Zapytajcie Krzysztofa Kłopotowskiego. „Film o Powstaniu Warszawskim” ma sens, jedynie wtedy, gdy wojna zostanie pokazana „na modłę” „Undergroundu” Emira Kusturicy. W innym wypadku otrzymamy „Katyń”, który, gdyby nie „promocja niezależnych mediów” oraz „wsparcia Stevena Spielbierga” nigdy nikogo by nie zainteresował!
Żaden Machulski! Żaden Wajda!
Oddajmy Powstanie Warszawskie Almodovar’owi, Scott’owi, nawet Steven’ovi Seagal’owi. Niech będzie to: „ historia kobiet, które czekają na swoich walczących mężczyzn, 2) „wielkie epickie działo o zmaganiach wojennych”, 3) „nawalanka w stylu karate”.
Żaden „Kanał” bis. Żadne nudy „moralnego niepokoju”. Żadne „Jak rozpętałem II Wojnę Światową”.
Jeżeli stać nas na Benhakkera i Lozano, stać nas również na Almodovara i Scotta.





Komentarze
Pokaż komentarze (4)