Wczorajszy tekst o tym jakoby Beata Sawicka była agentką pracującą dla CBA przeciwko PO mocno mnie rozbawił. Dlaczego? A choćby w związku z rolą, jaką była posłanka pełniła przy uświadamianiu "słupów" - wolontariuszy użyczających swych kont do przelewów lewych pieniędzy które sekretarze pana Schetyny wyprowadzali z kasy partii. Zapewne na zlecenie CBA. Jak pamiętamy pani Beata razem z obecnym ministrem spraw wewnętrznych i ministrem sportu instruowali wolontariuszy co mają zeznawać przed prokuratorem (przypominam - chodziło o okradanie WŁASNEJ PARTII czym zajęła się prokuratura a co prezes tejże partii uznał za napaść polityczną). Potem Sawicka wpadła na braniu łapówy i teraz zeznaje w tej sprawie. A pani Pitera w "kropce nad i" ową Sawicką dyskredytuje a w każdym razie próbuje to zrobić. Bardzo nieudolnie. Dlaczego?
Moim zdaniem przyczyna tego może być tylko jedna: Julia Pitera ma świadomość, że Beata Sawicka ma na jej temat coś niecoś do powiedzenia - a kto może wiedzieć więcej o sprawach posłanki i kandydatki na szefową CBA niż ona sama? Wypowiedź w sprawie Sawickiej to typowy cios wyprzedzający - mogący wynikać z napięcia psychicznego i poczucia osaczenia a w dodatku cios na oślep. I wygląda na to, że w obecnej sytuacji piękny strzał w stopę.
Dalszy ciąg pożądany :)


Komentarze
Pokaż komentarze (17)