Jeśli ktoś jeszcze myśli, ze problem 'rabowania rodzicom dzieci stosując przy tym w XXI wieku metody znane z niechlubnej przeszłości Niemiec' (źródło cytatu) jest typowym problemem z niemieckim Jugendamtem, to ten się myli.
Oto wydarzenia, które miale miejsce w Polsce:
Policja nie musiała odbierać dzieci ojcu
"Wczoraj przed domem, w którym mieszka ojciec chłopców, rozegrały się dantejskie sceny. Chłopcy byli ciągnięci po ziemi, płakali i krzyczeli. Za wszelką cenę chcieli zostać z ojcem. Przy bramie domu leżeli spleceni w uścisku. Młodszy krzyczał do brata: "Kamil! Trzymaj mnie!" i "Tatusiu!". Ale ojca nie było, gdy przyjechała policja. Na wszystko, ze łzami w oczach, patrzyły też inne dzieci - kuzyni chłopców, którzy razem z nimi codziennie się bawili."
"Bezduszny krakowski sąd rodzinny odebrał kochającej matce malutką córeczkę. Martynka trafiła do pogotowia opiekuńczego, mimo doskonałej opinii, jaką policja wystawiła jej mamie. "
"Sąd może zamknąć dziecko w sierocińcu z absurdalnych przyczyn. Trzeba wiec pomagać rodzicom, zanim sąd pozbawi ich praw. Później wyciągniecie dziecka z bidula graniczy z cudem"
Na pewno będzie im lepiej poza domem?
"Jak mówią, są wciąż w szoku, bo wszystko stało się tak niespodziewanie. 0 marca o 9 rano siedmiu policjantów i trzy pracownice sądu wtargnęli do ich mieszkania na III piętrze kamienicy przy ul. Chrobrego w Prudniku. - Nie zdążyłam otworzyć, jak drzwi wyleciały z zawiasów - skarży się Renata Kędroń. - Maluchy się tak wystraszyły, że schowały się od razu pod stół, a najmłodsza wskoczyła ojcu na ręce!"
Wydaje mi się, ze to nie typowo dla Niemców problem, ale ogólny problem w naszych społeczeństwach. Jeśli ktoś żąda zlikwidowanie niemieckiego Jugendamtu nie rozwiązuje problemu. Miejsce Jugendamtu może zastąpić podobny mechanizm jak w Polsce.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)