Po Marcu 68, kiedy to na bunt młodej inteligencji kijami odpowiedzieli "równi i wolni" robotnicy przy okazji wrzeszcząc "studenci do nauki, pisarze do piór", był Gdańsk 70.
Ta sama klasa społeczna, która z kijami biegała po Krakowskim Przedmieściu, dopominała się o swoje prawa w ramach tego samego "równego, sprawiedliwego i opiekuńczego" systemu. Zniechęceni jednak doświadczeniami sprzed dwóch lat ówcześni inteligenci nie kwapili się z pomocą.
Potem powstał KOR, który przez dziesięć trudnych lat tłumaczył zalety liberalnej gospodarki przejawiające się nie tyle w dostatku materialnym każdego obywatela, bo to jest oczywista bzdura, a w jego realnym prawie do w o l n o ś c i.
A potem była Stocznia i kolejne 10 lat wspólnego już szarpania się o wolność.
Mam nieodparte wrażenie, że Polacy najbardziej kochają wolność w czasach niewoli, gdy jej natomiast doświadczają, pierwsze, co czynią, to zamieniają ją w piekło.
Bo tak naprawdę Polak nie znosi wolności. Polak musi mieć na każdą okoliczność swojej porażki winnych tego stanu rzeczy i nie jest ważne, czy tym winnym jest sąsiad, któremu się powiodło (na pewno kradł), rząd, który nie rozdzielił po równo, czyli sprawiedliwie, ( zatem mnie powinien dać więcej), czy bank udzielający kredytu i upominający się o jego spłatę (złodzieje jedne, na mojej krwawicy dorabiają się ). Ważne jest, by ktoś był winien temu, że mnie jest gorzej niż być powinno. To "być powinno" jest formą realtywnego chciejstwa, że Wańkowiczem polecę.
I to jest Polska właśnie, która słyszeć nawet nie chce o liberalizmie w gospodarce, bo przez ostatnie dziesięć lat różne ugrupowania - z definicji komunistyczne i antykomunistyczne - karmiły ją propagandą o dobrze, czyli odgórnie zarządzanym państwie, co stanowić ma gwarancję bezpieczeństwa i sukcesu każdego Polaka. Ostatnim politykiem, który w tę grę gra, jest obecny premier. Jak on potrafi dowartościować prostego człowieka! Jak on go rozumie! (Ostatnie przedstawienie było na Jasnej Górze.)
W takiej Polsce ważniejsze są afery związane z trzymaniem się żłobu lub odpiłiowywaniem od niego, niż gospodarka i polityka zagraniczna. Nasi nieocenieni - pożal się Boże - politycy skarżą się przed kamerami narodowi, jaki to jeden jest cyniczny, drugi nieobliczalny, trzeci kłamliwy, etc. Wart Pac pałaca a pałac Paca - to wszystko "w tym temacie", co mam do powiedzenia
I przepraszam za bezpośredniość, ale gie mnie obchodzi, co myśli posłanka Hojarska, poseł Filipek i jego towarzysze na temat uczciwości i prawości Lecha i (lub) Jarosława, jakie zapatrywanie na LIS-a ma (też poseł) Wierzejski i czy 148 cm wzrostu to dużo, czy mało nawet mnożone przez dwa. Wszyscy są z jednej bajki - kochają władzę i pieniądze, a Polską, moralnością i prawdą gęby sobie wycierają tylko dlatego, że ciemny lud to kupuje (tym razem z klasyka Kurskiego zaczerpnęłam).
Obchodzi mnie sprawnie działający na arenie międzynarodowej i w kraju rząd - bez względu na to, czy jest z mojej politycznej bajki, czy nie.
Obchodzą mnie finanse publiczne, strategia długo- i średniodystansowa w ich przebudowie. Obchodzi mnie sprawna administracja - państwowa i samorządowa. Obchodzi mnie bezpieczeństwo mojego kraju, a tym samym moje i mojej rodziny. Czy to za wiele?
Mam wrażenie, że nasza łajba tonie, a my śpiewamy szanty o śmiesznym w swej nieudolności kapitanie i pijanej załodze i dobrze nam z tym.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)