Maria_z_Warszawy Maria_z_Warszawy
24
BLOG

Sklep

Maria_z_Warszawy Maria_z_Warszawy Polityka Obserwuj notkę 6

Nie mam ostatnio czasu pisać. Rzeczywistość skrzeczy od rana do nocy i absorbuje niezliczoną ilościa spraw drobnych a koniecznych. Każdą wolną chwilę wyrywam, by pojechać na wieś, co wcale nie oznacza oderwania od rzeczywistości.

W środę byłam w "centrum" wsi, na skraju której mam działkę, czyli w jedynym wszystkowiedzącym miejscu - sklepie.
Przesympatyczna właścicielka poczęstowała mnie kawą oraz uraczyła opowieściami na tematy różne.  Sklep jest nowoczesny w tym znaczeniu, że wszystko w nim i wokół niego jest frontem do klienta. W sklepowej lodówce pyszni się kaszanka oraz wędzona pachwinka (długo nie mogłam zrozumieć tej realistycznej nazwy wędliny) oraz dwa rodzaje kiełbasy - prawdziwa, czyli swojska i z przyprawami, czyli miejska. Półki ze słodyczami pełne są batoników różnej maści, na dolnych częściach regałów - cukier, mąki, kasze.... Na najbardziej poczesnym miejscu wystawione są różne alkohole w towarzystwie piwa, którego - policzyłam - jest 10 gatunków. Przed sklepem zadaszenie, ławy, stoły, huśtawka dla dorosłych. Na drzwiach sklepu wisi kartka: "Spożywanie alkoholu na terenie sklepu surowo wzbronione". No ale zadaszenie z ławami i stołami to nie teren sklepu, tam zatem koncentruje się całe życie towarzyskie okolicy.  
Dziś dzień powszedni, zatem klienci byli ubrani "po codziennemu" - niegolony od niedzieli zarost,  koszula zmieniana raz w tygodniu, robocze spodnie, na głowie obowiązkowo kapelusik, a ręku butelka lub puszka z piwem. Bełkotliwie, ale kulturalnie, bo przy stołach, wymieniali poglądy na tematy powiedziałabym życiowe. Wątek główny - kto za co pije i za czyje będzie pić jutro. Siedziałam przy stole tylko 20 minut, zatem obserwacje moje fragmentaryczne są bardzo, ale z rozmowy z właścicielką sklepu wnioskować mogę, że te 20 minut, to dzień w pigułce.  

Zatem raportuję:
*  w ciągu 20 min. do sklepu przyszło 5 mężczyzn w wieku różnym o wyglądzie podobnym oraz dwie kobiety z małymi dziećmi
* wszyscy mężczyźni wypili po dwa piwa przy czym dwóch z nich było częstowanych przez dwóch innych;
* każda z kobiet zrobiła bardzo skromne zakupy spożywcze na tzw.zeszyt oraz za gotówkę kupiła coś słodkiego dziecku (w granicach 2 zł) ;
* dwóch mężczyzn odjechało spod sklepu na rowerach, jeden "maluchem";
* jednym z mężczyzn okazał się być sołtys, który jest stałym klientem sklepowego zadaszenia i któremu kilka razy dziennie ktoś stawia piwo, bo inaczej z sołtysem niczego się nie da załatwić; sołtysowa utrzymuje, że to wieś rozpija jej chłopa i od 10 przed południem do następnego dnia rana żadnego pożytku z niego nie ma w gospodarstwie;
* właścicielka sklepu powiedziała mi, że:
            + ma dobre serce i wszystkim kobietom we wsi sprzedaje "na zeszyt", bo pieniądze z zasiłków wydają na  
               piwo ich mężowie i synowie; o tym, że piwo kupują u niej, nie dodała, no bo i tak było widać;
            + we wsi większość siedzi na zasiłkach i ucieka przed każdą nadarzającą się robotą (tę prawdę akurat znam,
               bo do najprostszych prac ogrodowych przywożę ludzi z Warszawy (sic!) ponieważ nikomu z miejscowych  
               żadna praca się nie opłaca);

Jednej z kobiet robiącej zakupy towarzyszyła śliczna mała dziewczynka. Rezolutna, z dobrym kontaktem, uśmiechem pokrywająca lekkie zawstydzenie. Zapytana, ile ma lat, odpowiuedziała, że już siedem i idzie do pierwszej klasy. Matka dodała szybko - teraz jest w zerówce, ale pisać nie umi, głupia taka. Dziewczynka trzymała w rączce patyczek do jedzenia lodów - poprosiłam, by pokazała mi, jak trzyma w ręku ołówek do pisania. Pokazała, ściskając całą dłonią patyczek. Pokazałam, jak się trzyma ołówek, aby móc pisać. Dziecku nawet się to ćwiczenie podobało, ale zdezorientowana matka pociągnęła dziecko za sobą i poszły do domu.

 We wtorek odbyła się ogólnopolska konferencja, na której różne zespoły naukowców raportowały wyniki badań na temat zależności między wynikami egzaminów zewnętrznych a .... (tu całe spektrum możliwości). W uproszczeniu ich konstatacja była następująca: jest tak silny związek między wynikami a środowiskiem rodzinnym ucznia i jego uwarunkowaniami społeczno-kulturowymi, że w zasadzie każde dziecko urodzone i wychowane w rodzinie o niskim poziomie wykształcenia i niskim statusie społecznym nie ma szans w toku edukacji zmienić zasady dziedziczenia możliwego do osiągnięcia poziomu wykształcenia i statusu społecznego.

Patrząc na klientów wiejskiego sklepu, uznaję tę konstatację bez oporów. Patrząc na małą dziewczynkę, której pani w zerówce przez rok nie ustawiła ręki do pisania, mam ochotę wrzeszczeć na całe gardło z oburzenia.

Dzień był słoneczny, upalny, czas płynął leniwie, gdy niespiesznie odchodziłam spod sklepu, w jego kierunku ponownie zmierzał sołtys w towarzystwie kolejnego mieszkańca.

Przede wszystkim jestem człowiekiem dialogu. I to jest najważniejsze.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka