Jeszcze nie tak dawno temu Polską zawładnęła koniecpzpn-owa mania. Ku mojemu zaskoczeniu Polacy zjednoczeni, jednomyślnie zbojkotowali mecz reprezentacji na śląskim gigancie. Co prawda przyszła garstka kibiców, ale akcja "pusty stadion" została jednogłośnie okrzyknięta sukcesem. Strona koniecpzpn.pl zaczęła bić rekordy odsłon, akcję popierało coraz więcej kibiców, a w mediach trąbili na okrągło o konflikcie na linii leśne dziadki-kibice. Jednym słowem: wojna!
Kto wygrał? Chyba PZPN-owcy. Nie dlatego, że są tak sprytni, czy inteligentni. Ich odpowiedzi na ataki ze strony mediów tylko zaogniały sytuację. Że wspomnę prezesa Latę, który mówił o garstce kibiców, cypryjskim serwerze, Kręcinie, który nerwowo zaczął wyliczać ile to pieniędzy PZPN wydał na szkolenie młodzieży (breloczki dla dzieciaków z liceum), czy Janusza Atlasa, który w mediach był tak agresywny, że aż odpychający(nazywanie kibiców chuliganami, bandytami itp.).
Nagle dowiadujemy się, że pan Gieleciński wywodzi się z lewackich kręgów SLD i obecnie pracuje w agencji reklamowej Glob Media, a pan Dariusz Doroziński pracuje w agenci PR.
Wielu ludzi, którzy są wśród tych 320tys. zapisanych jako popierających akcję koniecpzpn po tej informacji poczuło się manipulowanymi, inni nie mają zamiaru zadawać się z "lewakami". Do tego w pana Filipa uderzyły inne stowarzyszenia kibicowskie, zarzucając mu, że jest człowiekiem z nikąd, który nie jest prawdziwym kibicem, raczej karierowiczem. -Cios pierwszy.
"Akcja znicz" - pomysł organizatorów. Miał pokazać, że za tymi 320 tysiącami wirtualnych kliknięć stoją ludzie z krwi i kości. Miał dać do myślenia władzą PZPN i jeszcze wyraźniej zwrócić uwagę mediów na protest. Akcja wypadła blado, żeby nie powiedzieć bardzo źle. I raczej nie zaangażowało się w nią nawet 20 tys. protestujących (może 2tys?). Media nie przejawiły w związku z tym zbytniego zainteresowania tą inicjatywą. Tak więc „Stowarzyszenie Obrońców i Sympatyków dla Polskiej Piłki” strzeliło sobie w nogę. -Cios drugi.
Ostatnim krokiem do unicestwienia wrzodu, jakim niewątpliwie zaczynał być protest koniecpzpn, było pójście zarządu na ustępstwo w sprawie selekcjonera. Prezes Lato ogłosił przyspieszenie terminu wyborów nowego trenera, by chwilę potem wymienić kolegę Stefana na popularnego Franza Smudę. A że jest to barwny trener, media dostały nową pożywkę, kibice ucieszeni(w końcu to ich kandydat), a zarząd PZPN odetchnął z ulgą. -Cios trzeci.
A koniecpzpn.pl?
"Ofiarowanie" Smudy kibicom, było zarazem jedynym sukcesem protestu, jak i gwoździem do trumny tej akcji. Bo cóż teraz pozostaje? Trudno się spodziewać, że ludzie nie przyjdą zobaczyć "nowej" kadry Franciszka Smudy, więc akcja "pusty stadion II" odpada. Po za tym, gdyby pan Filip Gieleciński szedł w zaparte i nawoływał do bojkotu kadry odwróciło by się od niego wielu prawdziwych kibiców, fanów Franka. Można organizować marsze i pikiety, ale zapewne nie skruszą one betonu w siedzibie związku.
Pozostaje jednak się cieszyć, bo choć wojna przegrana to bitwa o selekcjonera kadry - PEŁEN SUKCES.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)