Pan Minister Klich postanowił odwiedzić w szpitalu swoich podopiecznych.
Nie, nie tych co myślicie. Pan minister odwiedził rannych żołnierzy.
Zapewne całkiem przypadkiem, w tym samym czasie postanowili im złożyć wizytę dziennikarze.
A skoro już tam byli, to nic nie stało na przeszkodzie aby sfilmować bezinteresownego i zatroskanego Ministra pochylającego się nad rekonwalescentami.
I tak mijał kolejny pracowity dzień Ministra i niezależnych dziennikarzy, aż tu nagle na sam koniec jakiś reporter (zapewne zakonspirowany pisowiec) poprosił o wypowiedź odwiedzanych szczęśliwców.
Niestety dziennikarz ten chyba nigdy nie był w szpitalu i nie zdawał sobie sprawy, że taka "nadgorliwość" wywołuje u oficjalnych pacjentów nagłe zmęczenie co jest równoznaczne z końcem wizyty i brakiem odpowiedzi na pytania.
Nieoficjalne wypowiedzi żołnierzy (zapewne zakonspirowanych pisowców), że wcześniej zostali na taką ewentualność przygotowani i dostali rozkaz aby nie odpowiadać na pytania, to oczywiście wierutne kłamstwa.
I tylko zajadli przeciwnicy naszej kochanej władzy mogą twierdzić, że cała ta sytuacja przypomina Putinowskie ustawki organizowane przy pomocy usłużnych mediów.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)