Blog: negatywistakatatoniczny.wordpress.com/
Facebook: www.facebook.com/pages/Negatywista-Katatoniczny
Ludzie są nudni – to tylko pół biedy. Gorzej jak ktoś zwyczajnie irytuje. Są takie osoby, które w trakcie rozmowy mają zazwyczaj obłęd wypisany na twarzy a żółć wylewa im się z pyska. Oznajmiają wszystkim dookoła, że wszystko najlepiej wiedzą, są idealnie poinformowani, no i jasna sprawa: zrobiliby daną rzecz lepiej. Nieważne, że z zewnątrz sytuacja wygląda inaczej niż wewnątrz. Nieważne, że osoba podejmująca decyzję w określonej sytuacji miała lepszy jej przegląd i więcej „zmiennych”, to wszystko jest gówno warte bo oto dowiadujemy się, że mamy naprzeciwko siebie geniusza i powinniśmy spijać mądrość z jego ust. Każdy rozsądny człowiek ma ochotę w tym momencie palnąć naszego rozmówcę w łeb czymś ciężkim.
Tak wygląda większość konwersacji w życiu codziennym. Bardzo dobrze dla nas jest wtedy, gdy rozmowa toczy się przy alkoholu, który działa odprężająco i sprawia, że słuchanie tych pierdół staje się deczko łatwiejsze. Niestety trudno jest chodzić pijanym 24 godziny na dobę, więc chcąc nie chcąc trzeba czasami brać to wszystko bez znieczulenia.
Problem zaczyna się wtedy kiedy zamiast powyższego przykładowego rozmówcy mamy do czynienia ze wszelkiego rodzaju celebrytami, politykami i ludźmi z pierwszych stron gazet. Oni mają tendencję do prowadzenia takiej gadki przez cały czas. Tym oto sposobem przeskakujemy do tematu, który aż sam się nasuwa - katastrofa smoleńska.
Powiedzieć, że Smoleńsk od trzech lat jest numerem jeden w mediach to jak stwierdzić, że trawa jest zielona. Albo, że pan Stefan z PO jest nienormalny. Nic odkrywczego. Doskonale pamiętam tamten 10 dzień kwietnia, w przeciwieństwie do wielu osób. Szczerze mówiąc, to słuchając i czytając wypowiedzi Polaków, odnoszę wrażenie, że tylko ja potrafię sobie ówczesne chwile przypomnieć, nikt więcej. Na szczęście mamy Internet i atmosferę tamtych wydarzeń można bez problemu przywołać. Zachęcam do odkopania pierwszych wiadomości o katastrofie, a tymczasem kilka przykładowych komentarzy internautów: „OGROMNA STRATA ogromna strata żal niedowieżanie że odszedł jeden z najlepszych prezydentów Polski wraz z małżonkom i wielu wybitnych polityków”,„prezydent nie żyje... wskrzeszać,dgyby współczucie mogło ożywiać bylibyście z nami...(*)”, „żal i smutek Serdecznie współczuję wszystkim Rodzinom. Wieczny odpoczynek racz im dać Panie.”. Jak Polska długa i szeroka to niemalże wszyscy wypowiadali się w tym tonie. Ludzie, którzy się nie interesują polityką, ci nienawidzący PiSu (z ich ust mało było komentarzy tego typu, ale byli tacy co się „ugięli”), w końcu cała gromada zwykłych i prostych obywateli. Chciałoby się na tych wszystkich ludzi popatrzeć teraz, dzisiaj, jak podchodzą do wydarzeń z 2010 roku? Niektórzy z pewnością popierają teorię mówiącą o zamachu, wielu z nich pewnie teraz stać na pewnego rodzaju cynizm i lekkie traktowanie katastrofy, nawet nabijanie się z niej i żarty, a zatrważająca większość ma wydarzenia z 10 kwietnia zwyczajnie w dupie.
Prawicowcy z nurtu smoleńskiego muszą zachodzić w głowę jak to możliwe, że ktoś jedną z największych tragedii w historii naszego kraju może mieć w poważaniu. W jaki to pokręcony sposób z empatii można przejść do chłodnej obojętności? Nasuwa się oczywiście odpowiedź „media”, ale to niezbyt precyzyjne a przede wszystkim niewiele mówi.
Problem tkwi również w ludzkiej mentalności. Ze Smoleńskiem jest dokładnie tak samo jak z tłumem gapiów wkoło wypadku samochodowego. Stoją, wlepiają swoje ślepia w zniszczone samochody i... nic. Nie obchodzi ich los poszkodowanych tylko zaspokajają swoją ciekawość, mają naturalny lęk przed śmiercią, w ten sposób próbują go okiełznać. Na miejsce kraksy przyjeżdża straż, policja, pogotowie, odwalają swoją robotę po czym się zwijają. Nie ma już trupów, wraki posprzątane, koniec wydarzenia, przeminęło. Katastrofa smoleńska też była na ustach całej Polski, dosłownie temat nr 1. W końcu się przejadła, tłum się rozszedł, znalazł nową pięciominutową fascynację. Katastrofą teraz żyją tylko media i garstka osób, która z tego wydarzenia uczyniła fundament swojego życia.
Nie da się jednak ukryć, że największą robotę w ześcierwieniu 96 ofiar wypadku lotniczego w tym prezydenta Lecha wykonały media. Wszystkie. Razem z tymi prawicowymi, które osiągnęły efekt odwrotny do zamierzonego. Zamiast kultywować pamięć, obrzydzają. To dlatego akcja „Dzień bez Smoleńska” Palikota odniosła sukces. Smoleńsk został już przetrawiony, można go wyrzygać. Społeczeństwo ma dosyć, zaspokoiło swoją ciekawość a przede wszystkim: jest zmęczone. Zmęczone ciągłym mieleniem tego tematu na nowo i na nowo. Granica została przekroczona. Przyłapujemy dziecko na paleniu papierosów, co robimy? Jedna z metod mówi, że zamykamy w kiblu i wypuszczamy po wypaleniu dwóch paczuszek, albo więcej. Wszystko co jest w nadmiarze w końcu obrzydza. W pierwszym roku po katastrofie zostaliśmy zamknięci w kiblach i wchłanialiśmy opary wraku Tu-154. Niektórzy nadal to chłoną, ale zdecydowana większość tych zwykłych, najzwyklejszych ludzi się z tego wyleczyła.
Powstaje pytanie: czy dało się tego uniknąć? Czy media i politycy mogli się zachować tak, aby teraz ci wszyscy ludzie odnosili się do katastrofy z szacunkiem? Jasne, że tak, tylko trzeba było być inteligentnym i myślącym, żeby na to wpaść. A jak wiadomo inteligencja i pomyślunek to cechy szczątkowe u tych ludzi.
Fundamentem zgiełku związanego z katastrofą jest wyjaśnienie jej przyczyn. Ileż to tęgich głów debatowało i debatuje. A to błąd, a to zamach, a to pech, a to brzoza, a to skrzydło, mgła, silnik, powietrze, ziemia, ubóstwo w Kalkucie, kończąc na Bogu. Już przy owych wyjaśnieniach zapala się czerwona lampka ludziom mających wyższy IQ od prymitywnego bezkręgowca – mam na myśli komisje do spraw wyjaśnienia przyczyn. Patrząc na ich poczynania wniosek jest jeden – te działania są nieskoordynowane i zwyczajnie nieefektywne. Mamy MAK, komisję pana Antoniego oraz komisję pana Jerzego. Przecież to absurd a to tylko trzy najgłośniejsze. Każda lepsza od siebie, może powołajmy następne zespoły? Proponuję: komisję pilotów, komisję kontrolerów lotniczych, komisję anonimowych alkoholików, komisję „Kowalskich” (dużo jest w Polsce, będzie niezły zespół!). No przepraszam, ale jeśli ludzie nie umieją się dogadać i powołać jednego zespołu międzynarodowego, złożonego z ekspertów, maksymalnie obiektywnego a najlepiej pod egidą jakiejś organizacji międzynarodowej to o czym my tu mówimy? Jak ludzie mają tym nie rzygać skoro dochodzi do takich absurdów a logicznych rozwiązań się nie wprowadza w życie? Teraz już każda przyczyna, każde wyjaśnienie „ostateczne” będzie się spotykało z chłodną obojętnością. Ludzie się będą pytać: „skąd wiecie, że tak było skoro inni mówią, że inaczej?”. Po prostu już nie będzie zaufania do działań tych ludzi, zawsze będą wątpliwości właśnie przez mnogość tych komisji.
Poza tym, skoro przez te trzy lata, nie znaleziono żadnego dowodu, który rozstrzygałby ponad wszelką wątpliwość jedną z tez, to na jakiej podstawie mam sądzić, że nagle wypłynie coś przekonującego? Wiem, że materiału dowodowego jest od groma, ale na zdrowy rozsądek: jakby było coś dużego rozwiewającego wątpliwości to już dawno by WSZYSCY o tym mówili. Nie wierzę w teorie spiskowe, że media by to zataiły a pan Donio kazał wszystko ukryć i wyciszyć, nie ma szans. Żadna poważna telewizja, gazeta, radio nie przepuściłoby takiej okazji. Rozgłos, reklamy, kasa – same korzyści.
W kwestii przyczyn ciekawi mnie jeszcze jedna rzecz, a mianowicie co dałoby wyjaśnienie katastrofy? Można banalnie stwierdzić: czasu nie cofniemy, ale... taka jest prawda. Niektórzy wydają się zapominać w swoim szaleństwie smoleńskim, obleśnej manii. W debacie publicznej na próżno szukać szacunku do ofiar, rodzin, tak jakby oni byli nieważni. Rozumiem, chcą poznać prawdę nie mniej niż smoleńscy szaleńcy, ale wydaje mi się, że niezbyt im się podoba to w jaki sposób się dyskusja odbywa. A dla przeciętnego Kowalskiego co oznaczałoby ostateczne wyjaśnienie? Jeżeli był to wypadek to tylko zaspokojenie ciekawości, nic więcej. Potem to przeminie, wyciszy się a niesmak wszystkich wydarzeń prowadzących do rozwikłania zagadki pozostanie. Natomiast jeśli okazałoby się, że rację mają ludzie mówiący o zamachu no to cóż... też się nic nie stanie. Jestem ciekawy jak sobie wyobrażają sytuację po takim rozwiązaniu. Wojna? Absurd. Proces przed sądem międzynarodowym i szukanie winnych? Och to by była masakra. Wyobrażam sobie te niekończące się sprawozdania, wszędzie Smoleńsk, tak jak teraz, tylko że dziesięć razy głośniej, mocniej i więcej. To by oznaczało, że w telewizji nie dałoby się już nic obejrzeć oprócz programów kulinarnych Roberta Makłowicza. A w Internecie jedynym miejscem nienaznaczonym katastrofą byłyby strony z odcinkami „Na Wspólnej” z odtworzenia. To tak jak wybierać pomiędzy zrzuceniem z wysokości na swoje genitalia sejfu albo kowadła.
Zostali jeszcze ludzie wypowiadający się na temat katastrofy. Obok idiotycznych działań, które nie zmierzają do wyjaśnienia przyczyn, są powodem wydalania treści żołądkowej normalnego obywatela na hasło „tupolew”. Rozumiem, że są osoby fascynujące się tematem Smoleńska, ale jest ich niewiele. Głównie to politycy i starzy ludzie, bez żadnych zainteresowań. W zasadzie to trochę współczuję tym, którzy nadal są pogrążeni w teoriach spiskowych i rozgrzebują temat katastrofy raz po raz (chodzi mi tutaj o normalnych obywateli). No bo jakie trzeba mieć życie, żeby uczynić wypadek lotniczy jego sensem? Ci rzygający katastrofą to normalni obywatele, mający na głowie rodzinę, pracę, dzieci i comiesięczny survival polegający na przeżyciu w tym kraju. Nie mają czasu na takie pierdoły. Wracając jednak do czynnika ludzkiego w mediach, zwyczajnie nie rozumiem jak na ten temat mogą wypowiadać się politycy. Jeżeli w gronie znajomych toczy się dyskusja o neurobiologii to ja siedząc wśród nich nie zabieram głosu i nie wypowiadam się tonem eksperta, bo się na tym nie znam, to jest normalne. Staram się słuchać, wyławiać informacje i analizować, każdy inteligentny człowiek tak robi. Niestety, jeśli chodzi o katastrofę to najgłośniej mówią ci, którzy w ogóle się nie znają. Z okazji rozbicia się samolotu liznęli trochę fizyki, usłyszeli słowa „silnik”, „skrzydło”, „trajektoria” i wypowiadają się jakby zęby na tym zjedli. Prawo głosu odnośnie Smoleńska powinni mieć tylko ludzie, którzy rzeczywiście jakieś doświadczenie z lotnictwem mają, nikt inny, NIKT. Taki pierwszy lepszy polityk po załóżmy historii albo biologii z czystej przyzwoitości nie powinien zabierać głosu w dyskusji z dziedziny lotnictwa. Logiczne, ale widać nie dla nich.
Tak w ogóle to ktoś zauważył jak ci ludzie się wypowiadają? Poważna twarz, nadmiernie pewna siebie i ton głosu, nieznoszący sprzeciwu, silący się na fachowość. Jak dla mnie to jest po prostu obleśne i odstręczające. Większość polityków ma takie pojęcie o aeronautyce jak menel spod sklepu, dlaczego więc mamy tych wywodów słuchać i przyjmować ich racje? Jeżeli pan Antoni przedstawia dokładną analizę wypadku to jak można to brać na poważnie? Czy taka osoba ma autorytet, żeby się wypowiadać w tej sprawie?
Jedna z rzeczy, których nienawidzę u ludzi, to przeświadczenie o własnej wielkiej wiedzy z jednoczesnym informowaniem o tym otoczenia. Na tak delikatny temat, gdzie nic nie jest wiadome i jednoznaczne, zalecane jest używanie zwrotów takich jak „wydaje mi się”, „moim zdaniem”, „jest możliwe, że” i innych, które wskazują na to, że przedmiotem rozmowy nie jest pewnik. Z wielką chęcią podejmę się utworzenia „słowniczka” dla naszych parlamentarzystów z tego typu wyrażeniami. Skoro muszą się wypowiadać, to niech chociaż zachowają w tych wypowiedziach minimum przyzwoitości. Jeśli tekst ten czyta jakaś osoba powiązana z polityką na najwyższym szczeblu, niech nie waha się skontaktować. Dogadamy się, nie wezmę dużo, obiecuję!
Jeśli chodzi o wypowiedzi to razi również ich całokształt. Bardzo szybko po katastrofie wytworzyły się takie medialne cliché, już wyjaśniam o co chodzi. Widząc „autorytet” formułujący poglądy w smoleńskiej materii wystarczy spojrzeć na imię i nazwisko oraz reprezentującą partię. Po tej prostej operacji możemy wyłączyć głos w telewizorze i samemu odgadnąć co dana postać mówi. Kto gloryfikuje szczątki samolotu, kto deprecjonuje całe wydarzenie i tak dalej. Kompletna nuda. Oglądając dzień w dzień programy informacyjne, jesteśmy tak otrzaskani z retoryką tych osób, że cliché jest strasznie rażące.
Pisałem wyżej, że idealną sytuacją dla mnie by było, gdyby została powołana komisja międzynarodowa, złożona z poważnych ludzi a nie pozorantów i parodystów. Dodatkowo organ ten powinien działać po cichu, bez większego udziału w mediach, ale jawnie. Poprzez jawność rozumiem to, że każdy zainteresowany mógłby sprawdzić postęp prac na specjalnej stronie internetowej. Wszystkie plany działania, posiedzenia, nagrania, co tylko się da, żeby nie było żadnych wątpliwości. W ten sposób byłby wilk syty i owca cała. Smoleńscy fascynaci mieliby miejsce na swoje rozrywki a pozostała część narodu nie byłaby katowana czymś co zupełnie ich nie obchodzi. Owszem byłyby pewnie głosy narzekające na tę komisję, teorie spiskowe wyrastałyby jak grzyby po deszczu, ale to jest nieuniknione, pewnych rzeczy w ludzkiej mentalności się nie przeskoczy.
Niestety w idealnym świecie nie żyjemy. Smutnym dopełnieniem całego tego obrazka jest wojujący pan Antoni, mówiący o bardzo ważnym dowodzie w sprawie. Niestety, nie dane jest nam go poznać. Ta sytuacja to jest przedszkolny klasyk działający na zasadzie „wiem, ale nie powiem”. Niepoważni ludzie, niepoważnym zachowaniem całe śledztwo zamieniają w szopkę. To wszystko jest trudno wytrzymać, dlatego życzę wam a przede wszystkim sobie jednego – świętego spokoju.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)