Jutro jest niedziela Świętej Rodziny, a ja myślę o tych porzuconych dzieciach, opuszczonych kobietach, za biednych, na to, żeby mogły być matkami... Jak dla Maryi i Jezuska zabrakło dla nich miejsca w gospodzie, nikt ich nie chciał u siebie, bo wstydzili się ich biedy, bo bali się obmowy że to nie Józefa to dzieciątko, odsyłali ich w ciemną noc, wyganiali na tułaczkę... Niemało cierpiał, niemało! - śpiewamy w kolędzie. Mijają wieki, a ludzie są wciąż tacy sami.
W ciągu ostatniego roku "okna życia" przy żeńskich zakonach uratowały czterdzieścioro dzieci. Nie wiem, ilu dzieciątek nie zdołano uratować? Nie wiem, ile ludzkich dramatów nie wychodzi z cienia?
Te "uratowane" dzieci trafią do placówek państwowych. W obce ręce. I to ma być ten ratunek? Bo rodzice byli za młodzi, zbyt nieodpowiedzialni na dziecko, bo nie mieli gdzie się podziać? Zresztą teraz jest nowa moda na zabieranie dzieci rodzicom pod byle pretekstem, bo państwowy opiekun ma być podobno lepszy. Wmawia się ludziom, że tylko 8 procent rodziców nadaje się do wychowywania swoich dzieci. Niestety, państwowe domy dziecka czy rodziny zastępcze także borykają się z brakiem pieniędzy i różnymi problemami. To państwo twardo traktuje małe sieroty. Dlaczego to państwo nie pomaga tym samotnym matkom, tym biednym rodzinom? Powiecie, że wiele jest rodzin patologicznych, alkoholików, że takim nie warto pomagać, ale są i tacy, którzy muszą dzieci oddawać - i to jest prawdziwy dramat - z powodu śmierci, choroby, z biedy po prostu... Pewnie są tacy, którzy tej pomocy nie chcą, cóż zrobić, ale każdemu, kto zechce się leczyć, warto podać rękę. Warto żyć w takim społeczeństwie, gdzie drugiego człowieka się szanuje, gdzie szanuje się dziecko, a nie traktuje często gorzej niż psa. Warto również dlatego, że per saldo to będzie nas, jako podatników, mniej kosztowało, zapewniam.
Podobno ponad 200 milionów rocznie jest przeznaczanych z budżetu na różnego rodzaju ulgi, często dla zamożnych rodzin, które tego wcale nie potrzebują, bez żadnych kryteriów, bez sensu, a minister finansów ma to w pogardzie, bo to są dla niego grosze, nie pieniądze! Ile pieniędzy jest trwonionych na np. zasiłki opiekuńcze dla zdrowych i zasobnych, którzy ich wcale nie potrzebują? Dla jednego 150 złotych miesięcznie to jak "kieszonkowe", a dla drugiego to kwota pozwalająca przeżyć, zapłacić za czynsz, kupić dziecku lekarstwa czy buty. Z drugiej strony, niektórzy z nas chcieliby sami pomóc, z własnej kieszeni, ale rezygnują z obawy przed fiskusem! Bo fiskus jest tak bardzo nastawiony na tępienie podatników, przedsiębiorców, zwłaszcza takich, którzy próbują coś sobie wpisywać albo odpisywać - tacy mogą od razu spodziewać się kłopotów z fiskusem!
Tu potrzeba prawdziwego człowieka, a nie urzędnika, by zmienić ten bezduszny system. By w naszym państwie znalazło się miejsce dla dziecka, dla dzieci w ich domach, we własnych rodzinach.
„Jedenaście dni temu dość mało znany bloger Mieszczuch7 napisał bardzo ciekawą notkę p.t. "Nowy mur - warszawski". Jako pierwszy zauważył on, że dzięki stalowym barierkom Pałac Prezydencki zaczął przypominać warowną twierdzę. Porównał on to do muru oddzielającego Żydów od Palestyńczyków oraz do wysokich płotów, które rozdzielają katolików i protestantów w Belfaście. Później także inni publicyści /n.p. Johny Pollack/ czynili podobne porównania, ale Mieszczuch7 był pierwszy. Jego poprzednia notka o ataku na niezawisłość Rzecznika Praw Obywatelskich też była bardzo interesująca. Warto zaglądać na ten blog.” elig, 28.08.2010
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka