Następująca opinia o "Muzeum Drugiej Wojny światowej" trochę mnie zaciekawiła, a może bardziej zirytowała. Pisze Tomasz Urban z Sueddeutsche Zeitung (wieloletni korespondent w Warszawie), ze taki muzeum w Gdańsku rowniez dla Polski mogą wynikać niewygodne pytania:
"Z jednej strony to Paryż i Londyn były głęboko zbulwersowane, ze Polska tylko kilka miesięcy temu u boku Niemców uczestniczyła przy rozbijaniu Czechosłowacji. Z innej strony w obu stolicach apelowano do polskiego rządu, aby uczynić akty dobrej woli. Ludność miasta była w 95% niemiecka, która w ogromnej większości odczuwała separacji od Rzeszy po Pierwszej Wojnie światowej jako niesamowita niesprawiedliwość i z tego powodu była nastawiona ekstremalnie przeciwko polskiej władzy ochronnej. A jej liderzy z kolej byli przekonani, ze militarny konflikt z Niemcami szybko wygrywają"
"Gazeta Wyborcza" z kolej cytuje następujący fragment:
"Co Polska myli i czego się zapiera" - pisze w felietonie warszawski korespondent gazety Thomas Urban. Sugeruje, że projekt muzeum w Gdańsku zirytował Berlin.
Urban twierdzi m.in., że polskie podręczniki do historii nie mówią o tym, że przed II wojną światową Polska chciała zagarnąć Gdańsk, tak jak wcześniej Zaolzie. "Niemieccy historycy i politycy są zgodni, że marginalizowana w Polsce historia sprzed wybuchu wojny nie umniejsza odpowiedzialności Niemców za jej skutki, także za wypędzenia. Nie można jednak pojąć wysuwanego przez Polskę zarzutu, że niemiecka debata o wypędzeniach oznacza fałszowanie historii. Więc gdy Tusk w Gdańsku powtarza słowa prawicy, że nie można mylić sprawcy z ofiarą, to irytuje swoich partnerów w Berlinie" - pisze Urban."
W moim zdaniu sa to mocne slowa.


Komentarze
Pokaż komentarze (36)