W zależności od rodzaju akredytacji każda z wydzielonych przez marszałka grup miałaby inne uprawnienia w dostępie do polityków i możliwości poruszania się po Sejmie. Taką wizję Ludwik Dorn roztacza w wywiadzie dla tygodnika "Wprost".
- Jest grupa profesjonalistów, którzy rzeczywiście interesują się pracami Sejmu, i im tę pracę trzeba ułatwić. Ale kiedy po ostatnim posiedzeniu, 3 maja, podchodzi do mnie dziewczątko z jakiegoś radia, podstawia sitko i mówi: "Ja mam pytanie w temacie patriotyzmu", to przecież jest to poniżające i dla dziennikarzy, i dla polityków. Dlatego myślę o wprowadzeniu zróżnicowań akredytacyjnych – mówi Ludwik Dorn tygodnikowi.
--------------------------------------------------------------------
Rozumiem, że kryterium kwalifikującym będzie poziom intelektualny, a nie stan majątkowy, na co również mogłoby wskazywać odniesienie do starożytnego Rzymu. Odrzućmy jednak uszczypliwości i przejdźmy do pytań, których rodzi się co niemiara. Oto niektóre z nich:
- Czy ocenie poddawana będzie osoba dziennikarza z włączeniem potencjału intelektualnego, czy reprezentowana przez niego redakcja?
- Jakimi metodami marszalek zamierza badać potencjał intelektualny dziennikarzy?
- Według jakich kryteriów będą selekcjonowane redakcje do kategorii "patrycjusze"?
- Czy liczba czytelników, widzów słuchaczy danej redakcji będzie miała wpływ na dostęp jej reprezentantów do reprezentantów narodu?
- W jaki sposób to kryterium kwalifikacyjne marszałek zamierza pogodzić z punktem pierwszym?
- W jaki sposób słuszne wymagania stawiane przez marszałka grupie zawodowej dziennikarzy wpłyną na wymagania stawiane posłom?
Panie Marszałku, chyba strzelił Pan samobója. Nie prościej było odpowiedzieć niedouczonej panience z sitkiem, że jak sprecyzuje pytanie, to odpowie Pan na nie z przyjemnością. No, ostatecznie mógł Pan polecić asystentowi, by zadzwonił do szefa rozgłośni i porozmawiał z nim na temat pewnych granic profesjonalizmu...
No, ale do tego sam Pan musiałby być profesjonalistą


Komentarze
Pokaż komentarze (5)