W Białym Domu wiedzą o polityczno-rządowym burdelu w Polsce, wywołanym szarogęszeniem się Nałroki – bo tak Amerykanie wymawiają nazwisko nowego prezydenta. Doskonale orientują się, że Nałroki ma zero doświadczenia dyplomatycznego i że jest nowicjuszem w polityce. Wiedzą, że będzie go można wykorzystać jak dziecko na plebanii. Oznacza to, że będą tak łaskotać ego Nałroki, aż złoży jakieś obietnice bez pokrycia – na zakup uzbrojenia lub budowę świątyni pod wezwaniem Trumpa, skoro fort nie przeszedł.
Trump nie jest zadowolony, że w Polsce jest 10 tys. amerykańskich żołnierzy. To dla niego są marnowane pieniądze, a izolacjonistyczny ruch MAGA go w tym popiera. Przeciętny Amerykanin nie wie, gdzie leży Polska. Może koło Rosji? Nie ma zielonego pojęcia, gdzie jest stolica Polski. Może Cracow? Kto jest prezydentem? Może Wałęsa? W świadomości przeciętnego Amerykanina Polska to pierogi, kiełbasa, Wałęsa, Lełandoski, wódka i dowcipy o Polaczkach (Polish jokes), czyli brudnych, głupich, chciwych, ciemnych katolikach. Światlejsi Amerykanie słyszeli jeszcze o „John Paul the Second”, Auschwitz, polskim antysemityzmie i Solidarity, co dla nich znaczy tyle samo co Walesa.
Polska jest wielkości Nowego Meksyku – czyli jednego z pięćdziesięciu stanów Ameryki – i ma dla Trumpa jedynie wartość drugiej Ukrainy, czyli drugiej zapory na drodze rozlewającej się Rosji.
Nałroki dostanie więc od Pomarańczowej Twarzy paciorki i koraliki zaraz po tym, gdy wyjmie nos z jego zadka. A bratnia polska MAGA będzie wniebowzięta.
Jolanta Saacewicz - autor




Komentarze
Pokaż komentarze (5)