Pan Premier będzie się przechadzał od domu do domu, poinformowała nas niecierpliwie oczekująca swojego ukochanego wodza dziennikarka TVN24. Strażacy, policjanci, mieszkańcy i dziennikarze wszyscy rzucili pracę i czekają, czy do nich też uśmiechnie się los i zaświeci im "słońce Peru".
A na Premiera zawsze można liczyć . Zapowiadał cuda i są. Jak sam podkreślił wizytując regiony, które ucierpiały z powodu powodzi i podtopień,
"...że niektórzy ocaleli, graniczy z niemożliwością, z cudem".
Ale pan premier nie poprzestał na tym i
"obiecał pomoc ws. odtworzenia mostu i zniszczonych domów. Obiecał, że pomoc dla ludzi, którzy ucierpieli będzie "kompletna". Przypomniał, że dziś rusza wypłata doraźnych zasiłków w wysokości 6 tys. zł. Zaznaczył, że w niektórych przypadkach ta pomoc będzie wyższa.
Z wizyty premiera jest jeszcze jedna niepodważalna korzyść. Teraz żaden opozycyjny szabrownik nie odważy się zawitać na te tereny.
Bo pan premier to taki ludzki pan i tylko złośliwcy mogą porównywać jego pełne troski inspekcje do gospodarskich wizyt wujaszka Władimira ;-)
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,6768704,Tusk__To__ze_niektorzy_ocaleli__graniczy_z_cudem.html



Komentarze
Pokaż komentarze (1)