Profesor Edmund Wnuk-Lipiński się myli w swoich prognozach politycznych, bo opiera się na błędnej diagnozie stanu państwa. Z opublikowanego w dzisiejszej "Rzeczpospolitej" wywiadu przebija naiwna ufność w siłę Platformy Obywatelskiej i możliwości rządzenia jeszcze przez długie lata...
Redaktor Eliza Olczyk pyta:
Czy przed przyszłorocznymi wyborami zaczną się wreszcie oczekiwane reformy?
Przed wyborami nie. Ale po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych przez trzy lata nie będzie żadnych kolejnych, więc będzie to idealny czas na reformy. Jeśli jednak konieczne zmiany nie zostaną przeprowadzone w pierwszym roku po wyborach, to w ogóle ich nie będzie. A wtedy PO straci poparcie nawet najbardziej zdeterminowanych sympatyków. Główny problem rządu polega na tym, że będzie musiał przekonać obywateli do proponowanych zmian.
Eksperci są zgodni, że reform państwa, zwłaszcza reformy finansów publicznych, nie można odkładać. Dlaczego więc rząd ich nie podejmuje? Teraz w modzie jest takie usprawiedliwienie, że rząd nie reformuje państwa ze względu na wybory, bo społeczeństwo mogłoby odczuć boleśnie ewentualne skutki reform. Jednak coraz wyraźniej widać, że społeczeństwo dotkliwiej jeszcze odczuwa brak tych reform. W grudniu narastające dziadostwo i bałagan sparaliżowały koleje, a brak pieniędzy w służbie zdrowia skazuje pacjentów na brak pomocy lekarskiej. Będą zwolnienia, już nie tylko w prywatnych firmach, ale w całej administracji, wzrośnie bezrobocie, liczba niespłacalnych kredytów, potem zaś liczba bezdomnych. Społeczeństwo uświadamia sobie, że pod rządami Platformy biednieje, a rząd chce dalej bez opamiętania wyciągać pieniądze z ich kieszeni. Wzrost pesymizmu w społeczeństwie przełoży się na zatrzymanie tego koła zamachowego - konsumpcji - dla gospodarki, wyhamowując jej dynamikę. Wcale nie jest tak dobrze, jak to się z perspektywy Alei Ujazdowskich czy bogatej prywatnej uczelni wydaje.
Widać chyba, jak nielogiczne są te tłumaczenia, więc nie ma co zganiać na wybory tego, że nie ma reform! W poprzednim sezonie w modzie było tłumaczenie, że to Śp. Prezydent Lech Kaczyński blokuje reformy. Pomału do ludzi dociera prawda, że zawetował on tylko kilkanaście ustawowych knotów na ponad 800, jakie mu dano do podpisu. Nie da się tego nazwać jakąś totalną blokadą. Można za to, i to trafniej, nazwać to totalną indolencją rządu!
Dlaczego nie ma żadnych reform i dlaczego ich nie będzie, nawet gdyby Platforma wygrała wybory parlamentarne? Ani w pierwszym roku, ani w drugim roku, ani w trzecim roku... Już to przerabialiśmy. Najpierw Platforma, przed objęciem władzy, obiecywała nam pełne szuflady ustaw i rządy fachowców. Potem okazało się, że posłowie w Sejmie nie mają nad czym pracować. Kolejne terminy były odsuwane, były kolejne prośby o danie czasu, kolejne obietnice i prośba o jeszcze 500 dni spokoju. Gdzie rozmyła się legsilacyjna ofensywa jesienna? Kończy się kadencja, a tzw. pakiety ustaw ciągle nie są gotowe, a rząd ich nie może jakoś z siebie wyrzygać wreszcie! Kto miałby to zrobić? Żadnych wysokiej klasy specjalistów z przemyślanymi receptami na to chore państwo nie było, tylko partyjni żołnierze, tylko zastępy historyków, filozofów i psychatrów! Są przecież zalecenia NIK wynikające z prowadzonych regularnie od lat kontroli, na przykład kontroli kolei, ale żeby je wdrożyć, skorzystać z tej diagnozy i recepty, trzeba by najpierw je zrozumieć i umieć to zrobić, przeprowadzić to leczenie! Politycy Platformy byli nawet na tyle zaślepieni w swej nienawiści do politycznych oponentów, że wyrzucili na śmietnik gotowe, dobre projekty poprzedników, poskreślali planowane przez minister Gęsicką inwestycje przeciwpowodziowe, co strasznie się zemściło podczas ostatnich, letnich powodzi, a i zemści jeszcze podczas najbliższych wiosennych roztopów, niestety! Rząd PO-PSL woli dawać się nawet co i rusz stawiać do kąta Komisji Europejskiej, tłumaczyć się przed Unią, aby tylko dalej nic nie robić...
Wbrew słowom profesora Wnuka-Lipińskiego żadna walka polityczna nie rozgorzała i nie rozgorzeje wokół żadnej reformy zdrowia, ani żadnej reformy finansów publicznych, ani reformy KRUS, ani żadnej innej. Zwyczajnie, nie ma o czym mówić!
Żadnych ustaw w szufladach nie było i nie ma, żadnych koncepcji, poza jedną - wysprzedaż majątku państwowego, pozbycie się kłopotu z zarządzaniem i pozostawienie sobie tylko samej słodyczy władzy politycznej. Sprzedaż to jednak nie reforma.To dalsze kłopoty...
http://www.rp.pl/artykul/16,586093-Ludzie-wciaz-sie-boja-PiS.html
„Jedenaście dni temu dość mało znany bloger Mieszczuch7 napisał bardzo ciekawą notkę p.t. "Nowy mur - warszawski". Jako pierwszy zauważył on, że dzięki stalowym barierkom Pałac Prezydencki zaczął przypominać warowną twierdzę. Porównał on to do muru oddzielającego Żydów od Palestyńczyków oraz do wysokich płotów, które rozdzielają katolików i protestantów w Belfaście. Później także inni publicyści /n.p. Johny Pollack/ czynili podobne porównania, ale Mieszczuch7 był pierwszy. Jego poprzednia notka o ataku na niezawisłość Rzecznika Praw Obywatelskich też była bardzo interesująca. Warto zaglądać na ten blog.” elig, 28.08.2010
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka