0 obserwujących
72 notki
44k odsłony
  1102   0

Białek: O solidarność lemingów z moherami

 W bardzo ciekawym tekście Monika Bobako pokazuje, że w Polsce walka klasowa nie toczy się jedynie w wymiarze ekonomicznym, ale również kulturowym. Autorka argumentuje, iż na przegranych transformacji dokonuje się proces urasawiania. Znaczy to, że ośrodki wpływu starają się opisywać robotników, bezrobotnych, czy byłych pracowników PGR-ów, jako ludzi w pewien sposób gorszych od tych, którym powiodło się po przemianach roku 89′. Media, „eksperci”, a czasem nawet utytułowani naukowcy przedstawiają osoby, których status znacząco pogorszył się po transformacji jako ludzi niezaradnych, niepotrafiących się dostosować do nowych warunków, zbyt mało mobilnych, czy innowacyjnych, a czasem po prostu jako brudną, niedouczoną, roszczeniową tłuszczę.

Dzięki takim zabiegom wykluczenie ludzi biednych nie ogranicza się jedynie do kryteriów czysto finansowych, ale dotyka ono samego sedna – tzn. wykluczeni ekonomicznie zostają również „wyrzuceni” poza obręb cywilizowanego społeczeństwa. Głos takich osób przestaje być warty uwagi, nie musi być reprezentowany w debacie publicznej, gdyż ludzie ci są „zbyt zacofani”, ażeby ktokolwiek ich słuchał.

Główną funkcją zabiegu urasowienia jest samousprawiedliwienie się elit. Płacimy robotnikom niskie pensje, bo przecież ci na więcej nie zasłużyli. Blokujemy im awans, bo są starzy i nieprzystosowani. Nie interesuje nas głos biednych, bo przecież oni i tak nie rozumieją mechanizmów nowoczesnej demokracji i ekonomii. Odbieramy im dzieci i sterylizujemy, gdyż „margines rodzi margines”. Jednak jak pisze Bobako: „Mówiąc o urasowianiu w kontekście polskiej transformacji mam na myśli mechanizm legitymizowania nierówności i wyzysku, zgodnie z którym najpierw wytwarza się i esencjalizuje pewne charakterystyki upośledzonych ekonomicznie grup społecznych, a następnie wskazuje się je jako przyczynę, a także uzasadnienie tych nierówności [podkreślenie moje]”. W rzeczywistości zatem, to, co przedstawia się jako osobnicze cechy kulturowe odpowiadające za „przegraną” ma na celu ideologiczne uzasadnienie i usankcjonowanie tworzącego się w Polsce nowego porządku społecznego i ekonomicznego. Porządku, który odpowiada za wyzysk ekonomiczny i marginalizację społeczną osób określanych jako przegrani transformacji.

Można przypuszczać, iż rasizm kulturowy, który na początku miał wytłumaczyć powstające różnice klasowe z czasem stał się ich motorem. Im bardziej upadlane są pewne grupy społeczne, tym łatwiej je wyzyskiwać. Wszelkie dane wskazują, że poziom nierówności w Polsce systematycznie rośnie. Dla przykładu: w 1998 r. odsetek pracowników pobierających pensję poniżej 50% średniej krajowej wynosił 11,9%, w roku 2008 współczynnik ten osiągnął poziom 18,5%. Mamy zatem do czynienia z coraz większym rozwarstwieniem społecznym; bogaci stają się coraz bogatsi, a biedni z każdym rokiem pogrążają się w ubóstwie.

Należy tu jednak zauważyć, iż w ramach ustroju demokratycznego trudno jest urasowić większość społeczeństwa. Warto pamiętać, że sam rasizm kulturowy może być pomocny w wytwarzaniu różnych tożsamości grupowych. Skoro politycy i media ciągle na nas plują, to może rzeczywiście mamy coś wspólnego; skoro mamy coś wspólnego, to możemy wspólnie zacząć walczyć o swoje prawa. Proces taki jest dość dobrze widoczny na przykładzie Afroamerykanów, którzy wspólną tożsamość uzyskali tak naprawdę „dzięki” rasizmowi białych Amerykanów. Przecież człowieka z terenów dzisiejszego RPA, łączyło tyle z mieszkańcem doliny Konga, co Portugalczyka z Białorusinem, a jednak w USA ludzie pochodzący z Afryki wytworzyli wspólną tożsamość. Dlatego też grupy posługujące się narzędziem urasawiania muszą być wyjątkowo ostrożne. Nie można objąć rasizmem kulturowym większości społeczeństwa, gdyż wtedy po jakimś czasie większość ta dojdzie do władzy.

W ramach demokracji urasawianie musi zostać wzbogacone o czynnik, który jest nieobecny w tekście Bobako. Idzie mi o antagonizujący aspekt polityki rasizmu kulturowego. Skoro większość społeczeństwa jest wyzyskiwana, a jednocześnie nie jest możliwe, by urasowić wszystkich podlegających wyzyskowi, to należy podzielić wykorzystywaną większość na gorszych i lepszych, szczując jednych przeciw drugim. Twierdzę, że z takim właśnie zjawiskiem mamy do czynienia w Polsce.

„Gorsi” zostali bardzo dobrze opisani w tekście Bobako. „Lepsi” to przede wszystkim „młodzi, wykształceni, z większych ośrodków”. W zdecydowanej większości również podlegają oni wyzyskowi (choć jest to wyzysk innego rodzaju). Zatrudnieni w najlepszym razie na umowy śmieciowe, a w najgorszym tułający się ze stażu na staż, zarabiają zdecydowanie poniżej średniej krajowej oraz własnych kwalifikacji. Tworzą tzw. prekariat, klasę żyjącą w ciągłej niepewności i lęku przed jutrem.

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale