Znów pojawiają się newsy z Sudanu. Zachodnie media jak hieny zwabiło nowe napięcie polityczne w tym kraju, związane z referendum o secesji Południa i Północy, ostatecznym rozdarciem Sudanu. Jest realne ryzyko eskalacji zamieszek, które zawsze się pojawiały, wbrew porozumieniu z 2005 r. Powiedziałbym nawet, wysokie prawdopodobieństwo zamieszek, które mogłyby stać się ewentualnym pretekstem do przełożenia terminu referendum. Jest też obawa, że takie zamieszki mogą się w każdej chwili przekształcić w kolejną krwawą wojnę.
My, Polacy, nie nauczyliśmy się jeszcze traktować relacji wojennych jako ewentualnej atrakcji, dodatku do nudnej kolacji. Doniesienia te przyjmujemy z niepokojem, są dla nas męczące, nieraz trudne do zniesienia.
Zachodnie media epatują przy każdej okazji słowem "ludobójstwo", przypominają liczby zabitych w Darfurze i na Południu. Dlaczego mówią tak łatwo o ludobójstwie w Sudanie czy w Ruandzie, a nie przejdzie im przez gardło, żeby powiedzieć o ludobójstwie w Czeczenii czy ostatnio w Gruzji? Czy tam nie było czystek etnicznych, nie zbombardowano całych gruzińskich wsi i miasteczek? Za to popularny francuski reportażysta pisze, że "Rosjanie znów dali im [Czeczenom] do wiwatu." (1) A dlaczego żaden amerykański polityk czy gwiazdor nie przeprosi za zbombardowanie cywilnych zakładów farmaceutycznych w Sudanie? Dlaczego ci amerykańscy, europejscy politycy, celebryci jadą teraz monitorować referendum w Sudanie, a nie chcą widzieć, co robią ze swymi sąsiadami Rosjanie?
Patrząc na zdjęcia w gazetach czy telewizyjne relacje z Sudanu, pamiętajmy że zachodnie media jeszcze do niedawna pokazywały jako ilustrację do wiadomości z Polski chudą chabetę ciągnącą pług, a za nią garbatego chłopa. NIe wyrabiajmy sobie na podstawie zdjęć dzieci ze wzdętymi brzuszkami opinii na temat całego Sudanu. Są tam dzieci umierające z głodu i chorób, to prawda, ale są tam też dzieci, którym niczego nie brak. Ten kraj jest jak wielki kocioł, w którym jest wszystko, wszystkie języki, kolory skóry, wyznania i poglądy. Wszystko razem, przemieszane, złożone, płynące w ciągłym ruchu.
Sudan wielu z nas kojarzy się z przygodami Stasia i Nell. Może ktoś zainteresował się akcją pomocy na rzecz budowania studni w Sudanie, która była promowana wielkimi bilbordami na ulicach stolicy. Może ktoś miał kontakt z Salezjanami, którzy "od zawsze" pomagają Sudańczykom. Może ktoś słyszał o heroicznej walce o życie sudańskich dzieci i emancypację dziewczynek siostry Teresy Roszkowskiej. Może nawet znacie kogoś, kto był, jest wolontariuszem lub pracownikiem jednej z organizacji międzynarodowych w Sudanie. Nie mogę zapomnieć o polskich archeologach, walczących o zachowanie cudów starożytnej kultury. Ani o naszych pilotach, którzy rozpylają środki przeciw szarańczy, zapobiegające szerzeniu się malarii. Jest tak wiele więzi!
Wreszcie każdy Polak, przebywający w Sudanie, może zawsze liczyć na gościnność i pomoc doktora Husseina Mohammeda Hassana, polskiego konsula honorowego. Przyjechał on do Polski w latach 50-tych jako jeden z pierwszych afrykańskich stypendystów. Po nauce języka polskiego w Łodzi, studiował medycynę w Warszawie. Bardzo ciepło go wspominają jego dawni koledzy. Studiował też dziennikarstwo i nauki polityczne, a dla wydziału arabistyki UW napisał podręcznik arabskiego dla Polaków, wielokrotnie wznawiany. Miał kontrakty w Wielkiej Brytanii czy Arabii Saudyjskiej. Jednak w latach 70-tych zdecydował się powrócić do ojczystego Sudanu. Tam musiał odpracować rządowe stypendium w biednej południowej prowincji i zaczynał znowu od zera. Dzisiaj ma własną klinikę w Chartumie i cieszy się powszechnym szacunkiem. Nie zapomniał języka polskiego.
O Sudanie można mówić bez końca. Nie można też skończyć poznawania tego kraju. Niby nie ma w nim nic ładnego: bezdroża, pustkowia aż po horyzont, proste gliniane mury prostych domostw, z rzadka suchy, kolczasty krzak, obgryzany przez kozy. Piękno tego kraju tworzą ludzie. Sudańczycy są niezwykle gościnni, przyjaźni, życzliwi, uczynni. Nigdzie nikt nie obdarował mnie takim uśmiechem, tak pełnym radości życia.
Dlatego jestem po stronie pokoju, czyli jednego, wielkiego Sudanu. Sudanu, którego idea istnieje już chyba tylko w naszych umysłach. Sudanu, który mógłby wreszcie zniwelować skutki rządów Brytyjczyków i niepotrzebne podziały. Sudanu, w którym przestałyby wreszcie mieszać inne państwa i wzniecać nowe rozruchy, wyrywać części jego terytorium bogate w ropę i inne cenne surowce. Sudanu, który doczekałby się wreszcie dobrego gospodarza i prawdziwej niepodległości.
(1) "Linia zanurzenia", powieść reportera Jean'a Hatzfelda, Warszawa 2010 - 1-szy laureat Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż litereacki
(2) "Sudan. Czas bezdechu" , reportaż Konrada Piskały, wyd. WAB, Warszawa 2010 - tę książkę gorąco polecam!
„Jedenaście dni temu dość mało znany bloger Mieszczuch7 napisał bardzo ciekawą notkę p.t. "Nowy mur - warszawski". Jako pierwszy zauważył on, że dzięki stalowym barierkom Pałac Prezydencki zaczął przypominać warowną twierdzę. Porównał on to do muru oddzielającego Żydów od Palestyńczyków oraz do wysokich płotów, które rozdzielają katolików i protestantów w Belfaście. Później także inni publicyści /n.p. Johny Pollack/ czynili podobne porównania, ale Mieszczuch7 był pierwszy. Jego poprzednia notka o ataku na niezawisłość Rzecznika Praw Obywatelskich też była bardzo interesująca. Warto zaglądać na ten blog.” elig, 28.08.2010
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka