W awanturze o wycięte lektury widać jak na dłoni wszystkie negatywne cechy naszej "debaty publicznej". Główną cechą jest brak debaty. Pisał niedawno o tym RAZ, że mamy do czynienia nie z dyskusją lecz z bitwą. Nie liczą się argumenty ale inwektywy, haki, zasadzki itd. Nie sensowność pomysłu, lecz z której strony frontu został wystrzelony. Jeżeli już pojawiają się jakieś faktyczne działania czy opinie w tym całym harmidrze potrząsania szabelką, to są płytkie, nie sięgające istoty problemu -- a nawet chybione.
Aby więc nie przyłączać sie do powszechnego ujadania, odsuńmy na bok kwestie że Giertych usunął nielubianego Gombrowicza, a wstawił Dobraczyńskiego (czemu nie Cata?), że to nie decyzja, a projekt ministra, że wbrew doniesieniom nie usunięto z listy Herlinga-Grudzińskiego, a minister sam jest za pozostawieniem Dostojewskiego... Zajmijmy się meritum.
Z pewnością kanon lektur, który pamiętamy z naszej szkoły, powinien ulegać zmianie. Choćby dlatego, że najnowsze pozycje zdaje się bywały tam z lat 50. Już za moich czasów powszechnie narzekano, że program jest przeładowany i trzeba go zracjonalizować. Należy też wreszcie zrewidować ideowy klucz, według którego katowano pokolenia dzieci straszliwymi pozytywistycznymi nowelkami, tylko po to by wykazać wyższość PRLu nad pańską Polską. (Palenie siostry Antka w piecu pamiętać będę dożywotnio) Ale tu minister, zamiast prostować, wykrzywia w swoją stronę...
Ale czy nie nalezałoby najpierw zastanowić się po co (pytanie o cel) nam lektury szkolne? I czy winny być kanonizowane? Dopiero po udzieleniu odpowiedzi na te pytania można zacząć rozważać zawartość ewentualnego kanonu. Aby dojść zaś do tych pytań, trzeba odpowiedzieć na podstawowe: do czego (pytanie o cel) nam szkoła? Jakie przed nią stoją zadania?
Oczywiste są nauki przyrodnicze. Ich nauczanie powinno według mnie być nakierowane na profil MacGyvera -- zdolnego twórczo zastosować w praktyce abstrakcyjną wiedzę. Ale przede wszystkim szkoła ma uczyć czytać i pisać. A to oznacza także rozumieć i umieć się wypowiedzieć tak, by być rozumianym. Dalej, to oznacza tekże zdolność krytyki i umiejątność samodzielnego myślenia.
Mówiąc najkrócej: szkoła powinna uczyć komunikacji.
Do tego mają przygotować lekcje zwane tradycyjnie językiem polskim. I tu problematyczna jest już kwestia samej nazwy przedmiotu. Owszem, język jest głównym narzędziem komunikacji i nośnikiem kultury. Ale dziś żyjemy w kulturze globalnej i multimedialnej. Więc już nie tylko język, z pewnością zaś nie tylko literatura. I nie tylko polski -- koniecznie w kontekście europejskim i światowym.
Jeśli przyjmiemy, że kanon lektur jest potrzebny, to właśnie po to, byśmy wszyscy poruszali się we wspólnej przestrzeni kulturowej, byśmy "chwytali" gdy ktoś rzuci - to jak z Kafki, lub skąd Litwini wracali. Ale winien on dziś obejmować nie tylko literaturę i dramat, lecz także koniecznie klasykę filmu, trochę komiksów; a już z pewnością nie może urywać się w połowie wieku XX. Na Boga! Stworzono kilka dzieł mających doniosły wpływ na kulturę światową po Dżumie Camusa!
Jest jeszcze jeden powód, dla którego kanon jest potrzebny: Lenistwo umysłowe nauczycieli. Wielu potrafi jedynie powtarzać wyuczoną prawomyślną interpretację Janka Muzykanta i jeśli im dać wolną rękę, będą po grobową deskę tłuc uczniom, że Słowacki wielkim poetą był. Nota bene, jakże groteksowo wyglądało Ferdydurke na liście obowiązkowych lektur szkolnych, przerabianych (na co oni te książki przerabiają?) przez prof. prof. Bladaczki jak kraj długi i szeroki. Nowa lista lektur to zadanie dla nauczycieli zwłaszcza (ilu z nich czytało inkryminowanego Dobraczyńskiego?).
Dlatego najwyższa pora na poważną koncepcję kanonu podstawowych tekstów kultury. Projekt ministerialny tych kryteriów nie spełnia. Ale histeryczne okrzyki krytykantów (nie krytyków!) Giertycha bardziej całej sprawie szkodzą niż pomagają.
Tekst, napisany w piątek 1.06.07 został poddany delikatnej korekcie 3.06.07; wcześniejsza mnogość literówek i pewna niespójność wynikały z pospiesznego dopisywania po kawałku w godzinach pracy. Jednocześnie starałem się nie zmieniać treści pierwotnego zapisu, jedynie wygładzić formę.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)