42 obserwujących
891 notek
910k odsłon
1186 odsłon

O strachu, śmierci dziecka w ogniu i słowach Bartoszewskiego

Wykop Skomentuj32

Dzień Żołnierzy Wyklętych uczciłem dłuższą chwilą zadumy nad książką o Józefie Kurasiu, pt. "Ogień, król Podhala" Jana Szczerkowskiego. Nie, to nie żadna nowość, wydana w 2006 r. , skromna książeczka. Kupiłem ją już dawno i czekała na właściwy moment.

Jest tu taki opis, który poleciłbym szczególnie panu Bartoszewskiemu, który jako urzędnik  państwowy udziela nieodpowiedzialnych, szkodzących Polsce wywiadów dla zagranicznych mediów. W swojej ostatniej wypowiedzi wyznał on, że w czasie okupacji bał się bardziej Polaków - kapusiów, niż samych hitlerowców. Jest to wartościowanie, w sposób oczywisty krzywdzące dla Polaków, wypaczające historię. Nadto, przypomnieć należy, że wypowiadając się publicznie, wypowiada się on jako przedstawiciel urzędu, Kancelarii Premiera Rady Ministrów, a nie jako osoba prywatna. Tymczasem urząd ten udaje, że sprawa go nie dotyczy, a rzecznik prasowy rządu nabrał wody w usta!

Wypowiedź Bartoszewskiego kojarzę też z innymi, nieprzyjaźnie odnoszącymi się do naszego kraju na forum międzynarodowym, między innymi Andrzeja Wajdy czy śp. Bronisława Geremka. Media francuskie, włoskie, belgijskie czy niemieckie chętnie podchwytują każde takie enuncjacje, co przysparza sławy, sławy, lecz nie chwały. Tak się składa, że osoby te, pozwalające sobie kalać polskie gniazdo za granicą, są pewnymi symbolami, marką, autorytetami dla środowiska Platformy Obywatelskiej, partii rządzącej i z tego względu uważam to za szczególnie szkodliwe i na tyle istotne, że nie można nad tym przejść do porządku dziennego.

A zatem Bartoszewski twierdzi, że podczas okupacji należało się bardziej obawiać sąsiadów, niż Niemców. a ja mam właśnie przed oczami opis takiej sceny:

Nocą 29 czerwca 1943 r. dom rodzinny Józefa Kurasia w Waksmundzie  otoczyli żandarmi niemieccy. Stało się to  prawdopodobnie po zadenuncjowaniu przez nienawidzącego go ziomka, rywala wobec pierwszej miłości Kurasia.. W odwecie za zabicie dwóch niemieckich policjantów na oczach specjalnie spędzonych mieszkańców całej wsi spalili oni jego dom rodzinny, zastrzelili ojca i żonę, a 2,5 letniego synka wrzucili w ogień, gdzie spłonął żywcem. "Ludzie stali w niemym milczeniu, śmiertlenie przerażeni widokiem wijącego się w ogniu dziecka". (str. 34)

Otóż, to nie sąsiad wrzucił polskie dziecko do ognia, żaden z sąsiadów. Chociaż na Podhalu akurat najwięcej było konfidentów, wielu dobrowolnie, inni pod szantażem i groźbą. Ludzie byli poddani paraliżującemu terrorowi. Jeden z sąsiadów  zakapował, to fakt, z zazdrości,  miłości, osobistej zemsty, ale czy mógł on przypuszczać, jak wielki ciężar weźmie przez to na swoje sumienie? Czy mógł on wyobrazić sobie,  że Niemcy w tak okrutny sposób zabiją starca, kobietę i dziecko, a jego rywal, o ironio,  dalej będzie chodził po tej ziemi? A czy Niemcy nie zrealizowaliby swojego przerażającego planu odwetu i bez tego żałosnego kapusia? Mogli przecież spalić całą wieś, zabić wszystkich 500 jej mieszkańców...

Takich dramatów były setki, a może i tysiące,  podczas okupacji, ale z zasady palenie chałup lub całych wsi odbywało się bez żadnego dodatkowego doniesienia, a wyłącznie z inicjatywy Niemców. Całe wsie były palone w odwecie za pomoc dla partyzantów, czy za przechowywanie Żydów. A jednak ludzie pomagali. To nie sąsiad wrzucił malutkiego  Zbysia w ogień, to były niemieckie ręce. Panie Bartoszewski, kogo bali się ci wszyscy ludzie, którzy musieli na to patrzeć i  nie mogli przyjść dziecku na ratunek?

Wykop Skomentuj32
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale