Całe szczęście, że w sprawie sędziego Milewskiegi zaczęli się w końcu wypowiadać fachowcy, a nie jakieś dziennikarstwo obywatelskie, czy inni przygodni, żądni ślepej zemsty ludzie.
Pani sędzia Teresa Romer, czyli sędzia SN i prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia" we wczorajszej wypowiedzi dla radia TOK FM, w bardzo rzeczowy sposób rozprawiła sie z prostackim pojmowaniem przypadku sędziego Milewskiego.
Oto wykładnia Pani sędzi.
-nie mamy do czynienia ze złamaniem sędziowskiej niezawisłości ponieważ taki może zajść tylko podczas rozprawy, a tu żadnej rozprawy nie było, tylko rozmowa telefonioczna.
-sędzia dobierał skład z pośród osób orzekających w tym sądzie, a nie z jakichś innych, wiec miał prawo to robić.
-zapewnianie, że "wszystko będzie dobrze" w sposób oczywisty dotyczyło tego, że dobrany zostanie skład o takich kwalifikacjach, które zapewnią właściwe rozpoznanie przedmiotowej sprawy.
-nie można zakładać, iż rozprawa, która jeszcz nie miała miejsca nie byłaby zgodna z przepisami prawa.
- w tym momencie można mówić jedynie o pewnej nieostrożności i dezynwolturze tego sędziego, a nie przekroczeniu prawa, ponieważ tak na dobrą sprawę do niczego nie doszło.
-sędzia ten z sytuacji, w której się znalazł powinien na przyszłość wyciągnąć wnioski.
Czyli wychodzi na to, że nie żyjemy w państwie zblatowanych sędziów i prokuratorów. Całe szczęście że chociaż na polu wymiaru sprawiedliwości nie jest tak źle jak niektórzy chcieliby to widzieć.
I nie ma co mówić, ze jest to tylko propozycja linii obrony, jakaś interpretacja na użytek mediów, czy środowiskowa solidarnosć i chęć "skręcenia" tej sprawy. Powiedział to ktoś z SN, szef sędziowskiej korporacji, osoba z naukowym cenzusem, wykładowca akademicki.
I oczywistym jest to, że odczucia i pojmowanie sprawiedliwości przez zwykłych ludzi muszą ustąpić przed profesjonalnym oglądem sytuacji, inaczej trudno byłoby powiedzieć, że żyjemy w państwie prawa.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)