0 obserwujących
72 notki
44k odsłony
  888   0

Bińkowski: Wszystko ma zostać po staremu

 Wszystko ma zostać po staremu, czyli Arłukowicz w rządzie

„Dla premiera to strzał w dziesiątkę. Powołując takiego pełnomocnika pokazuje, że bliskie mu są problemy osób wykluczonych, chce się pochylić nad ich losem, pomóc im wydźwignąć się z tej trudnej sytuacji.”

Agata Nowakowska ('Dobry interes Arłukowicza i Tuska', gazeta.pl)

 


Wtorkowa nominacja posła SLD Bartosza Arłukowicza na pełnomocnika rządu ds. wykluczonych może być rozpatrywana na kilku płaszczyznach. Istnieje poziom czysto politycznych rozgrywek, strategii marketingowych i partyjnych kadrowych „ruchawek” (kto z kim?, kto do kogo?, co na szef SLD?, co z osamotnionym PJN? itd.). W takim ujęciu możemy rozważać czy Donald Tuska jest, czy nie jest geniuszem politycznego public relations, opisywać, bądź demaskować prawdziwe przyczyny takich a nie innych decyzji oraz efekt, jaki będą miały dla sondaży i społecznego odbioru obozu władzy. Obawiam się, że skończy się to prędzej czy później standardowymi jękami nad wylewającym się z tego rządu PR-em czy uwielbianymi ponoć przez Tuska tematami zastępczymi. Desperackie pohukiwania ubrane w demaskatorski kostium mają być chłodnym analizami politycznymi, ale ograniczają nasze pole widzenia tylko do partyjnej „bieżączki”. Tego typu opisy rzeczywistości polityczno – medialnej nie są w stanie pokazać całej złożoności sytuacji. Oczywiście, ciekawa byłaby interpretacja tej decyzji w kontekście kampanii wyborczej i dążenia spin – doctorów PO do częściowego sparaliżowania ataków na rząd przeprowadzanych z pozycji prospołecznych, populistycznych, ale na to przyjdzie czas za kilka miesięcy.

Ten drugi poziom dotyczy natomiast spraw bardziej zasadniczych i związanych ściśle z zadaniami nowego pełnomocnika, czyli z realnymi problemami społecznymi, postulatami koniecznych zmian oraz sposobem traktowania tych zagadnień przez rząd. A dlatego, że ma być o ważnych kwestiach dalej nie warto nic pisać o Panu Arłukowiczu i marketingowych błyskotkach Pana Tuska. W takim ujęciu (konfrontującym realne problemy wykluczonych i skalę biedy w Polsce z realna praktyką władzy Tuska et consortes) utworzenie nowego stanowiska – przypomnijmy: pełnomocnika rządu do spraw osób wykluczonych (zajmującego się organizowaniem kontaktów między rządem i administracją państwową a ludźmi wykluczonymi) – jest ponurym żartem i kpieniem sobie z biednych ludzi, którym ma pomagać pełnomocnik. Gest ten doskonale ilustruje za to sposób traktowania w Polsce polityki społecznej i walki z wykluczeniem. Mamy więc rozmywanie odpowiedzialności, bezmyślne mnożenie bytów bez konkretnych kompetencji i możliwości działania, pozorowane akcje nastawione na chwilowe zainteresowanie publiki, zdobycie uznania w oczach mediów i miana zatroskanego, „prospołecznego” Ojca Narodu. W praktyce jednak nie są wykorzystywane sprawdzone instrumenty instytucjonalno – prawne, które rząd już ma w swoich rękach, które działają (lepiej lub gorzej, w przypadku tego rządu raczej gorzej, bo bez dobrej wiary i chęci prospołecznej korekty) oraz posiadają niezbędną „obudowę” proceduralną i organizacyjną.

Żeby polityka społeczna zaczęła funkcjonować konieczne jest przede wszystkim wzięcie odpowiedzialności za problemy biednych i wykluczonych, odwaga w wyznaczaniu sobie celów i w podejmowaniu decyzji, wola działania. W sytuacji gdy tych cech nie ma, tworzy się coraz to nowe instytucje, organy rządowe, które mają coś robić, ale nie do końca wiadomo, co i jak mają robić, ani jakie mają być efekty tych działań. A tak naprawdę lepiej, żeby niczego ważnego nie robiły, bo co psuć humor i niepotrzebnie stresować Jana Vincenta, Jana Krzysztofa, chwilowo obrażonego Leszka czy przyjaciół z BCC. Posunięciom Premiera przyświeca jak widać znane zdanie z „Geparda” Lampedusy: „We Włoszech musi się zmienić wszystko, żeby nie zmieniło się nic”. Różnica polega na tym, że we współczesnej Polsce wystarczy przestawienie kilku pionków na partyjnej szachownicy i już mamy gwarancję spokojnego panowania bez konieczności jakichkolwiek poważnych ruchów.

Spójrzmy na informacje płynące z Kancelarii Premiera. W komunikacie Centrum Prasowego Rządu wskazano krąg podmiotów, potencjalnych beneficjentów empatii i zaangażowania posła Arłukowicza, które zbiorczo określono jako „wykluczonych”. Są to: dzieci, bezrobotni, rodziny wielodzietne, osoby niepełnosprawne czy starsze. Wydaje się, że rząd trafnie rozpoznał grupy społeczne i osoby zagrożone pauperyzacją. Należy z uznaniem przyjąć takie głębokie rozeznanie władzy w problemach socjalnych swoich obywateli. Działania Arłukowicza, już jako pełnomocnika, mają polegać na wzmocnieniu koordynacji, wspomożeniu wykorzystania, dokonaniu przeglądu, stworzeniu zespołu oraz uczestniczeniu pracach i wydarzeniach. Że przebija z tego polityczna nowomowa i oschły język urzędniczego okólnika? Zachowajmy spokój. Zagorzali krytycy już pewnie szykują ostrze złośliwej repliki, ale niech cierpliwie poczekają. Pan pełnomocnik Arłukowicz może przecież uszlachetnić te suche zapisy i nadać im, dzięki zaangażowaniu i przymiotom lewicowego ducha realny, funkcjonalny wymiar, z korzyścią dla pokrzywdzonych i słabszych. Osobiście dodałbym do tej listy jeszcze wizyty gospodarskie na terenach zagrożonych wykluczeniem, bezpośredni nadzór nad placówkami zajmującymi się pomocą czy osobiste kontakty z osobami stojącymi w kolejkach przed MOPS- ami czy Urzędami Pracy.

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale