Najważniejsza Gazeta IIIRP rozpczęła wielką akcję. Cel: lepsza demografia. Lecz nie da się przecież osiągnąć żadnego celu, nie tworząc Nowego Człowieka, w Nowym, Socjal..., przepraszam, jak się teraz mówi? Nowoczesnym Społeczeństwie.
Problem zgrabie ujął red. Pacewicz: kobiety mając wybór kariera lub dziecko wybierają karierę. I po tej konstatacji — dalejże, rozwiązania jak zjeść ciastko i mieć ciastko. Zanim jednak, razem z redaktorem i jego kolegami poszukamy jedynie słusznych rozwiązań zatrzymajmy się chwilę nad tym wyborem.
Dlaczego księgowej zrobienie bilansu przynosi więcej satysfakcji życiowej, bardziej podnosi jej pozycję społeczną niż opkieka nad własnym dzieckiem?
Dlaczego nikt nie powie, że urodzenie i wychowanie 6 dzieci to wybitne osiągnięcie życiowe, znakomita kariera?
Przede wszystkim — pieniądze
Dlaczego ojciec, który zarabia na utrzymanie 8 dzieci musi wpaść w wyższy próg podatkowy, a jego kolega, wydający podobne pieniądze na "służbowy" samochód, "służbowe" wakacje na Hawajach, może to sobie od podatku odliczyć? Dzieci nie da się zaksięgować w pozycji "koszty uzyskania przychodu".
Niezależność od mężczyzny
To także kwestia "własnych" pieniędzy kobiety.
W dobie kryzysu rodziny i częstych rozwodów, zależność finansowa małżonków od pracy męża, jest przez kobiety odczuwana jako zagrożenie, ograniczenie wolności.
To problem rodziny. "Partnerstwo" to nastawienie na egoizm. Pilnujący bilansu własnych zysków i strat egoiści nie będą mieć więdzej dzieci niż jedno (jedno
starcza do zaspokojenia instynktów). To problem cywilizacyjny; przedszkola go nie rozwiążą.
Rozwój
Chociaż wychowaniu dzieci poświęcono całe dziedziny nauki, kobiety boją się, że zajęcie się dziećmi i domem je odmóżdży. Ciekawe, że perspektywa 10 lat kariery Dilberta nie wywołuje takich obaw.
Czy rzeczywiście mamy oddać dzieci na wychowanie za drobną opłatą głupszym kobietom by te inteligentne mogły robić coś ważniejszego? Cóż takiego jest ważniejsze?
Bezpieczna przyszłość
Dawniej dzieci trzeba było mieć choćby po to, by miał kto na starosć podać przysłowiową szklakę wody. Dziś ma nam to zapewnić emerytura.
Zauważmy: powszechne emerytury nie są bardzo stare. Pierwszy zaczął je wprowadzać Bismarck, dla niektórych tylko grup zawodowych. Ostatatnich objęto nimi rolników, u nas bodaj w latach 60. Cekawe, że spadek liczby urodzeń dopiero w latach 90 dotknął wieś...
Dziećmi ktoś musi się zająć
Jeśli nie rodzice, to opiekunki, żłobki, przedszkola itd.
Policzcie starannie koszta 10-godzinnej (8 godzin pracy rodziców + dojazdy) opieki nad dzieckiem. Nawet tej nie indywidualnej, ale tej instytucjonalnej. Czy per saldo na dziecko nie wyjdzie ok. średniej pensji krajowej? Jeżeli zauważymy, że w zawodach związanych z opieką i nauczaniem dzieci zatrudniają się głównie kobiety, to czy nie wychodzi na to, że per saldo jest i tak jedna kobieta na kilka dzieci? Jak w tradycyjnej rodzinie?
Nowy ład
Oczywiście, to przeorganizuje gospodarkę; nasze dochody się zbilansują na innym poziomie. Niby będziemy dużo zarabiać, ale mnóstwo usług niegdyś robionych wewnątrz rodzin, się komercjalizuje, będziemy za nie musieli płacić. Tworzymy cały sektor gospodarki: opieka nad dziećmi, pranie, gotowanie, sprzątanie.
Niby to samo: jedni pracują dla drugich. Następuje tylko specjalizacja. Czyli traktujemy macierzyństwo jak inne dziedziny gospodarki, już wcześniej skomercjalizowane. Dodajmy: wszystkie te usługi stają się opodatkowane — dodatkowa, gigantyczna redystrybucja dóbr i pracy przez państwo. Dodatkowe koszta. W najlepszym wypadku pokryje je lepsza wydajność wynikająca ze specjalizacji.
Czy nie narobimy się wszyscy za darmo? Nie prościej było mieć rodziny opartej na miłości i zaufaniu? Pracuje się w niej równie ciężko, ale dla ludzi bezpośrednio, nie dla abstrakcyjnych pieniędzy. I liczy się na ludzi, nie na "swoją" kasę.
Pro czy anty
Prawdziwa polityka prorodzinna to przede wszystkim przkonstruowanie systemu fiskalnego, tak, by podatkami nie karano za macierzyństwo i za tradycyjny model
rodziny. To także praca nad zmianą systemu wartości, postaw społecznych, wizerunku rodzin dzietnych.
Zaś akcja Gazety jest polityką antyrodzinną: to pormocja płodzenia dzieci, które wychowa nie rodzina, lecz "system" - opiekunki, żłobki, przedszkola, szkoły etc, podczas gdy rodzice będą wykonywali wyspecjalizowaną pracę. To już wymyślił Platon. Dodajmy: zastosował Lenin.
Niniejszy tekst jest poddaną niewielkiej korekcie kopią mojej wypowiedzi na forum GW pod tamtejszym nickiem.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)