Wystarczy w jednym programie połączyć sprawę owego pana z partii rządzącej i pewnej blogerki.
Oczywiście wszystko w imię obrony przed haniebnym atakiem pewnej gazety na niewinnych.
A i nie zapomnijmy jeszcze o odpowiedniej sondzie:
Czy "rewelacje" pewnej gazety zaszkodzą panu "Y"?
I tak się używa blogera do zmywania brudów z politycznego pupilka.
Brawo!



Komentarze
Pokaż komentarze