88 obserwujących
541 notek
588k odsłon
263 odsłony

Filip Białek: Cała naprzód!

Wykop Skomentuj

Filip BiałekPolskość dla wielu jawi się jako problem. Oczywiście moglibyśmy uznać, że jest to ich problem, że nam nic do tego. To oni nie wiedzą, jak znakomitą mamy tradycję, jakich bohaterów narodowych, jaką wspaniałą kulturę wytworzyli Polacy na przestrzeni wieków. Sam nie odczuwam w żaden sposób mojej narodowości jako obciążenia, jednak wydaje się, że jeśli znaczna część społeczeństwa posiada problemy z własną tożsamością narodową, to siłą rzeczy mamy do czynienia z zagadnieniem, które należałoby jakoś rozwiązać.

Chciałbym w tym tekście – w szkicowy sposób – wskazać, skąd biorą się problemy z polskością oraz jak można się ich pozbyć. Proces ów powinien polegać na dojściu do momentu, w którym nasza tożsamość mogłaby być kształtowana przez nas samych, w zgodzie z naszymi potrzebami. Wymagałoby to odrzucenia pewnego sposobu debatowania o polskości. Przyjmuję tutaj perspektywę czysto teoretyczną, nie zajmując się w ogóle tzw. bazą. Jestem świadomy, że niektóre zagadnienia związane z tym, jak siebie postrzegamy, biorą się z pewnych faktów, które zasługują na miano obiektywnych. Dla czystości obrazu wolę jednak pozostać w sferze ideologii. Oznaczać to będzie, że rozwiązania tu proponowane będą zawsze niepełne. Jednak jasne jest, że nikt nigdy nie napisze tekstu, który ostatecznie i ze wszystkich perspektyw opisze dany problem. Warto czasem więc ograniczyć się do pewnego wycinka rzeczywistości, gdyż dzięki temu można zobaczyć pewne rzeczy wyraźniej.

Zacznijmy od ustaleń, które – choć niezbyt odkrywcze – pomogą nam wprowadzić do tekstu pewien porządek. Tożsamości powstają dzięki wychwyceniu różnicy (jest to – rzecz jasna – kwestia bardzo skomplikowana; warto by zastanowić się, co sprawia, że pewne różnice są pomijane, a inne brane pod uwagę) między definiującym się podmiotem a innymi. Gdyby – dla przykładu – wszyscy ludzie posiadali ten sam kolor skóry, to oczywiste jest, że nikt nie czyniłby z koloru skóry czynnika istotnego dla tożsamości. Oznacza to, że koniecznym warunkiem autoidentyfikacji jest spotkanie z innym. Co więcej, to właśnie kwestia tego, kim jest ów inny, jest zasadnicza dla procesu kształtowania tożsamości. Proces ten bowiem nie polega na możliwie najdokładniejszym opisie określanego bytu, ale na podaniu cech, które w danej chwili wydają się najistotniejsze. Poczucie istotności danej cechy lub jej braku zależy właśnie od tego, w jaki sposób postrzegamy innego – co nas najbardziej różni od niego.

Afrykańskie plemię sprzed kolonizacji, które miało kontakt tylko z ościennymi ludami, mogło wytwarzać własną tożsamość jedynie w oparciu o różnice zachodzące między nimi a sąsiadami. Natomiast po kolonizacji częścią ich tożsamości musiały stać się te cechy, które odróżniały ich od kolonizatorów. Jako wniosek możemy więc stwierdzić, że to, w jaki sposób postrzegamy samych siebie, zależy nie tylko od tego, jacy „obiektywnie” jesteśmy, ale również (a może przede wszystkim) od tego, z kim się porównujemy.

Zatem jeśli chcemy rozprawiać o polskości, musimy w pierwszym rzędzie rozpoznać naszego „innego” – punkt odniesienia, który pozwala nam określić siebie samych. Odpowiedź jest dość prosta: tym punktem odniesienia jest Zachód. Jednak zanim przejdziemy do omawiania stosunku wobec Zachodu, warto poświęcić kilka zdań Wschodowi. Jeszcze do niedawna polska tożsamość była również określana przez relację do Rosji. Mówiło się o Polsce jako o mieszaninie pierwiastków łacińskich i słowiańskich, swego rodzaju syntezie. Wskazywano na nasze niejasne położenie. Pytano: czy Polska jest wschodem Zachodu, czy zachodem Wschodu? Czasem taką sytuację afirmowano, twierdząc, że dzięki melanżowi różnych elementów powstała na naszych ziemiach nowa jakość, być może wręcz nowa cywilizacja. Innym razem krytykowano ten stan rzeczy, uznając, że prowadzi on jedynie do chaosu i w gruncie rzeczy uniemożliwia jasne samookreślenie.

Wydaje się jednak, że od upadku ZSRR Wschód przestał zajmować poważne miejsce w debatach tożsamościowych. Jest tak dlatego, gdyż wcześniej pełnił on rolę prawie wyłącznie negatywną. Polacy „od zawsze” uważali się za stojących cywilizacyjnie wyżej od swoich wschodnich sąsiadów. Wschód nigdy nie był potencjalnym punktem dojścia. Służył głównie temu, aby utwierdzić się w opowieści o wyjątkowych wartościach, które posiada nasz naród. Po 1989 roku Polacy całą uwagę skierowali na Zachód, gdyż główny powód definiowania się względem Wschodu – czyli polityczno-militarna dominacja Moskwy w naszym regionie – odchodził w niebyt.

Dominującą narracją Polski transformacyjnej było „doganianie Europy”. Za europejskie wartości, które mieliśmy przyswoić, a których to według ideologów rządzących medialnym przekazem nie posiadaliśmy, uznano wolny rynek (na nasze nieszczęście owa gonitwa za Europą rozpoczęła się, gdy rozkwitał tam neoliberalizm), demokrację, obywatelskość, tolerancję, przedsiębiorczość czy szacunek wobec prawa. Zachód jawił się jako niemal bajkowa kraina, gdzie coca-cola leje się z kranów, na ulicach zawsze jest czysto, a wszystkie konflikty rozwiązywane są zgodnie z Habermasowskim ideałem demokracji deliberatywnej. Tam raj – u nas nędza.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale