Piotr Strumieński Piotr Strumieński
108
BLOG

Katolicy z maczetami... Wojna domowa w prowincji Enga i... łzy pojednania w parafii Sogu

Piotr Strumieński Piotr Strumieński Społeczeństwo Obserwuj notkę 1
Osiemdziesiąt lat temu na Wołyniu rozegrała się Rzeź Wołyńska. Przy użyciu prostych narzędzi: siekier, kos i noży... Atakowali głównie Prawosławni chłopi Ukraińcy, katolickich łacinników czyli Polaków. Rzeź jednak nie obyła się bez inspiracji ze strony UPA. Najaktywniejsi jej zarządcy byli katolikami obrządku greckiego i tu tkwi ogrom tragedii. Nie rozliczonej dodajmy do dziś zbrodni.

Katolicy z siekierami i z maczetami po raz kolejny dokonali rzezi w Rwandzie. Trzydzieści lat temu świat z wielkim przejęciem ale też z dużą dozą "zawinionej obojętności" obserwował jak plemię Hutu wyniszcza swych braci Tutsi MACZETAMI. W przeciągu kilku dni czy tygodni ta rzeź pochłonęła milion istnień ludzkich.

I Hutu i Tutsi są w swej większości katolikami. 

Pasywnie zachowali się hierarchowie i duchowieństwo. 

Wielu potem stanęło na ławie oskarżonych.

Czy można oskarżyć katolickie duchowieństwo o pasywność gdy podobna rzeź rozgrywa się w Prowincji Enga w Papui Nowej Gwinei a jej echa docierają do Mendi. 

W obu tych prowincjach katolicy stanowią duży procent mieszkańców. Trzyletnia bezsensowna wojna niemal codzień pochłania kolejne ofiary. Ponad rok temu świat obiegły zdjęcia ciężarówki na której leżało ponad 60 trupów. 

Plemię Jangakun walczy przeciwko plemieniu Jakuman...

BRACIA ZABIJAJĄ BRACI.

To co się tam odbywa stoi w sprzeczności z tym co niedawno ogłosił Papuaski Parlament: 

"Papua to chrześcijański kraj."

Ta teza jest zapisana w konstytucji. 

I co na to rządzący.

Jak sie ma rzeczywistość względem tych deklaracji?

Nijak. Chyba się panowie posłowie pospieszyli.

Pośpiech nie wyniknął z inicjatywy kościoła katolickiego. Naodwrot. 

Nasi biskupi byli bardzo wstrzemięźliwi. 

Skorumpowani pastorzy jednak dostrzegli w takiej deklaracji szanse dla siebie by coś uszczknąć z budżetu państwa na umacnianie chrzescijańskosci i dofinansowanie swoich imprez.

Podczas walk plemiennych protestanci zachowują się co najmniej dziwnie...

KOSCIÓŁ JEDNAK NIE JEST BIERNY I MAMY TEGO PRZYKŁADY.

O PARAFII W SOGU USŁYSZAŁEM PO RAZ PIERWSZY PODCZAS PIELGRZYMKI Z DIECEZJI LAE DO DIECEZJI MENDI CZYLI DO SANKTUARIUM W MULI.

DO MOICH USZU DOTARŁA OPOWIEŚĆ KS. MICHAŁA SKUBISIA Z DIECEZJI ZAMOJSKO-LUBACZOWSKIEJ O TYM JAK KILKA LAT TEMU WYGLĄDAŁY ZAMIESZKI WE WSPÓLNOCIE ŚW. MONIKI.

BYŁY ŁZY, BYŁA KREW I SPALONE DOMOSTWA. 

W TYM CAŁYM ZAMIESZANIU I KOTŁOWANINIE PROBOSZCZ, ZNALAZŁ W SOBIE ODWAGĘ BY OPUŚCIĆ PLEBANIĘ I ZAGRODZIĆ DROGĘ TŁUMOWI.

MĘŻCZYZNI BYLI UZBROJENI W MACZETY I GOTOWI BY NISZCZYĆ WSZYSTKO NA SWEJ DRODZE.

KS. MICHAL OBRONIŁ ZDECYDOWANĄ SWOJĄ POSTAWĄ NIE TYLKO KOŚCIÓŁ I KLASZTOR SIÓSTR ALE TEŻ BUDYNKI SZKOŁY MISYJNEJ I MIESZKANIA NAUCZYCIELI. 

NIE LADA WYCZYN.

DLA TYCH CO NIGDY NIE BYLI W PAPUI CHCĘ WYJAŚNIĆ ŻE W SĄSIEDNIEJ PROWINCJI ENGA PODOBNE ZAMIESZKI TRWAJĄ JUŻ TRZY LATA I NIE WIDAĆ KOŃCA. 

SPALONYCH ZOSTAŁO W TYM CZASIE MNÓSTWO SZKÓŁ, PRYWATNYCH DOMÓW ALE TEŻ KOŚCIOŁY. 

DLA PRZYKŁADU PODAM ŻE PEWIEN WERBISTA Z PARAGWAJU STRACIŁ W TEJ PROWINCJI WSZYSTKO: 

SZKOŁĘ KOŚCIÓŁ I PLEBANIĘ.

GDYBY BYŁ NA MIEJSCU MOŻE BY OCHRONIŁ PARAFIĘ.

DZIKUSI JEDNAK SKORZYSTALI Z JEGO NIEOBECNOŚCI I SPALILI WSZYSTKIE BUDYNKI MISYJNE.

WYPROWADZIŁ SIĘ STAMTĄD DO INNEJ DIECEZJI DO PARAFII JOMKI.

DOKŁADNIE TO SAMO ZDARZYŁO SIĘ W SOGU. 

RÓŻNICA TYLKO TA ŻE PROBOSZCZ MICHAŁ BYŁ NA MIEJSCU I WSZYSTKIE BUDYNKI MISYJNE SWOIM WŁASNYM CIAŁEM JAK REJTAN ZAGRODZIŁ.

TO WSZYSTKO SIĘ DZIAŁO NA TYM SAMYM TLE CO W ENGA W PODOBNYM CZASIE I W PODOBNY SPOSÓB.

NALEŻY PODZIWIAĆ NASZEGO MISJONARZA ŻE STARCZYŁO MU ODWAGI I SIŁY WOLI W CHWILI PRÓBY.

POTEM JUŻ NIE MIAŁ SIŁ.

ZREZYGNOWAŁ. TRUDNO MU SIĘ DZIWIĆ.

NIE WOLNO GO KRYTYKOWAĆ ZE ZA JAKIŚ CZAS PRZENIÓSŁ SIĘ NA INNĄ PARAFIĘ BY SIĘ ZRELAKSOWAĆ OD KOSZMARNYCH WSPOMNIEŃ. 

NA POMOC PRZYSZEDŁ CZŁOWIEK Z JASNEJ GÓRY. KS. SŁAWEK "WZIĄŁ TO NA KLATĘ". 

TAK MÓWIĄ TWARDZI MĘŻCZYŹNI.

SŁAWEK PORĘBSKI MIAŁ JUŻ ZA SOBĄ WIELE TRUDNYCH SYTUACJI W KAZACHSTANIE. 

ON TEŻ NIE BYŁ MIĘCZAKIEM. 

TA PARAFIA BYŁA NIESTETY DUŻYM WYZWANIEM RÓWNIEŻ DLA NIEGO.

OBJĄŁ BUNTOWNICZĄ PARAFIĘ ŚW. MONIKI I ŻYCIE NIE OSZCZĘDZIŁO MU ROZTEREK.

PO 3 LATACH POBYTU W SOGU I KILKU PRZYKRYCH ZDARZENIACH W TYM KRADZIEŻY OKIEN Z KOŚCIOŁA ŚW. MONIKI, KS. SŁAWEK OGŁOSIŁ ŻE JEŚLI SZYBY NIE WRÓCĄ NA POWRÓT DO KOŚCIOŁA TO ON Z PARAFII ODCHODZI. 

SYTUACJA BYŁA KRYTYCZNA.

WSZYSCY WIEDZIELI ŻE TO NIE ŻARTY.

JA W TYM OKRESIE JUŻ SIĘ PAKOWAŁEM BY WRACAĆ Z PAPUI DO POLSKI.

NIE CHCIAŁEM JEDNAK WYJEŻDŻAĆ BEZ POŻEGNANIA. 

PRZYJECHAŁEM DO STOLICY DEKANATU DO MIASTECZKA JALIBU, BY TAM ICH TZN. KSIĘŻY RODAKÓW I ICH PARAFIAN SPOTKAĆ PO RAZ OSTATNI. 

CHODZIŁO MI GŁÓWNIE O IMBONGU I JALIBU.

W TYM DEKANACIE 10 LAT WCZEŚNIEJ MIAŁEM TZW. "ORIENTACJĘ" CZYLI WPROWADZENIE W ŻYCIE MISYJNE. OPIEKOWALI SIE MNĄ WTEDY MISJONARZE ŚW. RODZINY: 

KS. DAREK KAŁUŻA (OBECNIE BISKUP W BOUGAINVILLE), KS. KRZYSZTOF SOKÓŁ Z PARAFII IMBONGU I KS. STANISŁAW BANAŚ DZIEKAN Z JALIBU.

TERAZ DZIEKANEM JEST KS. DAMIAN SZUMSKI MSF W POBLISKIM REGIONALNYM SANKTUARIUM W PARAFII O NAZWIE MULI.

EX-DZIEKANA STANISLAWA SPOTKAŁEM NAJPIERW I JUŻ BYŁO USTALONE, ŻE RAZEM ODPRAWIMY W PIERWSZĄ NIEDZIELĘ ADWENTU "MSZĘ POŻEGNALNĄ" W STOLICY DEKANATU CZYLI W MIEŚCIE JALIBU. 

KS. STASZEK JAKIŚ CZAS SPĘDZIŁ NA BIAŁORUSI I MIAŁ ZAWSZE DO MNIE SYMPATIĘ BO JA TEZ DUŻĄ CZĘŚĆ ŻYCIA SPĘDZIŁEM W DAWNYM ZSRR.

NAGLE JEDNAK W SOBOTĘ POJAWIŁ SIĘ W JALIBU KS. SŁAWEK PORĘBSKI I PODCZAS ROZMOWY DOWIEDZIAŁEM SIĘ JAK WIELKIE PRZEŻYWA ROZTERKI. 

ON TEŻ MIAŁ ZAMIAR OPUŚCIĆ PARAFIĘ, KTÓRA SWYMI WYBRYKAMI MU NABRZYDŁA.

ZAOFIAROWAŁEM SIĘ JAKO "MEDIATOR".

OBIECAŁEM ŻE POJADĘ DO NIEGO. MUSIELIŚMY JEDNAK ODWOŁAĆ UROCZYSTE POŻEGNANIE W JALIBU.

KS. SŁAWEK POGADAŁ ZE STASZKIEM. 

ON WYRAZIŁ ZGODĘ.

MEDIACJA BYŁA WAŻNIEJSZA NIŻ POŻEGNANIE 

TAKIM SPOSOBEM TRAFIŁEM TAM GDZIE NIGDY JESZCZE NIE BYŁEM I BYĆ NIE PLANOWAŁEM. 

SŁAWEK MNIE ZAWIÓZŁ DO "BANDYCKIEJ WIOSKI" SOGU I ZAPOZNAŁEM SIĘ Z SYTUACJĄ NA MIEJSCU.

DUCH WIEJE KĘDY CHCE.

TO ON MI PODSUNĄŁ POMYSŁ JAK SIĘ MAM ZACHOWAĆ.

NA GŁÓWNYCH DRZWIACH KOŚCIOŁA ZA ZGODĄ KS. SŁAWKA NARYSOWAŁEM KREDĄ SŁOWA HEBRAJSKIEJ PIEŚNI: 

"HEVENU SZALOM ALEHEM" W WERSJI ORYGINAŁU, W TŁUMACZENIU NA "TOK PISIN"(PAPUASKA LINGUA FRANCA) I PO ANGIELSKU.

TAKI MIAŁEM POMYSŁ, BY TA PIEŚŃ "NIECHAJ POKÓJ BĘDZIE Z NAMI" STAŁA SIĘ HYMNEM NA "MSZY POJEDNANIA"...

OWSZEM, ZAŚPIEWAŁEM TO NA KAZANIU A POTEM TO POWTÓRZYLIŚMY PODCZAS ZNAKU POKOJU.

POINSTRUOWAŁEM OBECNYCH BY SIĘ USTAWILI W RZĄDEK I WSZYSCY PO KOLEI PODALI DŁOŃ PROBOSZCZOWI.

POTEM DOPIERO BYŁO: 

"BARANKU BOŻY' I KOMUNIA.

GDYŚMY TO WSPOMINALI PROBOSZCZ PRZYZNAŁ ZE SMUTKIEM, ŻE JEDEN Z BUNTOWNIKÓW NIE PODSZEDŁ. 

PODESZLI NATOMIAST POZOSTALI. 

TO BYŁO WZRUSZAJĄCE. 

WIDAĆ BYŁO ŻE KS. SŁAWKA KOCHAJĄ I NIE CHCĄ BY ICH OPUŚCIŁ.

WIELE OSÓB MIALO ŁZY W OCZACH. 

JA SAM SIĘ TEŻ POPŁAKAŁEM ŻE PAN BÓG DAŁ MI TAKĄ OKAZJĘ, ŻEBY BYĆ TEGO ŚWIADKIEM I ŻEBY WESPRZEĆ WSPÓŁBRATA W TRUDNEJ CHWILI ZAMIAST CELEBROWAĆ SWOJE POŻEGNANIE. 

OWSZEM POŻEGNAŁEM SIĘ INNEGO DNIA I TEŻ BYŁA POMPA. 

WIZYTA NATOMIAST W SOGU CHOĆ NIE KOSZTOWAŁA MNIE WIELE TRUDU PRZYNIOSŁA WIELE WZRUSZEŃ I DOSTAŁEM ZA TO W NAGRODĘ PRZEPYSZNY POCZĘSTUNEK WŁASNEJ ROBOTY.

SŁAWOMIR PRÓCZ TALENTÓW MISYJNYCH POSIADA TEZ HOBBY KULINARNE...

W TEJ WIĘC TRUDNEJ PARAFII SŁAWEK ZACZYNA SWÓJ MAŁY JUBILEUSZ "PIĘĆ LAT POBYTU W PAPUI NOWEJ GWINEI" I KOLEJNY ODPUST ŚW. MONIKI. 

JAK SAMA NAZWA PARAFII WSKAZUJE JEST TO PARAFIA PEŁNA ŁEZ.

MONIKA PŁAKAŁA WIELE LAT, BY WYMODLIĆ NAWRÓCENIE SWEGO SYNA AUGUSTYNA...

MOŻE WYPROSI NAWRÓCENIE PODŻEGACZY Z WIOSKI SOGU. 

NA TO SIĘ WYRAŹNIE ZANOSI.

JAK JUŻ WSPOMNIAŁEM JA TEŻ TAM SIĘ POPŁAKAŁEM. 

CZY TO WYPADA BY KSIĄDZ PŁAKAŁ? MĘŻCZYŹNI PODOBNO NIE PŁACZĄ. PUBLICZNIE NAM PŁAKAĆ NIE WYPADA. PŁACZEMY WIĘC DO PODUSZKI ALBO PRZEZ NOS I PROSTO DO GARDŁA.

NIKT NIE WIE JAK SIĘ DALEJ POTOCZĄ LOSY TEJ PARAFII ORAZ LOSY KS. SŁAWKA. 

ZACHĘCAM DO MODLITWY ZA MISJONARZY.

JAK WIDAĆ JEST BARDZO POTRZEBNA.

NIE MA LEKKO.

WAŻNE PÓKI CO, ŻE WSZYSCY MAJĄ SIĘ DOBRZE I ŻE KOLEJNY ODPUST JAK WIDAĆ NA ODPUSTOWYCH ZDJĘCIACH I W ZAŁĄCZONYM TEKŚCIE SIĘ UDAŁ. GRATULACJE...

Łącze serdeczne życzenia pokoju i spokoju, by już nigdy w parafii nie było żadnych małych ani tym bardziej dużych wojen. 

Życzę by w Sogu nie płonęły domy i by nie było krwawych walk plemiennych.

Życzę by nic nie zginęło w parafii ani w kościele ani na plebanii ani w szkole. 

To wspólne dobro i nie można go marnować. 

Pozdrawiam was wszystkich zwłaszcza tę dzielną nauczycielkę co dla pojednania w parafii kupiła nowe szyby i dla tej nieznanej mi osoby która dla pojednania rok temu w Adwencie kupiła kurę i przyniosła "na tacę" w uroczystej procesji.

Posadziłem ją nawet do dużego kosza z pieniędzmi, żeby nie uciekła. 

Zmieściła się ale po chwili ktoś ją wyniósł do zakrystii z obawy że "napaskudzi" na banknoty i że "pieniądze będą śmierdzieć".

Choć to już prawie rok od pierwszej niedzieli Adwentu, to w mojej pamięci na długo pozostanie ta okoliczność że zamiast pozostać tego dnia w miasteczku Jalibu zostałem "uprowadzony" do Sogu i że została mi powierzona przez Opatrzność rola negocjatora. 

Pamiętam ojcze Sławku twoje przerażenie zachowaniem parafian.

Pamiętam też "twoje ultimatum". 

Byłeś gotowy opuścić to miejsce gdyby nie doszło do przeprosin i kompensacji. 

Byłem świadkiem twoich rozterek i z ulgą patrzyłem jak cała parafia podawała ci dłoń na znak pokoju.

W życiu misjonarzy bywają takie chwile kiedy się stoi na rozdrożu i nie ma pewności w którą stronę ruszyć: 

na prawo, na lewo do tyłu czy do przodu a może z powrotem do Polski...

W moim wypadku tak było, ale to temat na inną opowieść.

Dobrze Sławku, że pozostałeś bo widać owoce: 

dużo rekolekcji, odpusty i wędrówki po górach.

Gratulacje - trwaj "dzielny rycerzu" z Częstochowy na Jasnych Papuaskich Górach. 

Oby tak dalej.

x. Jarosław Wiśniewski - UZBEKISTAN 

https://www.facebook.com/patryk.nowacki.330

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo