57 obserwujących
1393 notki
1385k odsłon
  162   0

Jak Donald Trump nie wymusił swojego udziału w filmie Kevin sam w Nowym Jorku

Taki tam mokry kapiszon od pana Węglarczyka.

Medium polskojęzyczne doniosło:
image
A polskojęzyczny media worker koncernu Springera z siedzibą w Berlinie wielmożny pan Wenglarczyk obruszył się jeszcze dodatkowo:
image

Siadam do rozbrajania mokrego kapiszona tym samym sprawdzę też kto jest niemieckim trollem i czy nie jest to redaktor polskojęzycznego portalu.

Portal polskojęzyczny: "Reżyser przyznał, że Donald Trump wymusił rolę w filmie "Kevin sam w Nowym Jorku". "Reżyser świątecznego hitu o Kevinie poinformował, że Donald Trump wymusił na nim angaż w drugiej części z 1992 r. Prezydent USA pojawia się krótko w filmie "Kevin sam w Nowym Jorku", udzielając młodemu bohaterowi wskazówki we wnętrzu hotelu Plaza, którego był wówczas właścicielem". (...)
W wywiadzie udzielonym "Insiderowi" Chris Columbus przyznał, że Trump zgodził się na filmowanie na terenie legendarnego pod warunkiem, że sam będzie mógł pojawić się w filmie.
"Trump powiedział »W porządku«. Zapłaciliśmy opłatę, ale dodał też: »Jedyny sposób na to, abyście skorzystali z Plazy, jest mój udział w filmie«" - wspomina reżyser.
"Zgodziliśmy się umieścić go w filmie, a podczas pierwszego pokazu wydarzyła się najdziwniejsza rzecz: ludzie wiwatowali, gdy tylko Trump pojawił się na ekranie. Powiedziałem więc mojemu montażyście: »Zostawcie go w filmie. Niech to będzie moment dla widzów«. Ale prawda jest taka, że Trump wymusił występ w tym filmie" - wspomina".

--------

Uuu jak reżyser "przyznał" to pewnie już wcześniej była to oczywista oczywistość i nie ma to tamto. Sam "zarzut" to stary odgrzewany kotlet - reżyser opowiadał już o tej scenie trzy lata temu. Wtedy reżyser Columbus, zaangażowany w komitet poparcia Hilary Clinton, podczas przegranych przez nią wyborów prezydenckich 2016 roku, i donator jej kampanii, nie mówił o "wymuszeniu" na nim przez Donalda Trumpa roli w filmie.

"Kręciliśmy "Kevin sam w Nowym Jorku” w hotelu Plaza w Nowym Jorku i potrzebowaliśmy go jako miejsca, ponieważ znaczna część filmu rozgrywała się w hotelu Plaza. A jedyną możliwością filmowania w hotelu Plaza było spełnienie warunku, że Donald Trump - który był właścicielem Plaza - będzie mógł zagrać w filmie. "Więc zmagałem się z tym przez długi czas i w końcu powiedziałem: "Okej, niech ma już tę scenę, bo nie mogliśmy przenieść się do innego hotelu. Plaza był ikoniczny. Więc pracowaliśmy przez kilka godzin z Donaldem Trumpem. Przyszedł, zrobił swoje, a reszta to już historia".

Tu mały, zmagający się z Trumpem, demokratyczny oszuścik puszcza kaprawe oko - jedna linijka, kilka godzin pracy, you know.


2020. A tak kombinował kilka dni temu w oryginale:
"Jak w przypadku większości lokalizacji w Nowym Jorku musisz po prostu zapłacić opłatę i możesz filmować w tym miejscu. Chcieliśmy filmować w holu więc pojechaliśmy do hotelu Plaza, którego właścicielem był Trump. Nie mogliśmy zbudować The Plaza w studiu filmowym.
Trump powiedział OK. Zapłaciliśmy opłatę, ale powiedział też: "Jedynym sposobem, w jaki możesz korzystać z Plaza, jest to, że jestem w filmie”. Zgodziliśmy się więc umieścić go w filmie, a kiedy wyświetliliśmy go po raz pierwszy, wydarzyła się najdziwniejsza rzecz: ludzie wiwatowali, gdy na ekranie pojawił się Trump. Powiedziałem więc redaktorowi: "Zostaw go w filmie. To chwila dla publiczności”. Ale on wymusił swoją drogę do filmu".


Tyle bajania pana reżysera.

Już samo to, że Trump był znanym właścicielem "ikonicznego" hotelu sprawiało, że scena z nim - wskazującym drogę łebkowi, spokojnie mogła znaleźć się w scenariuszu, w kategorii sceny zabawne. Reakcja publiczności o której wspomina Columbus, jest potwierdzeniem, że  było to czytelne dla odbiorcy. Stąd nie można tu mówić o wynikłym z "wymuszenia" zbiegu okoliczności w odbiorze tej sceny, tylko o wyrachowaniu scenariuszowym. Ale są też inne przesłanki wskazujące, że Columbus to prymitywny kłaczmuch. Nie wspomni o tym bo sam gra rolę - artysty. 

Nie ulegając temu wymuszeniu:

Film Kevin sam w Nowym Jorku jest też znany (jak wiele innych filmów, nie wyłączając pierwszej części) z szerokiego użycia tzw. product placement czyli tzw. lokowania produktu. W tym wypadku były to linie lotnicze, napój gazowany, perfumy, i inne - jak... hotel. Udział hotelu jak i samego Donalda Trumpa był po prostu częścią umowy handlowej. Nie mam dowodu na to, kto komu zapłacił - czy producent filmu właścicielowi hotelu, jak twierdzi reżyser (nie wspominając o producencie dla którego pracował), czy też - co bardziej prawodpodobne - właściciel hotelu zapłacił producentowi za reklamę swojej własności - Hotelu Plaza. Teoretycznie mogłoby też pewnie obyć się to w formie mieszanej albo bezgotówkowej - plan zdjęciowy w zamian za "product placement", reklamę, lokowanie produktu w postaci hotelu i jego właściciela, choć chyba nie w tym wypadku. W tej drugiej opcji - według mnie najbardziej prawdopodobnej, pan reżyser byłby po prostu wynajętym przez Donalda Trumpa usługodawcą, zresztą w każdej z opcji dokazujący Columbus został wynajęty.

Tutaj przykłady lokowania produktu w postaci hotelu czyli reklama hotelu Donalda Trumpa w reżyserii tego, no... demokratycznego kłamczuszka Columbusa. Nie wygląda na wymuszenie.

Scenę otwiera ujęcie wieżowca a we wnętrzach reklama jeszcze się wzmaga. Po czym, zgodnie ze scenariuszem, pojawia się znany wszystkim właściciel.

(Kilka przykładów za productplacementblog)

image

image

image
(A takich scen było więcej)

Kurtyna!


Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale