Z Mundialem jest tak, że rozkalibrował mi kompletnie - i tak zresztą chaotyczny - zegar. No, ale nie ma co się użalać dopóki odbiorca moich produktów zbytnio nie kląska, dopóki nie widać, że powstają one ciemną nocą albo nad ranem, dopóki nie przeszkadza mu z rzadka i niechętnie odbierana komóra w dzień - jest ok.
Zaraz w Durbanie pokaże się "moja" Holandia. Nie mówię, że to mój faworyt do Pucharu (choć chciałbym, chciałbym) ale z pewnością najcieplej i najmocniej dopingowana ekipa na Mundialu. Z Japończykiem przewiduję klasyczne zderzenie mentalności piłkarskich, z którymi mieliśmy juz do czynienia. W ogóle europejska piłka na tych miszczostwach wypada dość blado, mam wrażenie, że zapatrzeni jesteśmy w chów wsobny, w podniecanie się Ligami Miszczów, kiedy na świecie w piłę rżną często ładniej i skuteczniej.
Dlatego Japończyk postawiony przeciowko Holendrowi nie wywołuje mojego ramion wzruszenia - bój to będzie chyba zaskakujący, co oznacza, że Pomarańczowi bramkę mogą stracić jako pierwsi i z kontry. No - ale to tylko takie spekulacje.
Za 20 minut panowie i panie, Holender w Durbanie!


Komentarze
Pokaż komentarze (73)