Lech Wałęsa źle zareagował na krytykę skierowaną wobec jego osoby. Swoją reakcją dolał oliwy do ognia. Krytyka jest elementem wolności słowa. Wałęsa zapomniał o tym, o co walczył.
Wraz z ostatnimi wydarzeniami dotyczącymi Instytutu Pamięci Narodowej powróciła sprawa Lecha Wałęsy i jego biografii. Cała dyskusja nad przeszłością Wałęsy właściwie nie dotyczyła prawdy historycznej. Ani przez chwilę bowiem ten temat nie zyskał należytej powagi w dyskusji nad książką Cenckiewicza i Gontarczyka, a przecież to powinno właśnie stanowić rdzeń debaty. Nie stanowiło. W centrum postawiono pytanie: czy można krytykować taką ikonę jaką jest Lech Wałęsa?
To jest bardzo istotne pytanie. Mam pełną świadomość, że przeciwnicy lustracji, zwyczajni szubrawcy w czasach komuny, chętnie podniosą osobę Wałęsy czy też innych znanych i cenionych postaci w roli tarczy, która ma osłonić ich przed sprawiedliwością i prawdą. Ale ja nie o tym. Istotne jest bowiem pytanie: czy przypadkiem Lech Wałęsa nie jest na tyle znaczącą ikoną, że krytykować go nie wypada? Przecież pojawiła się nawet ostatnio propozycja, aby wizerunek przywódcy Solidarności umieścić na polskiej wersji banknotów waluty euro.
Lech Wałęsa jest jednym z niewielu żyjących Polaków rozpoznawanych w Świecie. To nie ulega wątpliwości. Jest naszym towarem eksportowym i ważną kartą przetargową w geopolityce. Jest ważnym elementem utrwalaniu obrazów, w których Polska to kraj kochający wolność, kraj w którym dokonała się bezkrwawa rewolucja, który natchnął inne kraje do obalenia systemu, który wydawał się niewzruszalny. Rzeczywiście hasła „Solidarność” i „Lech Wałęsa” otwierają wiele drzwi i pomagają polskich interesom oraz wizerunkowi naszego kraju na zewnątrz. I dlatego w imię polityki polskiej, w imię naszej polityki historycznej proponowałbym, aby zgodzić się na przemilczenie smutnej prawdy - wynikającej ze słynnej publikacji IPN – na temat kontaktów Wałęsy z bezpieką. Atak na Wałęsę wywołuje na Zachodzie niezrozumienie i ironiczne uśmiechy – „atakują swojego bohatera, nie zasługują na wolność”. Wiem, że przemilczenie takie mogłoby dodać punktów tym, którzy chcą z przywódcy Solidarności zrobić tarczę przed osądem własnej nikczemności, ale jest to chyba mniejsze zło.
Niestety Lech Wałęsa nie pomaga ludziom o takich poglądach jak ja. Mnie zależy na polityce historycznej Polski, więc w imię jej pomyślności przemilczę przykre momenty z życia byłego prezydenta, nawet jeśli miały one wpływ na przebieg wydarzeń z okresu przełomu końca lat 80. Nie można jednak mieć pretensji do historyków, oni mają zajmować się prawdą, czy to się komuś podoba czy nie. Przykre, że w wolnej Polsce ci, którzy o tę wolność walczyli, chcą zakneblować usta naukowcom, mającym inne zdanie od nich samych.
Lech Wałęsa nie pomaga swojej sytuacji nie tylko dlatego, że w bardzo nieparlamentarny, niegrzeczny sposób krytykuje historyków, ale także szerzej wszelkich ludzi, którzy ośmielili się mieć inne zdanie w sprawie jego wielkości. Powiedział nawet kiedyś obrazowo, że krytykowanie jego osoby to niemal przestępstwo. Furia i buta z jaką odpowiada na krytykę oraz rozdęta miłość własna sprawiają, że daleko mu do postawy męża stanu, za którego się uważa. Postawa, słownictwo byłego prezydenta nie zachęcają do tego, aby z uwagi na zasługi przemilczeć ciemniejsze okresy jego biografii.
Można powiedzieć, że Lech Wałęsa osiągnął wszystko. Jedynym, który tak nie uważa...jest on sam. Jest nienasycony. Stale doprasza się by go podziwiano, zapraszano, odznaczano itd. Banknoty Euro, czy członkostwo w europejskiej Radzie Mędrców, to tylko niektóre z jego aspiracji. Wałęsa jest wciąż aktywnym politykiem, choć nie startuje w wyborach, a jako polityk w demokratycznym państwie, nie może być wyjęty spod krytyki, bo na tym właśnie polega demokracja.
Solidarność była wspaniałym ruchem obywatelskim. Miała wielu fantastycznych liderów, z Lechem Wałęsą na czele. Były prezydent nie pomaga sobie próbując zagarnąć dziedzictwo Solidarności tylko dla siebie. Stale słyszymy „ ja obaliłem komunizm” „ja zwyciężyłem”, „ja wynegocjowałem”. Nie jest prawdą, że to Lech Wałęsa sam w pojedynkę obalił komunizm, a niestety były prezydent wymaga, by tak właśnie sądzono. Jeśli pewnego dnia odwiedziłby nas znajomy z zagranicy, któremu całkowicie obca jest” polska historia, na słowa Wałęsy odpowiedziałby pewnie „co to za pyszny człowiek? Takie zachowanie nie przystoi mężowi stanu. Mąż stanu emanuje skromnością, zdając sobie sprawę, że w ten właśnie sposób w dwójnasób podkreśla swe zasługi.
Lech Wałęsa nie jest ani Fukuyamą, ani Brzezińskim ani nawet Leszkiem Kołakowskim. Nie jest to wielki filozof, politolog, artysta idei. Lech Wałęsa jest robotnikiem, który stanął na czele strajku. Dziś przywódca Solidarności mocno sili się na operowanie fachowymi pojęciami, w nienaturalny sposób używa intelektualnego języka. Często popełnia rażące błędy, nie rozumiejąc podstawowych pojęć. Nie wygląda to estetycznie, a przecież nikt nie wymaga od prezydenta-robotnika języka filozofii politycznej.
Żyjemy w państwie demokratycznym, także dzięki Lechowi Wałęsie. Jednym z filarów tego państwa jest prawo do krytyki, wolność słowa, wolność badań naukowych. Wolałbym, aby w najbliższym czasie Lecha Wałęsę potraktowano szczególnie – z uwagi na polską politykę historyczną i wizerunek naszego kraju w świecie. Nie mogę mieć jednak pretensji w dochodzeniu prawdy przez historyków, bo jest to ich rola. Skandalem jest, gdy w demokratycznym państwie knebluje się im usta, odsuwa niewygodnych. To nie są ideały solidarności, to nie jest demokracja.
W moim przekonaniu Lech Wałęsa zapomniał o tych podstawowych sprawach, a przecież o te sprawy walczył przed laty. Całkowicie pogubił się w sytuacji, w której w wolnym państwie spotyka go krytyka, a przecież jako czynny polityk nie może być spod krytyki wyjęty. Źle zareagował na to wszystko. Sam pogorszył swoją sytuację. Poprzez brak dystansu wobec siebie nerwowo kąsał w rewanżu na każdy przejaw krytyki. Oddalił w ten sposób od siebie nimb męża stanu – przynajmniej na jakiś czas.
Bartek Królikowski


Komentarze
Pokaż komentarze (22)