Tak, tak proszę Państwa. Jerzy Dudek, lat 32, piłkarz takich klubów jak Feyenoord Rotterdam, czy FC Liverpool powiesił buty na kołek. Był zdecydowanie jednym z najlepszych, nie tylko bramkarzy, ale piłkarzy w polskiej historii futbolu. W Holandii wybierany był najlepszym bramkarzem(1999,2000) i piłkarzem ligi(2000), wielokrotny reprezentant Polski, zwycięzca Ligi Mistrzów. Odszedł jako mistrz, po pamiętnym finale LM 25 maja 2005 roku.
Jurek pokochał Liverpool, atmosferę panującą w klubie i niesamowitych kibiców. Grał naprawdę bardzo dobrze, czym zasłużył sobie na bardzo lukratywny kontrakt. Jednak z czasem zdarzało mu się puścić parę klopsów i trener Rafa Benitez postanowił ściągnąć swojego rodaka Pepe Reinę, który na stałe wyeksmitował Jurka z bramki.
Cóż mógł zrobić Dudi w tej trudnej sytuacji? Zrezygnować z wysokiej pensji i włóczyć się po słabych klubach, które nigdy nie zastąpią mu klimatu "The Reds", ale za to kontynuować piłkarską karierę? Jak widzicie znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Tak więc po finale w Stambule zdecydował zdać sprzęt kierownikowi zespołu i zadekował się do końca kontraktu na jednej z ławek stadionu Anfield Road. Nie była to byle jaka ławka, bo usytuowana najbliżej boiska ze wszystkich ławek! Do tego można było z niej wstać i biegać przy linii autowej obserwując w akcji gwiazdy światowego formatu! Sielanka Jurka w Liverpoolu dobiegła końca w raz z sezonem 2006/2007 i telefonem Jana de Zeeuwa(agenta), który zakomunikował smutną nowinę: "Dudi, contract is ending, they don't want You".
Jerzy znalazł się ponownie w tarapatach, bo co tu dalej robić? Z ławki go przegonili, grać w innym klubie, jak sam stwierdził: "nie bede!". Na jego szczęście odezwał się telefon. Zwykle Dudi nie odbierał nieznanych numerów, ale tego dnia było mu wszystko jedno. Okazało się, że Real Madryt dzwonił z zapytaniem, czy nie chciał by posiedzieć teraz trochę na ich ławce. W końcu Jurek miał już niezłe doświadczenie w tym temacie i mógł by zaopiniować, czy sprzęt jest na miarę jednego z najlepszych klubów świata. Zgodził się bez wahania. I szybko stwierdził że stadion Santiago Bernabeu jest najpiękniejszy na świecie, choć kibice lepiej kołysali go do snu śpiewami na Amfield. Nic to jednak! Bo oto w naszym goalkeeperze odezwała się ambicja! "Chcę robić coś więcej!" - rzekł.
Postanowił zająć się powieściopisarstwem ... i tak oto swoim słodkim pierdzeniem raczy nas na stronie jerzydudek.eudo dnia dzisiejszego. (kropka)
A tak poważnie. Ostatnio byliśmy świadkami próby wskrzeszenia Dudka, przez Stefana Majewskiego. Bardzo lubię Jurka (naprawdę!), ale weźmy pod uwagę, że na Euro 2012 miałby 38, czy 39 lat. Nawet jeśli teraz z formą dawał by radę, to zadajmy sobie pytanie, czy da radę i za 2,5 roku? Nie chodzi przecież o to, aby wygrać parę towarzyskich, a na ME nie mieć składu, bo wszyscy się zestarzeli i już wzrok nie ten.. refleks nie ten... w plecach coś strzyka... Do tego ostatnio Dudek w jednym z wywiadów powiedział, że do Realu Madryt przeszedł dlatego, bo ... przyda mu się doświadczenie wielkiego klubu w przyszłej karierze trenerskiej. Więc pytam, jeśli obecnie swoje działa ukierunkowuje na karierę trenerską, a nie piłkarską, to jak tak bardzo chce jechać z chłopakami na te Mistrzostwa, może spróbuje jako trener?
Na całe szczęście Smuda zapowiedział, że Dudka nie bedzie!


Komentarze
Pokaż komentarze (10)