ZBIGNIEW ZIOBRO - UCHODŹCA ZE ZGNIŁEJ REPUBLIKI BANANOWEJ
Bywają newsy, które człowieka wyrywają z porannej rutyny mocniej niż espresso z gruzem. A ten dzisiejszy to już prawdziwe tornado absurdu. Oto Zbigniew "Złote Usta Nienawiści" Ziobro, były minister sprawiedliwości, prokurator generalny, samozwańczy szeryf i faktyczny destruktor polskiego wymiaru sprawiedliwości, ogłasza światu, że dostał... azyl polityczny na Węgrzech. Tak, dobrze czytasz. Uciekł pod skrzydła Viktora "Praworządność po mojemu" Orbána.
Zamienił Temidę na gulasz, Trybunał Stanu na langosza, a odpowiedzialność konstytucyjną na koc w kolorach flagi Węgier. Gdyby to nie było żałosne, byłoby przezabawne. Ale żałosne jest, bardzo!
AZYL DLA KANALII
Zgodnie z logiką przedstawioną przez mecenasa Lewandowskiego, jego klient nie uciekł przed sprawiedliwością. Nie, broń Boże. On podobno "wybiera walkę". A ta walka polega na tym, że schował się w Budapeszcie za kotarą czardasza, jak dziecko bawiące się w chowanego, które myśli, że skoro ono nie widzi nikogo, to nikt nie widzi jego.
Ziobro, człowiek, który przez lata drwił z idei niezależności sądów, niszczył kariery sędziów, zastraszał lekarzy, szykanował dziennikarzy, teraz drze się przez internet, że jest ofiarą "psychopatycznej zemsty Tuska". Trzeba mieć skórę jak pancernik, albo ego jak Trump po trzech redbullach, żeby w ogóle wypowiadać te słowa bez czkawki ze wstydu.
PIJAROWY LANGOSZ
Tchórzostwo w tym wypadku to za mało powiedziane. To tchórzostwo polane lukrem manipulacji, obtoczone w panierce populizmu i podane na tacy nacjonalistycznej propagandy. Ziobro wie, że w Polsce grozi mu proces. Za 26 zarzutów. Dwadzieścia sześć. Nie sześć. Nie dwa. Dwadzieścia sześć. Od kierowania zorganizowaną grupą przestępczą po malwersacje Funduszem Sprawiedliwości, który bardziej przypominał pralnię polityczną niż narzędzie wsparcia ofiar przestępstw.
Ten sam człowiek, który przez lata uważał się za obrońcę suwerenności, teraz będzie bronił tejże suwerenności z Budapesztu. I to zapewne z balkoniku jakiegoś apartamentowca, w przerwie między spotkaniem z Romanowskim a briefingiem z Orbanem, jak z jakiegoś taniego spin-offu House of Cards.
DZIELNY SZERYF I JEGO BAGIENKO
Ziobro przez lata uprawiał polityczne szambonurkowanie. Zamiast budować instytucje, budował sieć lojalnych wykonawców. Neo-KRS, Izba Dyscyplinarna, rzecznik Lasota i jego kompani, przestawianie sędziów jak mebli w PRL-owskim hotelu robotniczym. A teraz? Teraz ten odnowiciel moralności publicznej, ten samozwańczy Torquemada IV RP... zwiewa przed odpowiedzialnością, robiąc z siebie uchodźcę politycznego.
On, który zamieniając urzędy w folwarki, wrzucał ludzi do aresztu na podstawie domniemań i przesłanek politycznych. On, który wysyłał ABW do domów lekarzy, którzy mieli nieszczęście zajmować się jego ojcem. On, którego kampanie antykorupcyjne skończyły się samowolą i upolitycznieniem prokuratury.
KTO SIĘ BOI SPRAWIEDLIWOŚCI?
Ziobro boi się sądu. Ziobro boi się obywateli. Bo wie, co zrobił. Bo wie, że śledztwa, które ruszyły, nie są efektem zemsty, ale potrzeby przywrócenia minimalnych standardów państwa prawa.
Na koniec zostaje tylko pytanie: co dalej? Czy będzie teraz publikował manifesty z Budapesztu? Będzie bronił żony jak Achilles Patroklosa? Będzie prosił Orbana o "status bojownika wyklętego"?
I najważniejsze: czy przypadkiem Orban nie powinien wybudować w Budzie jakiegoś mini-Sybiru dla tych wszystkich uchodźców politycznych z PiS? Bo jeśli tak to pójdzie dalej, to trzeba będzie zamawiać kolejne baraki. A do nich dorzucić jeszcze jakiś szalet dla Kamińskiego, osobne skrzydło dla Romanowskiego, i całą alejkę dla wstydu.
A POLSKA?
Polska? Polska czeka. Polska pamięta. I Polska rozliczy. Nawet z Budapesztu. Nawet przez Extradition Express. Nawet, jeśli trzeba będzie Ziobrze wysłać Pocztą Polską wezwanie na rozprawę, z dopiskiem: "dla pana Zbigniewa, uchodźcy, pokój 214, hotel "Orban Plaza".
Bo żadne weta, azyle i langosze nie ochronią przed prawdą. Ani przed paragrafem.
I za to może warto dzisiaj wypić espresso. Bez cukru. Bo gorycz była i tak wystarczająca.
RODZINA JAK TARCZA, CZYLI WĄTEK KOTECKIEJ
W tej operetce ucieczkowej pojawia się jeszcze jeden refren – żona. Zbigniew Ziobro, niczym bohater brazylijskiej telenoweli klasy B, ogłasza, że wystąpił o międzynarodową ochronę także dla Patrycji Koteckiej-Ziobro. Uzasadnienie? Klasyka gatunku: dzieci, łzy, zakładnicy, „psychopatyczna zemsta Tuska”. Brakuje już tylko smyczków w tle i narratora z offu.
Ziobro twierdzi, że jego żona ma stać się ofiarą represji, bo… państwo zaczęło zadawać pytania. A pytania są banalnie proste i boleśnie konkretne. Jak to możliwe, że osoba bez szczególnych kompetencji menedżerskich zrobiła błyskawiczną karierę w spółce z udziałem Skarbu Państwa? Jak to możliwe, że miesięczne wynagrodzenia i premie wyglądały jak wygrana w totolotka pomnożona przez polityczne koneksje? I wreszcie: dlaczego audyty w PZU wykazały setki milionów strat oraz partyjny klucz przy obsadzaniu stanowisk?
Plotki, przecieki, nieoficjalne rozmowy? Owszem, krążą. Ale nawet bez nich fakty są wystarczająco wymowne. To nie jest prześladowanie. To jest kontrola. Rzecz, której środowisko Ziobry panicznie nie znosi, bo przez lata żyło w przekonaniu, że państwo to prywatna szafa grająca.
ROMANOWSKI – PIERWSZY UCHODŹCA, DRUGI W KOLEJCE
Ziobro nie jest pionierem. On tylko dołącza do kolegi. Marcin Romanowski – dawny wiceminister sprawiedliwości, prawa ręka Ziobry i beneficjent Funduszu Sprawiedliwości – już wcześniej zasilił węgierską kolonię strachu. Człowiek z uchylonym listem gończym, podejrzewany o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, dziś opowiada o „walce o praworządność” zza Dunaju.
To wygląda jak kabaret, ale kabaret o bardzo gorzkim finale. Dwóch ludzi, którzy decydowali o losach prokuratury i sądów, dziś uciekają przed tym samym wymiarem sprawiedliwości, który sami zdemolowali. Jakby podpalacz narzekał, że jest mu za ciepło.
SEJM, CZYLI ZIMNY PRYSZNIC
Reakcje w Polsce? Dalekie od histerii. Raczej chłodne, rzeczowe i – co dla Ziobry najgorsze – bardzo spokojne. W Sejmie padły zapowiedzi wstrzymania wynagrodzenia, analizy statusu poselskiego, ograniczenia przywilejów. Włodzimierz Czarzasty, tym razem bez specjalnych emocji, stwierdził rzecz oczywistą: kto ucieka, ten się boi. I że państwo nie jest od finansowania emigracyjnych dramatów polityków z problemami karnymi.
Politycy koalicji rządzącej nie rzucają gromów. Padają raczej słowa: „tchórzostwo”, „upadek”, „demoralizacja”. Minister Sikorski pyta ironicznie, czy kolejnym przystankiem będzie Mińsk albo Moskwa. I w tym pytaniu jest więcej logiki niż w całym manifeście Ziobry.
FINAŁ: AZYL JAKO EPITAFIUM
Azyl na Węgrzech to nie jest akt odwagi. To epitafium. Polityczne, moralne i historyczne. Zbigniew Ziobro przechodzi do annałów nie jako reformator, ale jako człowiek, który najpierw zniszczył instytucje, a potem uciekł przed ich odbudową.
I może właśnie dlatego ta historia tak boli. Bo to nie jest opowieść o jednym polityku. To opowieść o całym systemie cynizmu, który właśnie pakuje walizki.
Langosz stygnie. Gulasz się przypala. A sprawiedliwość? Sprawiedliwość jest cierpliwa. I ma bardzo dobrą pamięć.
(https://www.facebook.com/groups/1391296314909107/permalink/1802192107152857/)
https://www.facebook.com/groups/1391296314909107/user/61577107874294/





Komentarze
Pokaż komentarze (9)