
Pokaż komentarze (2)