Oda Oda
489
BLOG

Pan Józef Kotyczka - mój nauczyciel z języka polskiego

Oda Oda Polityka Obserwuj notkę 56

Tekst okazał się w niemiecko-polskim magazynie 'Dialog'. Jest on dedykowany niemieckiemu nauczycielowi z języka polskiego Józef Kotyczka. Jedna z jego uczennic to byłam ja.


Fischerstrasse to mała ślepa uliczka na wschodzie Berlina, niedaleko dworca Lichtenberg. Mury z czerwonej cegły na samym początku ulicy mieszczą dzisiaj centrum szkolnictwa zawodowego. Za czasów NRD budynek należał do Kant-EOS - Rozszerzonej Szkoły średniej, czyli gimnazjum. Dyrektorka szkoły Karin von Berg kieruje obecnej szkolą położoną ulice dalej, która jest jakby kontynuacja tamtej. Pewnej specjalnej tradycji nie udało sie jednak przemycić w nowe czasy: lekcji polskiego."Wszystko zaczęło się na początku lat pięćdziesiątych - wspomina pani von Berg - A była to inicjatywa pewnego entuzjasty: pana Kotyczki".

Józefa Kotyczke odwiedzamy w jego berlińskim mieszkaniu. Na ścianach wiszą drewniane rzeźby z Tarnowa, regal jest pełny polskich książek. "Jestem Slazakiem - wyjaśnia sympatyczny pan. - Mieszkałem w Chorzowie i uczyłem się w polskiej szkole. Do niemieckiej szkoły poszedłem dopiero gdy naziści wkroczyły do Polski i przejęli rządy". Po wojnie los zawiódł pana Kotyczke do Magdeburga. Zaczął studia inżynieryjne. Ale jego szkola została zamknięta - wszyscy nauczyciele zostali zakwalifikowani jako obciążeni faszyzmem, następców nie zdążono jeszcze wyszkolić.

Józefowi Kotyczce zaproponowano, żeby sam został nauczycielem. "Podczas rocznego, przyspieszonego kursu otrzymałem wykształcenie tak zwanego nowego nauczyciela - wspomina uśmiechając się ironicznie. - W pewnej szkole dostałem klasy od 5 do 8, musiałem uczyć wszystkich przedmiotów. W tym samym czasie rowniez i my sami musieliśmy ciągle zaliczać lekcje i konsultacje". Wielki zwrot w życiu początkującego pedagoga przyniosła polityka. "NRD-owscy przywódcy postanowili w sześciu szkołach NRD wprowadzić lekcje polskiego jako symbol przyjaźni ze wschodnim sąsiadem. Zaproponowano mi, abym ubiegał się o posadę nauczyciela polskiego. Tak zrobiłem. Bylo 36 kandydatów z całej NRD - znalazlam się pośród sześciu szczescliwcow, którzy dostali te prace. " Greifswald, Rostock, Berlin, Frankfurt nad Odra, Lipsk i Zgorzelec - w każdym z tych sześciu miast od 1951 jedna szkoła średnia prowadziła lekcje języka polskiego. Dwa lata później dołączyły do nich Wittenberg i Cottbus. Docenci Uniwersytetu Warszawskiego przygotowali świeżo upieczonych nauczycieli polskiego do nowych zadań.

Koniec z nudna wiejska szkoła - nowym miejscem pracy była Kant-Oberschule w Berlinie. Dyrektorka szkoły, Karin von Berg, wspomina: "Taki był wtedy trend. W sąsiedztwie wprowadzono wtedy język czeski, a szkoła została nazwana imieniem czechosłowackiego szefa partii Clementa Gottwalda. To co w naszym przypadku było szczególne, to intensywna wymiana uczniów z 49 Liceum im Modzelewskiego w Warszawie". Co skłoniło wtedy młodych Niemców z NRD do nauki języka polskiego? Odpowiedz Józefa Kotyczki jest rozbrajająca: "Werbowałem ludzi!" Na zebraniach rodzicielskich zachęcał do tego, żeby obok pierwszego języka obcego jakim był angielski lub łacina, uczyć sie polskiego. Emil Zatopek i koledzy zrobili resztę. "Polacy prowadzili w wielu dyscyplinach sportu. Tym nowym argumentem udało mi sie zwabić wielu uczniów."

Wraz z wymiana miedzy szkołami zaczęły się debaty - i zaskakujące spotkania z własną "władzą państwową". "Nasi uczniowie mieszkali w Warszawie w prywatnych domach. W ten sposób szybko dochodziło do rozmów o historii - wiele polskich rodzin sprowadzało nawet swoich dziadków i babcie , żeby mogli sobie porozmawiać z młodym Niemcem. Polacy dali do zrozumienia, ze 'lepsze Niemcy' leżą na Zachodzie. Zauważyliśmy, ze polski socjalizm był normalniejszy niż nasz. Polacy mogli podróżować, oglądali zachodnie filmy, czytali książki, które u nas były zabronione. W niektórych rodzinach wiernych linii partii, po powrocie uczniów do domu wybuchały poważne kłótnie. "Władza państwa" demonstrowała często na granicy swoja arogancje i niekompetencje: "Konfiskowali naszym uczniom polskie, licensowane płyty Beatlesów, ale pozwalali na wywoź płyt Rollinga Stonesow, ponieważ nie znajdowały się na indeksie.." Pan Kotyczka wykorzystywał każdą szanse aby szmuglować zakazana albo nieosiągalną w NRD literaturę polska. "Moi koledzy w Warszawie już wiedzieli, co mnie interesuje!" Niejeden uczeń berlińskiej polskiej klasy studiował potem w Polsce i wyjeżdżał tam na stale - często wspierany przez polskiego współmałżonka.

W 1970 roku NRD-owska reforma szkolnictwa zmieniła sytuacje. Teraz Jozef Kotyczka nie mógł robić reklamy swoim zajęciom. Do gimnazjum wolno było z każdej postawowki "oddelegować" jedynie kilkoro uczniów. Przyjecie do szkoły średniej odbywało się w drodze surowego postępowania kwalifikacyjnego, w którym główną role odgrywały kryteria "społeczne" i polityczne, jak i stanowisko rodziców. Tak wiec, kto nosił długie włosy, nie chciał wstąpić do FDJ, albo miał wręcz religijne przekonania, mógł zazwyczaj jedynie marzyc o szkole średniej. Jedyny wyjątek: on czy ona zgłaszali się do polskiej klasy! "Przypuszczam, ze wtedy mniej więcej jedna trzecia uczących się polskiego rzeczywiście interesowała się językiem i krajem", sadzi dyrektorka von Berg. NRD i Polska jako część wielkiej "wspólnoty cierpienia realnego socjalizmu", lub mówiąc inaczej: z polskim do zawodowej wolności; hasla uzyskują nowe znaczenia. Jednakże nawet źli uczniowie, których rodzice dotarli jednak do wysokiego szczebla komunistycznej hierarchii, delegowani byli do polskiej klasy.

Szczególne osiągnięcie Józefa Kotyczki polegało na tym, ze wszyscy, różnie umotywowani uczniowie uważali jego lekcje za ciekawe. Ministerstwo oświaty NRD już w latach sześćdziesiątych zwróciło uwagę na tego wyjątkowego pedagoga. Zleciło mu koncepcyjne opracowanie i zredagowanie oficjalnych podręczników do nauczania gramatyki i języka polskiego na użytek NRD.

Mowimy po polsku 

O poziomie jego zajęć można się było przekonać jeszcze na początku tego roku. W trzydziesta rocznice matury byli uczniowie EOS odwiedzili ponownie swoich starych przyjaciół w Warszawie. Wielu Niemców mówili wciąż jeszcze bezbłędną polszczyzna. Oczywiście inicjatywa obchodów rocznicy wyszła od Kotyczki: "Dalem ogłoszenie w Berliner Abendzeitung. Zgłosiło się kilkaset byłych uczniów". Internet ujawnia: do dziś większość niemieckich uniwersytetów korzysta z podręczników do polskiego autorstwa Józefy Kotyczki. "Zadaje sobie pytanie: czy moi uczniowie byli aż tak dobrzy? Czy tez poziom uniwersytecki jest tak niski?", śmieje się autor podręczników Józef Kotyczka wyjmuje z regalu caly stos 'prac roznych' swoich uczniów. Językowo sa na niewiarogodnie wysokim poziomie: pewna uczennica przetłumaczyła 26 wierszy Gałczyńskiego, ktoś inny prezentuje po polsku - ilustrując tekst zdjęciami - warszawski szpital dziecięcy, inni pisali o Januszu Korczaku, getcie warszawskim lub polskich pisarzach. Piec do sześciu godzin polskiego w tygodniu było czymś więcej niż lekcja języka. Otwierały uczniom oczy na inny fascynujacy świat i dawały możliwość, aby osobiście zrobić coś na rzecz porozumienia i pojednania.

Jednakże po politycznym przełomie 1989 zabrakło naraz w "stolicy NRD" bodźca do nauki polskiego. "Wszyscy rodzice i uczniowie naciskali na nas, żebyśmy wprowadzili francuski i łacinę", wyraża swoje ubolewanie dyrektorka von Berg. "Z polskim i z rosyjskim, jak mówili, niewiele mogą ociągnąć w życiu zawodowym. Ostatnia klasę z językiem polskim doprowadziłam do matury w roku szkolnym 1990/91." W zacieklej konkurencji języków i kultur nowy początek pod nowym znakiem nie jest łatwy. Jednakże pani von Berg nie rezygnuje. "Mamy dzisiaj sporo uczniów z powiazanami rodzinnymi w Polsce, to może być początek przynajmniej malej grupy. Co roku organizujemy dla naszych nauczycielek i nauczycieli podroze studyjne do Polski. Udało nam się rowniez przezwyciężyć opór rodziców - z każdą 12 klasa odbywamy wielka podróż do Krakowa.

(Hermann Schmidtendorf dziennikarz, współpracownik rozgłośni radiowej DeutschlandRadio w Berlinie

Z niemieckiego przełożyła Katarzyna Leszczyńska)

 

Oda
O mnie Oda

oda15@gazeta.pl Najlepszy blog: Die Teekanne Każdy może pisać w moim blogu. Jedynie argumenty ad personam będą osunięte. Taki argument zakłada, ze współ-dyskutantowi brakuje odpowiednia wiedza i dlatego jego wnioski są ogólnie nieważne postara się wykazać, ze wiarogodność współ-dyskutanta ma coś wspólnego z wiarogodnością używanych źródeł lub założeń postara się wykazać, ze ogólnie negatywnie przejęte właściwości współ-dyskutanta (pleć, zawód, przekonania, narodowość..) maja coś wspólnego z wiarogodnością lub prawdą jego argumentów Pewien blogowicz salonu w stosunku do mnie: Szanowna Pani Prosze nie popisywac sie swoja niewiedza i nie wpisywac sie juz w moim blogu.Moj adwokat zastanowi sie do konca tygodnia czy nie wyslac Pani do podpisu zobowiazania o zaprzestaniu szkalowania i poblikowanie umyslnie falszywych tlumaczen pod grozba kary.Takie pisemko adwokata kosztuje ok 1000 €; i przychodzi od razu z nakazem platniczym od komornika i jest dostarczane przez komornika.Troche potrwa o ile Pani nie poda od razu swojego adresu.Szukanie adresu tez bedzie wliczone w rachunek wiec moze kosztowac nawet do 2000 €;. Jezeli nie bedzie Pani chciala podpisac tego pisemka "Unterlassundsaufforderung" i zaplacic za prace adwokata to bedzie Pani miala mozliwosc odwolania sie do sadu. Ale najpierw trzeba zaplacic. Miroslaw Kraszewski Aktynologia.Nie dajmy sie OSZWABIC www.miroslawkraszewski.salon24.pl Najlepszy blog: Die Teekanne

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (56)

Inne tematy w dziale Polityka