W ogromnym szumie informacji związanych z Polską jako współorganizatorem Mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 roku, prawie niezauważona pozostała zmiana na stanowisku szefa radiowej "Jedynki". Marcin Wolski został odwołany.
Za rządów Wolskiego tzw. słuchalność "Jedynki" sięgnęła dna na skali mozolnie budowanej przez lata.
Pierwszym strzałem we własne kolano było wyrzucenie z anteny ogólnopolskiej Ekoradia z nieocenionym red. Andrzejem Zalewskim, który w niepowtarzalny sposób opowiadał od lat tuż przed siódmą rano o wszystkim, a najmniej o pogodzie. I to był właśnie ten smak i klimat wcale niemeteorologiczny, tak ważny dla słuchacza pod każdą szerokością, który zwie się autentyzmem przekazu. Wolski zastąpił go czytaną prognozą.
Runęła lawina protestów od słuchaczy. Pan Andrzej Zalewski wykazał się niebywałą klasą - odpowiedział chyba na wszystkie listy skierowane do niego, ja w każdym bądź razie odpowiedź otrzymałam. Nie otrzymałam natomiast odpowiedzi od radiowej "Jedynki", do której swój protest w sprawie skierowałam. Nie otrzymałam również odowiedzi na drugi i ostatni list w sprawie słuchalności audycji Sygnały dnia po zdjęciu Ekoradia.
Chyba w listopadzie Ekoradio z Andrzejem Zalewskim powróciło na antenę "Jedynki" ale w zmienionym czasie i o innej porze. Nie wdając się w szczegóły i tak ów powrót należy odnotować jako nie mający sobie równych w mediach publicznych triumf upodobań i przyzwyczajeń zwykłego słuchacza nad pomysłami tych ze świecznika.
Niestety, ani pan Wolski, ani inni decyzyjni nie potrafili wyciągnąć właściwych wniosków z awantury o Ekoradio i w zmianach programowych oraz personalnych brnęli dalej.
No i zabrnęli tak daleko na południe skali słuchalności, że aż spadli.
Czy sądzą Państwo, iż można mieć nadzieję, że w innych obszarach życia publicznego podobna zasada równie skutecznie działa?


Komentarze
Pokaż komentarze (11)