Koncepcja: „ogolić całe towarzystwo, obwiązać szmatami, niech udają dzieci z czworaków” byłaby zabójcza dla PiS. Tak napisałem w komentarzu do wpisu i nie podnosiłbym teraz tej kwestii ponownie, gdyby nie fakt, że zwyczajnie już mnie zaczęły denerwować uwagi kreatorów dotyczące strategii dla PiS-u i sugerowanych sposobów pozyskania młodego wykształconego klienta.
Traktowanie PiS-u jako logo do sprzedania budzi mój sprzeciw. Nie chciałbym zmagać się rzeczywistością mając u boku sojusznika, który przywdział te same barwy jedynie z powodu mody. Nie mam przyjemności wchodzić w sojusze z kimś, dla kogo kwestia zasad (jakichkolwiek) determinowana jest modą. I będę do Bydgoszczy jeździł na zakupy, ale: nie zgadzam się!
Przepoczwarzenie się strategii PiS-u na „młodzieżową” przyniesie skutek odwrotny od zamierzonego. Przyniesie deprecjację wizerunku, na który Kaczory et consortes pracowały. Na którą i ja pracuję – zachowując proporcje - w moim bardzo lokalnym środowisku. Jakiż wybór?
Ano – bardzo prosty.
Nie dać się sprowokować. I rozklepywać na zimno, bez emocji, takie naleśniki jak Lis w rozmowie z Kaczorem. Być twardym, rozmawiać z tymi, którzy chcą usłyszeć odpowiedź i pytać tych, którzy odpowiedzi udzielić zechcą.
Nie ma wyprzedaży. Marka może i nie jest powszechna, ale to zmartwienie (satysfakcja?) tych, którzy lubią szmateksy. I nie mówię teraz o tym, bo to inna rzecz, jak zachwalają towar mniej lub bardziej sprawni subiekci PiS-u.
Mówię o rzeczywistej wartości produktu. I tyle.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)